Japonia Podróże

Najkrótsza na świecie opowieść o górze Fuji

Jak byście się czuli, gdyby ktoś najpierw dał Wam prezent, a chwilę później go odebrał? To jest dokładnie to uczucie, kiedy już właśnie jesteście u progu długo wyczekiwanego marzenia, już witacie się z gąską, aby po chwili… pocałować klamkę. Święta Góra Fuji-san daje i zabiera, kto nie zdąży, ten się zagubiony w rozpaczy gdzieś po krzakach poniewiera.


W ostatnim mikro-planie stworzonym na potrzeby wyjazdu do Tokio założyliśmy, że wybierzemy się do jednej z miejscowości położonych w obrębie malowniczej, niemalże mitycznej, krainy Pięciu Jezior Fuji (富士五湖). Na region położony około 1 000 m.n.p.m składa się – a jakże! – pięć jezior położonych wokół Góry Fuji: Kawaguchiko (河口湖), Saiko (西湖), Yamanakako (山中湖), Shōjiko (精進湖) oraz Motosuko (本栖湖).

Na potrzeby wizualne tego bloga, choć tak naprawdę z powodu łatwości dojazdu i gwarancji możliwie najładniejszego widoku na górę, zdecydowaliśmy się na jednodniowy trip do miejscowości Kawaguchiko. To jedno z najbardziej popularnych miejsc widokowych, z których dodatkowo startują ekipy wspinaczkowe pragnące zdobyć szczyt Świętej Góry (3 776 m.n.p.m). To również miejsce z najłatwiejszym dojazdem z Tokio, bezpośrednio łączące obydwie miejscowości.

P1990130

Najpiękniejszy widok na Fuji roztacza się znad północnej części jeziora. Znaczy się, przy założeniu, że góra pozwoli Wam się zobaczyć. Ponoć największe prawdopodobieństwo uzyskania łaski tejże zachodzi o poranku, przed 9.00 oraz późnym popołudniem. W ciągu dnia, czyli wtedy, kiedy sami przyjechaliśmy ją obejrzeć, w 9 przypadkach na 10 szczyt, a może i całą górę, przysłonią kłębiaste chmury. I kiedy Wy będziecie się modlić o wiatr, który przyjdzie lub nie, Góra zdecyduje sama czy będzie chciała się z Wami tego dnia zobaczyć.

No z nami ewidentnie nie chciała. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce, delikatnie odsłonił się jej szczyt, by kilkanaście minut później zostać przysłoniętym przez wielkie chmurska na dobre i na kilka dobrych godzin. Godzina, dwie – myśleliśmy. Wytrzymamy – myśleliśmy. Kupiliśmy bilety na autobusik jeżdżący wokół jeziora, aby mieć szansę na zrobienie tego jednego, najwłaściwszego ujęcia do filmu. I co? I dupa, moi drodzy – jakby to powiedział klasyk.

Obeszliśmy jezioro z wielu stron, czekaliśmy pełni nadziei, a ta Góra nic. No po prostu nic! Zrezygnowani wróciliśmy w pobliże stacji kolejowej i wybraliśmy się na lokalną zupkę Hōtō (ほうとう), gastronomiczny symbol prefektury Yamanashi. Zupka ta to w rzeczywistości olbrzymi gar gorącego jak wrzątek zupska, serwowanego w żelaznym kociołku na który składa się gruby pszenny makaron, baza „rosołowa” miso, cząstki dyni oraz sezonowych warzyw. Jest pyszna, sycąca, otulająca zmysły i ogromna – w sam raz na ukojenie serca złamanego przez odtrącenie ze strony Góry Fuji.

P1990124

Możecie wierzyć lub nie, ale byliśmy już całkowicie zrezygnowani. Piotrek nie chciał już nawet patrzeć na breloczki i batoniki Kit Kat z wizerunkiem Fuji, a to oznacza poważny kryzys. Nie mając nic lepszego do roboty, wsiedliśmy w darmowy pociąg jeżdżący na trasie stacja kolejowa – podejście pod pagodę Chūreitō (忠霊塔). Idziemy sobie przez pola, pola uprawne, zaczynamy wspinać się po tych niemalże 400 schodkach i nagle, za naszymi plecami, odsłania się ona!

P1990131

Płakaliśmy trochę, że nad jeziorem zza chmur wyjść nie chciała, jednakże widok 2 w 1, czyli pagoda z Fuji w tle w pakiecie to, w moim osobistym rankingu, jeden z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających widoków podróżniczego świata. Dosłownie nie mogłam się napatrzeć. Co chwilę odwracałam się do tyłu sprawdzając, czy ona dalej tam jest. I była, była taka cała i cudna… Widok jak z obrazka, jak z Google Images!

P1990159 P1990148 P1990511 P1990145

Nad jezioro na pewno jeszcze wrócimy, aby pewnego pięknego dnia dokręcić to jedno, idealne ujęcie, ale teraz gdy patrzę sobie na zdjęcia Góry nawet tak jakby się wzruszam? Ma w sobie jakąś niesamowitą siłę, potegę, szlachetne piękno i niezwykle doceniam fakt, że mieliśmy to szczęście, aby zobaczyć ją na własne oczy.

P1990540