Japonia Podróże

Asakusa, Tokyo Skytree i plastikowe krewetki w Kappabashi

Można by rzec, że najlepsze (i najbardziej oblegane przez turystów) zostawiliśmy sobie dopiero na koniec. Plan był sprytny i przebiegły – wstajemy o wschodzie słońca, kręcimy ujęcia najstarszej świątyni w Tokio, a później płaczemy, że trzeba wracać do kraju.


DSC_9044

Świątynia Sensō-ji (浅草寺) to absolutny magnes i hit turystyczny. Nie ma takiej jednodniowej wycieczki po Tokio (swoją drogą, śmiech na sali…), w której programie nie pojawiłaby się wizyta w Asakusie (浅草), jednej z tokijskich dzielnic, położonej nad samym brzegiem rzeki Sumida. W zasadzie nie ma co się dziwić, bo ponad 1 400-letnia świątynia jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta, dlatego o zwiedzaniu jej w samotności i spokojnej zadumie z miejsca można zapomnieć.

P2000448 P2000383

Kaminari-mon (雷門) – Brama Grzmotów to pierwsza z bram prowadzących do świątyni. Pierwsza i wzbudzająca największą sensację za sprawą 4-metrowego bambusowego lampionu, ważącego jedyne 670 kg. Nie powiem, gdy człowiek znajdzie się bezpośrednio pod nim, pojawia się dreszczyk emocji i zastrzyk adrenaliny. Nie musiałam wiedzieć ile waży, aby intuicja podpowiedziała, że gdyby teraz na mnie spadł, nie byłoby czego zbierać. Po lewej stronie bramy, niestety schowany za paskudną siatką, stacjonuje Raijin (雷神), szintoistyczny bóg błyskawic, grzmotów i burzy, po prawej – Fūjin (風神), równie piękny bóg wiatru.

DSC_8881 DSC_8900-horz DSC_8919 DSC_8907-horz P2000459

Tuż za bramą rozciąga się 250-metrowej długości uliczka handlowa Nakamise-dōri (仲見世通り). Jest tu sporo tandety, ale jest też sporo pyszności – między innymi ryżowych ciasteczek, słodyczy z nadzieniem z anko i kilka perełek – maleńkich sklepików oferujących wybór autentycznych japońskich pamiątek, po autentycznie przerażająco wysokich cenach. W szczególności zauroczył mnie sklep z figurkami postaci z japońskich legend i mitów, ale gdy ceny najmniejszych zaczynają się od kilkuset złotych wiem, że nie mam tu czego szukać. Niezwykle zależało mi na kupieniu jednej z laleczek kyodo gangu, tradycyjnych japońskich zabawek wykonanych z drewna, gliny lub papieru. Nigdyś służące do zabawy, dziś pomysł na nieco mniej sztampową pamiątkę z Japonii. Moim faworytem był inu-hariko, piesek (wyglądający jak kotek, hm…) wykonany z papier-maché, wywodzący się z epoki Edo, będący opiekunem dzieci, kobiet w ciąży i ogólnie zalecany na reprodukcję. Planów założenia rodziny nie mam, ale inu-hariko skradł mi serce i dziś z klasą zbiera kurz na półce w salonie. Drugim faworytem, którego nie znalazłam w żadnym okolicznym sklepie, jest kot maneki-neko z… ośmiornicą na głowie, która zwiększa poziom pomyślności figurki o 10 leveli.





Ciekawym, choć smutnym faktem, jest to, że główny budynek Sensō-ji wskutek amerykańskich bombardowań z 1945 roku został doszczętnie zniszczony, dlatego obecnie ludzie składają ofiary i modlą się w miejscu powstałym dopiero w 1958 roku.

P2000549 P2000591

Okolica świątyni, mimo, że głośna i chaotyczna, jest bardzo klimatyczna. Sporo dziewcząt wybierających się na spacer po Asakusie przebiera się w tradycyjne kimona, dodając kolorytu temu miejscu. Poza tym, wystarczy odbić kilkanaście metrów w jakimkolwiek kierunku i już znajdujemy się w zupełnie innym, mniej turystycznym świecie.

P2000372 P2000687 DSC_9034 P2000558-horz

Tip: świetnym punktem widokowym na świątynię stanowi taras ostatniego piętra Asakusa Culture and Tourism Center, na którym znajduje się również kawiarnia i miejsce do odpoczynku. Z drugiej strony tarasu, za rzeką, nie sposób przeoczyć wieży Tokyo Skytree i budynku należącego do koncernu piwnego Asahi (nasze ulubione japońskie piwo!), przypominającego wielki kufel piwa, a tuż obok twór na który zwraca uwagę każdy, bo przypomina… złotego plemnika.

P2000560 P2000571 P2000574 P2000582 P2000583

Na przeciwko centrum turystycznego Asakusy, za rekomendacją K. Gonciarza zjedliśmy świetnej jakości sushi i owoce morza, aby napełniwszy żołądki surową rybą nabrać sił na obejście Kitchen Town, czyli ulicy Kappabashi-dōri (合羽橋通り). Istny raj dla osób poszukujących kuchennych utensyliów, szefów kuchni i restauracji. Okolica urosła do rangi atrakcji turystycznej, w dużej mierze za sprawą plastikowych modeli jedzenia sprzedawanych tu w kilku sklepach. Większość restauracji w Japonii prezentuje na witrynie modele potraw, które znajdziemy w karcie, przy czym większość z nich jest potwornie realistyczna. Przed chwilą sama dałam się nabrać przeglądając zdjęcia z plastikowym ramenem – pojawiła się gruba rozkmina pt. – Ej, gdzie jedliśmy taką piękną zupę? Ano nigdzie, za to dźwignęliśmy dorodny kawał sushi, który zwraca na siebie uwagę przed wejściem do najpopularniejszego sklepu oferującego plastikowe podobizny japońskich pyszności. Spaghetti z lewitującym widelcem jest super!

P2000555 P2000655 P2000640-horz P2000669 DSC_8998 P2000663-horz P2000661-horz DSC_8976 DSC_8977 DSC_8981 DSC_8984 DSC_8989-horz P2000666

Tip: Na Kappabashi-dōri znajduje się niesamowity sklepik Koide Shoten, specjalizujący się w… maneki-neko! Yup, znajdziecie tu całe mnóstwo kotów z łapką (lub łapkami) uniesioną ku górze w dziesiątkach rozmiarów i z różnych tworzyw. Najmniejsze (i najbardziej kawaii) kosztują ¥220, także polecam bardzo, bo sama mam jednego. Stoi tuż obok maneki-neko ze świątyni Gōtoku-ji oraz wspomnianego wyżej inu-hariko.

Marząc o pięknej, rozświetlonej tysiącem świateł, nocnej panoramie Tokio wybraliśmy się na Tokyo Skytree Tower. I tu niestety porażka na całej linii. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle, bo pod wieczór zaczęło lać i pojawiła się ogromna mgła. Na dodatek na ostatniej platformie widokowej co rusz odpalano wkurzające reklamy o głośności mieszczącej się w przedziale piła łańcuchowa (110 dB) – startujący myśliwiec (140 dB), tak więc niemal z płaczem (nie pamiętam, które z nas uroniło łzy wściekłości) oddelegowaliśmy się do wynajmowanego mieszkania.

DSC_9055 DSC_9047 P2010021-horz