Fotografia Japonia Podróże

Małomiasteczkowy tour po wielkomiejskiej trasie. Ueno, Yanaka, Roppongi

Pora odbić od rozświetlonych neonami, głośnych i zatłoczonych dzielnic Tokio, aby odwiedzić inne – tak dla odmiany – równie zatłoczone destynacje na wielkomiejskiej mapie. Ueno i leżąca obok Yanaka pozwalają złapać oddech i nacieszyć oczy tym, co w Japonii najcenniejsze, a Roppongi… cóż, urocze może nie jest, ale z pewnością warte uwagi ze względu na jedno z najciekawszych japońskich muzeów z genialną panoramą miasta gratis.


P1980732

Z małego miasta wielkie sny
Gromadzą się na twoich ulicach
Pamiętam, bardzo chciałem tu być
Na pewno dużo bardziej niż dzisiaj.

Credits: Dawid Podsiadło


Ueno (上野) pomimo bycia jedną z najczęściej odwiedzanych dzielnic w Tokio, zdołało zachować część specyficznego, małomiasteczkowego charakteru. Słynie przede wszystkim z parku o tej samej nazwie, wypełnionego po brzegi najważniejszymi tokijskimi muzeami (Muzeum Tokijskie, Muzeum Natury i Nauki czy Muzeum Sztuki Zachodniej), mnogości świątyń ukrytych w jego zakamarkach, ale też zwyczajnie, między osiedlami, a już na pewno z Ueno Zoo, które przyciąga tysiące Japończyków i turystów spragnionych widoku pandy wielkiej.

Od samego początku wiedzieliśmy, że na oglądanie pand namówić się nie damy. Naczytałam się wystarczająco, aby wiedzieć, że zwierzęta smętnie spoglądające zza grubej szyby na tłumy rozentuzjazmowanych dorosłych i rozkrzyczanych dzieci nie są szczęśliwe i zdecydowanie pandę wolałabym zobaczyć na wolności, niż kiszącą się w tokijskim akwarium. Właściwie to chyba nawet nie jestem fanką ZOO. Może ekscytowałabym się myślą o wizycie będąc dzieckiem, ale teraz widzę w nich więcej cierpienia, niż faktycznej pomocy. Jest jednak jedna przyjemna i przepyszna rzecz, którą zdobi pandzi pyszczek i w którą można zainwestować… ciasteczka Tokyo Banana Panda. Biszkopty z kremowym nadzieniem o smaku bananowym są specjalną edycją popularnej japońskiej przekąski, którą wprowadzono na rynek w ramach świętowania narodzin pandy Xiang Xiang w Ueno Zoo. Mimo, że w centrach handlowych owe biszkopty można znaleźć w wielu smakach, ja polecam wydanie dostępne m.in. na stacji kolejowej JR Ueno. Idealna przekąska na dalszy spacer po rozległym parku.

Zanim jednak doszliśmy do parku, po drodze wpadliśmy w wir ludzki stłoczony wokół marketu Ameya-Yokochō (アメヤ横丁), jednej z atrakcji Ueno. Sam market powstał w miejscu nielegalnego bazaru, na którym po wojnie rozkwitła szara strefa, stąd sama okolica stacji kolejowej nie należała i w dalszym ciągu nie należy do najbardziej luksusowych okolic Tokio. Kupić tu można sporo frykasów do jedzenia, wpaść do knajpy na obiad i obkupić się w chińskie podróbki ubrań i torebek światowych projektantów mody. Jest przaśnie, ale z klimatem.

P1980739 P1980721 P1980757 P1980746 P1980749 P1980747 DSC_7557-horz DSC_7548-horz

Od stacji kolejowej JR Ueno odbiliśmy bezpośrednio do parku Ueno, drugiego faworyta spośród tokijskich parków, które udało nam się zwiedzić, stojącego na podium tuż obok parku Yoyogi. Wcinając pandzie ciastka załapaliśmy się na ślubną sesję zdjęciową, na którą przybyła cała rodzina państwa młodych. Zdjęcia przypominały pamiątki z wycieczki klasowej, ale co ja się tam znam na ślubach. Japońskich zwłaszcza. Głównym celem odwiedzin była jednak świątynia Shinto Nezu Shrine (根津神社), młodsza siostra bodaj najbardziej popularnej i najchętniej obfotografowywanej japońskiej świątyni Fushimi Inari Taisha (伏見稲荷大社) w Kioto. Do Kioto dotrzeć nie zdążyliśmy (spokojnie, damy jeszcze radę…), więc za radą Gonciarza odwiedziliśmy jej mniejszy odpowiednik w parku Ueno. Świątynia z 1705 r. jest jedną z najstarszych w Tokio, dlatego też odwiedza ją sporo ludzi. Ścieżka złożona z pomarańczowych bram torii prowadzi do platformy, z której roztacza się przyzwoity widok na znajdujący się bezpośrednio pod nią staw z ozdobnymi karpiami koi. Co tu dużo mówić, świątynia bardzo nam się spodobała, w sumie spędziliśmy w jej okolicy około 2h, więc spodziewam się, że w Kioto to dopiero spadną nam z wrażenia gacie. W okolicy natknęliśmy się też na ciekawe zjawisko człowieka z fochem, niestety do tej pory nie wiemy, o co mu chodziło.

P1980789 DSC_7607 P1980816 DSC_7637 DSC_7643

W drodze powrotnej zawędrowaliśmy w głąb jednego z osiedli, wszystko po to, aby odnaleźć Shitaya Shrine, jedną z wielu świątyń rozrzuconych po Ueno, ale wyjątkową o tyle, że wejścia strzeże duża czerwona brama torii, dosłownie wetknięta pomiędzy dwa budynki. Przygotowując się do wyjazdu zobaczyłam ją na zdjęciu w jednej z książek o Japonii i spodobała mi się na tyle jako nietuzinkowy element miejskiej architektury, że koniecznie musiała się znaleźć w planie podróży. Sama świątynia jest zresztą bardzo ładna, po jej lewej stronie znajduje się mały ołtarzyk z kamiennymi statuetkami lisów – kitsune. W religii Shinto lisy są posłańcami Inari Ōkami – bóstwa opiekuńczego ryżu i dobrobytu. Według wierzeń, kitsune posiadają potężne moce, potrafią zmieniać swoją postać, wpływać na warunki pogodowe i tworzyć iluzję rzeczywistości.

P1980765 P1980771 P1980791

Będąc w okolicy Ueno, grzechem byłoby nie wpaść do znajdującej się nieopodal Yanaki (谷中), dzielnicy wchodzącej w skład dystryktu Yanesen (谷根千), charakterystycznego ze swojej małomiasteczkowej atmosfery shitamachi (下町), „dolnego miasta”. Już oceniając zdjęcia w Google byliśmy pewni, że klimat bardzo przypadnie nam do gustu. Tradycyjna zabudowa, spokojny rytm życia i serdeczni ludzie – zupełnie inna odsłona metropolii, jaką jest Tokio. Spacerując po Yanace można by dojść do wniosku, że bliżej jej do małego miasteczka / wioski, aniżeli części 9-milionowego giganta. Z jakiegoś powodu w Yanace jest też mnóstwo kotów… niekoniecznie tych prawdziwych, ale każdy kociarz i kociara poczują się jak w domu – sklepy z pamiątkami z kotem, figurki kotów na ulicy, ciasteczka z nadzieniem anko w kształcie kotów, zdjęcia kotów, ubrania z kotami… mogłabym wymieniać bez końca. Może stąd tak duża liczba japońskich staruszek w okolicy? Wszakże wiadomo, że w przypadku kobiet prawdopodobieństwo posiadania kota wzrasta proporcjonalnie do wieku. Główną uliczką handlową na której mieści się mnóstwo klimatycznych sklepików z pamiątkami i street-foodem jest Yanaka Ginza (谷中銀座), natomiast w odległości krótkiego spaceru znajduje się drugie popularne, choć dość nietypowe miejsce, ogromny cmentarz Yanaka Reien (谷中霊園), a w samym jego środku… plac zabaw dla dzieci. Bo czemu nie? Yanaka to wyjątkowe miejsce o wyjątkowej atmosferze, nie do przegapienia, jeśli interesuje Was coś tak egzotycznego jak… zwykłe życie.

P1980838 DSC_7588-horz P1980841 P1980834-horz P1990013 P1980845 DSC_7657 DSC_7681

Wiecie, co jest w życiu silniejsze od nadziei i miłości? Miłość do… Muminków. Najlepsza jest ta wieloletnia, dziecięca, która nigdy nie zanika i nigdy nie pozwala dorosnąć do końca. O moomin bakery & cafe usłyszałam dawno temu, na kilka lat przed podróżą do Japonii. W zasadzie wtedy nawet nie myśleliśmy o odwiedzeniu Tokio, ale jakiś głos w głowie kazał zachować link i namiary na kawiarenkę w bezpiecznym miejscu. Czas w końcu nadszedł, więc po Yanace urządziliśmy sobie solidny spacer do jedynego takiego miejsca na świecie – muminkowej kawiarni! Ktoś może powiedzieć: eeee, co to za marna atrakcja… Ja natomiast powiem: OMG! Wybawiłam się za wszystkie czasy. Czułam się jak 10-latka, ekscytująca się praktycznie każdym elementem wystroju. Co więcej, nie spodziewałam się, że na kawę wpadnie do nas niespodziewany gość… Panna Migotka, he he. Obsługa kawiarni co jakiś czas wędruje między stolikami i przesadza wielkie muminkowe maskotki, aby miały szansę pogawędzić z każdym z gości. Jakże ogromne było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że z Migotki to jest niezła jajcara. Opowiadała takie kawały, że głowa mała, sama Buka mogłaby ich nie udźwignąć. Śmiechom nie było końca, a i tej karuzeli żadne z nas zatrzymywać nie chciało. Lokal opuściłam (bardzo) zadowolona z kilkoma artefaktami: muminkowym kubkiem i figurką Hatifnata, because why the hell not!

P1980798 P1990019 P1990024 P1990030 P1990035 DSC_7688

Na sam wieczór zostawiliśmy Roppongi (六本木), popularną, szczególnie wśród zagranicznych turystów, imprezową dzielnicę Tokio, obfitującą we wszelkiej maści bary i kluby nocne. Sama w sobie nie jest szczególnie atrakcyjna i za dnia z pewnością ucieklibyśmy z niej w pięć sekund, ale jest tu coś, co zdecydowanie warte jest uwagi – Mori Art Museum (森美術館), muzeum sztuki współczesnej, znane z ciekawych i spektakularnych wystaw. Sami trafiliśmy akurat na pieczołowicie przygotowaną wystawę o historii japońskiej architektury. Cena biletu obejmuje drugi smaczek, Tokyo City View z Mori Tower, 54-piętrowego wieżowca, jednego z najwyższych budynków w Tokio. Nie dość, że można się ukulturalnić i wyedukować, to jeszcze dostajemy w pakiecie miażdżące widoki.

No fajne jest to Tokio, bez dwóch zdań. Już tęsknimy.

DSC_7693-horz DSC_7696-horz DSC_8195 P1990086 DSC_8202 DSC_7717 P1990076