Fotografia Podróże Włochy

Rzymskie wakacje

O powrocie do Rzymu marzyłam od ostatnich czterech lat, czyli naszej pierwszej, i jak dotąd ostatniej, podróży do wiecznego miasta. Wszystko było takie nowe, stolica Włoch taka piękna, pizza taka dobra, gelato takie zimne. Wracając tu na weekend ostatniego lata po przylocie z Tokio tęczowa bańka pełna rzymskich jednorożców niestety pękła, ale za to wreszcie mogliśmy się najeść do syta potraw, na które czekaliśmy 48 miesięcy i o świcie odwiedzić Bazylikę Św. Piotra.



By osłodzić smutek po zakończeniu japońskiej przygody, wynajęliśmy pokój w stylowym guesthousie na Airbnb, z którego okien rozciągał się bardzo przyzwoity widok na kopułę Bazyliki Św. Piotra, wyrastającą spośród drzew o fachowej nazwie sosna pinia. Wiecie, tych, które zwykle kojarzą się tylko z Rzymem i nadają temu miastu wyjątkowego charakteru.

DSC_9535 DSC_9538

Jako że zdążyliśmy już zawczasu zwiedzić sporo rzymskich kątów, po świeże wskazówki i pomysły zwróciłam się do źródła, czyli do Mariny i jej chłopaka Sergio, który na Włoszech zna się jak nikt inny. Dzięki tej przemiłej parze (jesteście wspaniałymi ludźmi!) znaleźliśmy się między innymi w Coppedè, centralnej części dzielnicy Trieste, zaprojektowanej i zbudowanej przez florenckiego architekta na początku XX wieku. Uczyłam się kiedyś o eklektyzmie w sztuce architektonicznej i to był ten moment w życiu, kiedy w końcu mogłam przybić sobie autopiątkę, myśląc: – warto było nie spać na zajęciach ze sztuki! Chociaż raz… Bardzo jest tam ładnie, polecam odwiedzić i nacieszyć oko, zwłaszcza jeśli ma się dość zgiełku i hałasu.

Odwiedzić Rzym i nie sfotografować się na tle Koloseum to jak wziąć relaksującą kąpiel w wannie, ale nie nalać do niej wody. Można, ale po co? Jest w tej budowli coś tak intrygującego, że czujemy się w obowiązku zatrzymać się przy niej za każdym razem, gdy ją mijamy. A mijaliśmy sporo razy, maszerując po centrum wte i we wte. Miło jest tak odwiedzić stare (naprawdę stare!) kąty i zobaczyć, że nic się nie zmieniło. Imigranci dalej sprzedają selfie sticki, a panowie przebrani za rzymskich żołnierzy próbują być zabawni i zapraszają do zdjęć za euraski. Selfie sticka nigdy nie kupiliśmy, tym bardziej tych strasznych świecących gadżetów wystrzeliwanych nocami w niebo (nie wiem, dlaczego, ale czuję przed nimi jakiś lęk), ale miejsce to zawsze będziemy wspominać z małym sentymentem.

DSC_9327 DSC_9461-horz DSC_9424 DSC_9435 DSC_9414


Gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi, zreflektowaliśmy się, że trzeba pędzić na Zatybrze, dość zaniedbane podczas ostatniej wizyty. Trastevere to moja ulubiona rzymska dzielnica. Nie przeszkadza mi nawet to, że jest tak kompaktowa, a przez to zadeptana przez tysiące turystycznych stóp. To właśnie tutaj najbardziej czuję atmosferę Rzymu, trattorie wydają się być najbardziej klimatyczne, a Włosi najbardziej włoscy. Wiadomo, że jeśli oglądać zachody słońca, to tylko z punktów widokowych. A że większość zdążyliśmy już odwiedzić, za rekomendacją Sergio wspięliśmy się na szczyt wzgórza Gianicolo (Janikulum).

DSC_9498 DSC_9377-horz DSC_9383-horz DSC_9400 DSC_9510 DSC_9352 DSC_9401 DSC_9351 DSC_9391-horz DSC_9511 DSC_9509 DSC_9520 DSC_9513 DSC_9518


Osiem lat temu przeczytałam o pewnej rzymskiej trattorii na Zatybrzu, a zwie się ona Roma Sparita. Mówią, że co z oczu to z serca, ale mogłabym przysiąc, że jak raz zobaczyłam zdjęcie Cacio e Pepe, makaronu smażonego na maśle ze świeżym pieprzem i z serem pecorino, który serwuje się w jadalnej miseczce z parmezanu, to zostało ono w mojej głowie już na zawsze. Piotrek zamówił gnocchi z owocami morza, obydwa dania były obłędne. Co bardzo podoba mi się w rodzinnych, włoskich restauracjach to fakt, że w znacznej większości z nich kelnerzy to zazwyczaj panowie w sile wieku. Starsi Włosi, którzy kucharza od lat klepią po plecach, a ze stałymi klientami przybijają sobie piątki co weekend.

DSC_9530 DSC_9528


Dzień drugi i ostatni rozpoczęliśmy od ponownych odwiedzin Bazyliki Św. Piotra w Watykanie. Może mamy szczęście, ale jak dotąd nigdy nie czekaliśmy w kolejce na wejście dłużej niż 10-20 minut, a zebrać się w sobie z samego rana, aby uchwycić to cudowne światło w kolosalnym wnętrzu bazyliki to doświadczenie z kategorii bezcennych. I nie zapłacisz za nie kartą Mastercard.

DSC_9709-horz DSC_9589 DSC_9614 DSC_9618-horz DSC_9630-horz DSC_9657-horz DSC_9643-horz DSC_9569 DSC_9585 DSC_9667 DSC_9676 DSC_9702-horz DSC_9678 < DSC_9592

Jako pierwsi goście 200Gradi, zapychając się kanapkami podczas zasłużonego śniadania usłyszeliśmy dźwięk, który swoim natężeniem mógłby rozerwać niebo na pół. Możecie się śmiać, ale ja byłam pewna, że to jest ten dzień, w którym kończy się świat, a chwilę później zorientowałam się, że podobne uczucia towarzyszyły mi w dniu Święta Wojska Polskiego, kiedy nad Warszawą przelatują samoloty i śmigłowce. Nie był to, jak się chwilę później okazało, armageddon, a obchody najważniejszego święta narodowego Festa della Repubblica Italiana, na upamiętnienie narodzin Republiki Włoskiej 2 czerwca 1946 roku po zakończeniu II wojny światowej. Gdy cała obsługa knajpy wybiegła jak jeden mąż za próg, my wybiegliśmy za nimi, załapując się na widok resztek podniebnych smug w kolorach włoskiej flagi, pozostawionych w ramach pokazów Włoskich Sił Powietrznych. Nim dotarliśmy na Via dei Fori Imperiali, po defiladzie nie było już ani śladu, więc po raz ostatni przeszliśmy się na spacer w kierunku Zatybrza, odwiedzając przy okazji Panteon, gdzie na dłuższą chwilę dobił nas upał i setki osób przypadających na 1 m2 okolicy. Co byśmy zrobili bez sprawdzonych lodów w Gellaterii della Palma? Nie mam pojęcia!

DSC_9546-horz DSC_9543 DSC_9563 DSC_9562-horz DSC_9564 DSC_9574 DSC_9572

Ostatnim wspomnieniem z Rzymu, które będzie tym pierwszym i jedynym, była pizza z Pizzerii Formula 1. Bożesztymójprzenajświętszy, my wiedzieliśmy, że włoska pizza nie ma sobie równych, ale nie wiedzieliśmy, że jest takie miejsce, gdzie włoska pizza nie ma sobie równych wśród włoskich pizz! Słowo daję, nie sądziłam, że najprostsza i najtańsza margherita za kilka euro będzie najlepszym, co w życiu jedliśmy. A jedliśmy już całkiem sporo i z różnych stron świata. Ser i ciasto rozpływające się w ustach, sos ze świeżych pomidorów i obsługa, która pracuje tu od lat i zna praktycznie każdego klienta z imienia i nazwiska. Co za klimat, co za emocje! Jeśli mielibyście zjeść tylko jedną pizzę w Rzymie, naprawdę warto nadłożyć drogi i odwiedzin Formułę tuż po otwarciu.

DSC_9724 DSC_9723 DSC_9720 DSC_9718 DSC_9721

Ciao Roma! Zmęczyłaś nas niemiłosiernie, ale kulinarnie dałaś powód do życia. I za to będziemy wdzięczni do końca, no… tego, życia.