Fotografia Japonia Podróże

Akiba, najlepsze sushi świata i karaoke ze Scarlett J.

Problem ze zwiedzaniem Japonii w dwa tygodnie jest taki, że niemal wszystko, co zwiedzasz, zwiedzasz bardzo powierzchownie, spoglądając co chwilę z popłochem na zegarek. Nawet jeśli przez te dwa tygodnie zwiedzasz głównie Tokio oraz jego okolice. Przez cały ten okres próbowaliśmy walczyć z czasem, ale do ostatniego dnia nie udało nam się pozbyć presji, jaką sami na siebie narzuciliśmy. Staraliśmy planować sobie jeden dzień na każdą interesującą nas dzielnicę, a i tak wszystko rozjeżdżało się na boki. Tym razem głównym punktem planu było zwiedzanie Akihabary, z poranną wizytą na targu rybnym Tsukiji i wieczornym rozrywkom w Shibuyi.


P1980415

Targ rybny Tsukiji i najlepsze sushi na świecie

Targ rybny Tsukiji (築地市場 Tsukiji-shijō) zaliczany jest przez niemal wszystkie przewodniki i blogi do największych atrakcji turystycznych w Tokio. Stanowi największe miejsce hurtowej sprzedaży ryb na świecie, jednak największą sławę zawdzięcza wczesnoporannym aukcjom tuńczyków, których wartość potrafi sięgać do kilku tysięcy dolarów za sztukę. Więcej o samej aukcji i doświadczeniach płynących z uczestniczenia w tym specyficznym wydarzeniu z perspektywy turysty pisze Asia z bloga BTTH.

Sami, jak pewnie większość regularnie podróżujących osób, byliśmy już na wielu targach i bazarach, również rybnych, w wielu miejscach na świecie, dlatego sama świadomość odwiedzenia największego z nich nie robiła na nas szczególnie dużego wrażenia. W przeciwieństwie do osób szukających ciekawych kadrów czy szykujących się do kolejkowania, aby uzyskać wstęp na aukcję tuńczyków o świcie, nas najbardziej interesowało i ekscytowało jedno – chęć spróbowania najlepszego sushi w całej Japonii. A chodzą takie plotki, że można tego doświadczyć jedynie tutaj.

Nie stawiliśmy się o targu o świecie, dlatego większość ryb przeznaczonych do sprzedaży została już sprzątnięta. Wędrowaliśmy bocznymi uliczkami zaglądając sprzedawcom w ich małe kramiki. Targ Tsukiji to świetne miejsce na zakup pamiątek, począwszy od pięknych porcelanowych naczyń, przez artykułu kuchenne, przyprawy, zieloną herbatę, wyroby cukiernicze i mnóstwo innych, drobnych gadżecików.

P1980422

P1980421

P1980413

P1980424

P1980417

Pani sprzedaje wagashi (和菓子 wa-gashi), domowej roboty japońskie słodycze składające się z ulepku z mąki ryżowej (mochi) i nadzienia ze słodkiej fasoli (anko).

I teraz część najciekawsza i zarazem najzabawniejsza, choć z perspektywy czytelnika – być może najbardziej frustrująca. Znaleźliśmy najlepsze sushi na świecie w jednej z bocznych uliczek, w drugiej części targu. Natrafiliśmy na artykuł w sieci, którego autorka starała się podać możliwie najbardziej precyzyjne wskazówki, jak dotrzeć do owego miejsca. Mimo wskazówek, samo szukanie i proszenie sprzedawców o pomoc w znalezieniu tego maleńkiego sushi baru, zajęło nam 40 minut. Nie posiadamy żadnych koordynatów, co więcej – ja nie mam pojęcia, gdzie to miejsce jest i jak tam trafiliśmy. Plus nie mogę znaleźć artykułu, o którym wspominam. Jedynym dowodem są zdjęcia, a i tych proszono, by nie robić. Wygląda więc na to, że każdy, kto odwiedzi Tsukiji, powinien odnaleźć swoją wersję najlepszego sushi świata. Nie polecam odwiedzin najbardziej obleganych miejsc w głównych uliczkach. Może i sushi jest niezłe, ale nie każdy ma czas, aby czekać godzinę czy dwie w kolejce na swoje miejsce. Nasz sushi bar był tak trudny do odnalezienia, że oprócz nas przypadkowo trafiły tam tylko dwie osoby w przeciągu godziny. I było to jedno z najprzyjemniejszych doświadczeń kulinarnych z perspektywy całego wyjazdu. Już nigdy nie spojrzeliśmy i nie spojrzymy na sushi w Polsce tak samo, jak kiedyś.

P1980401

Najsmaczniejsze i najdroższe (200 zł) sushi w naszym życiu. Od lewej (góra): nigiri konger (ryba węgorzokształtna), przegrzebek, ikra łososia, jeżowiec, hoso maki z surowym łososiem, (dół) średniotłusty i tłusty tuńczyk (szaleństwo!), kałamarnica, coś czego nie potrafię zidentyfikować, makrela i krewetka. Do zestawu obowiązkowo świeżo zaparzona matcha.

P1980396

P1980414

 

Akihabara, elektryczne miasto przyszłości

P1980621

Akihabara (秋葉原), w skrócie zwana Akibą to największa dzielnica elektronicznego przemysłu i rozrywki w Tokio. Ulubione miejsce geeków, fanatyków mangi, anime i osób, które bez gier wideo nie wyobrażają sobie życia. No, czyli idealnie dla nas.

Mieszczą się tutaj zarówno ogromne, wielopiętrowe domy handlowe oraz maleńkie second-handy sprzedające najbardziej fantastyczne gadżety z bohaterami niemal każdej znanej anime, kreskówki, gry czy komiksu. Nietrudno zauważyć, że największy tłok na Chuo Dori, głównej ulicy handlowej Akihabary, robią głównie faceci. Kobiet jest tu jak na lekarstwo, więc z przyjemnością swoją wizytą na chwilę zawyżyłam średnią. Obeszliśmy mnóstwo sklepów w poszukiwaniu pamiątek dla siebie, znajomych i osób z rodziny („Kup mi coś z Sailor Moon!”). Wyposażyliśmy się w figurkę Mario, notes z Muminkami i sporo zabawek z moich ulubionych automatów gachapon (ガチャポン). Gachapon to nazwa określająca wszelkiej maści automaty sprzedające zabawki kapsułowe za 100 lub 200 JPY. Gacha pochodzi od dźwięku jakie wydaje przekręcenie korbki w maszynie, a pon od odgłosu, jaki robi plastikowa kapsułka z zabawką, kiedy ląduje na dole. Biorąc pod uwagę pieczołowitość z jaką w Japonii wyrabia się niemalże wszystko, zabawki są w większości bardzo dobrej jakości, a ich rodzajów jest całe mnóstwo, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Odkąd tylko zaatakowałam pierwsze automaty w Akihabarze, nie omijałam wzrokiem już żadnego, aż do wylotu z Japonii. I tak oto na parapecie siedzą teraz u nas pokemony, słynna brama Torii chramu Itsukushima i Gudetama.

Akihabara jest dość specyficzna, albo się ją pokocha (i tu trzeba mieć w sobie przynajmniej 1% wewnętrznego geeka), albo nie odnajdzie się w niej niczego ciekawego, poza sklepami z elektroniką, konsolami, figurkami i grami na konsole. My pokochaliśmy ją z wzajemnością. Trafiliśmy między innymi do sklepu ze starymi grami i zabawkami, w których paskudne vintage figurki sprzed kilkudziesięciu lat przypominające np. Godzillę można kupić za jedyne kilka tysięcy złotych. Sklepy w Akibie to raj dla kolekcjonera, nie ważne w zasadzie czego, bo znajdzie się w niej wszystko. Cały dzień wędrowaliśmy po sklepach i salonach gier, stąd zdjęć jak na lekarstwo, ale co się wybawiliśmy, to nasze!

P1980510

P1980638

P1980445

P1980487-horz

P1980476

P1980463

Okej… cokolwiek.

P1980497

P1980656

Zawsze przeżywam granie, nawet ściganie się z Mario… Ale wygrałam i tylko to się liczy.

P1980665-horz

P1980654

P1980677

 

Shibuya. Śpiewając ze Scarlett

Wieczorem przetransportowaliśmy się do Shibuyi… tak znowu, prawie jak każdego dnia. Tym razem mieliśmy do załatwienia prawdziwe biznesy, bo na 21.00 wynajęliśmy pokój 601 w Karaoke-Kan, dokładnie ten sam, w którym w filmie „Między słowami” śpiewała Scarlett Johansson. Trochę się w nim od tego czasu zmieniło, zyskał na różowo-brokatowej oprawie i bardziej nowoczesnym sprzęcie. Nigdy wcześniej nie byliśmy na karaoke, ja unikałam tej wątpliwej przyjemności na imprezach jak ognia. Niemniej gdy już zaczęłam śpiewać, zdałam sobie sprawę jak fajna jest to rozrywka. Naprawdę, ubaw mieliśmy po pachy i to bez alkoholu. Nie odważyłabym się może i zawodzić przed całą salą obcych ludzi, ale w grupie znajomych… czemu nie. Tylko skąd wziąć grupę znajomych w Tokio? Na to pytanie jeszcze nie znalazłam odpowiedzi. W repertuarze nie było może Krzysztofa Krawczyka, ale nie zabrakło światowych hitów, łącznie z Elvisem czy Johnnym Cashem, więc bez obaw, że będzie trzeba śpiewać po japońsku.

DSC_7088

DSC_7085

Na sam koniec, tuż przed powrotem do mieszkania, ponownie wróciliśmy na najsłynniejsze japońskie skrzyżowanie. Nie do końca rozumiem fenomen, bo w kilku  innych miejscach widzieliśmy bardzo podobne, niemniej rozgłos robi swoje. W końcu to najbardziej tokijskie zdjęcie, jakie można sobie przywieźć z Tokio.

DSC_7102

DSC_7094

DSC_7324

DSC_7246