Francja Podróże

Paris, mon amour

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale jest w tym mieście coś niesamowitego… Za każdym razem można je odkrywać zupełnie na nowo i od innej strony. Kiedyś biłam się z myślami, którą z europejskich stolic wolę bardziej: Paryż, a może Rzym? Przy czym po pierwszej wizycie w Rzymie szala znacząco przechyliła się w kierunku Włoch. Tak się przyjemnie złożyło, że wybierając się do Japonii zdążyliśmy odwiedzić po raz kolejny zarówno Paryż, jak i Rzym, więc miałam okazję by zrewidować swoje wnioski. I teraz już wiem. Paris, mon amour.


Jako że kilka wizyt w Paryżu mamy już za sobą, postanowiliśmy się skupić na nieco mniej uczęszczanych ścieżkach. To zaskakujące, ile ciekawych rzeczy może kryć się w nawet najbardziej niepozornych zaułkach. Za każdym razem dość świadomie pomijaliśmy też paryskie muzea, a wyrzuty sumienia rosły proporcjonalnie do chęci nadrobienia kulturalnych zaległości. Są w końcu takie miejsca, które raz w życiu odwiedzić powinien każdy.

Tyle razy przechodziło się po placu Pigalle, tyle razy pomijało Pigalle Basketball Court. Wciśnięte między budynki małe boisko do gry w koszykówkę powstało z inicjatywy marki Nike. Niczym nie przypomina tych znienawidzonych przeze mnie boisk przed szkołą, gdzie wuefista kazał grać z braku lepszego pomysłu albo dla zabicia czasu. To nic, że nikt nie chciał lub nie potrafił. Tutejsze boisko jest natomiast kompaktowe i pomalowano je pod kolor Instagrama, w związku z czym nie może opędzić się od samozwańczych instagramowych modelek, które lawirują pomiędzy koszykarzami, byleby zdobyć to jedno, właściwe ujęcie.

DSC_6471

DSC_6467

DSC_6489

Koszykarze w końcu zaczęli się niecierpliwić, więc aby nie dostać piłką po głowie (kiedyś dostałam piłką od kosza po głowie i nie polecam), skierowaliśmy kroki do pierwszego planowanego muzeum. Odwiedzając Centre Pompidou mieliśmy spore szczęście trafiając na tymczasową wystawę „Chagall, Lissitzky, Malewicz. Rosyjska awangarda w Witebsku”. Na jej potrzeby sprowadzono do Paryża 250 prac i dokumentów m.in. z Moskwy, Petersburga, Witebska i Mińska. Centre Pompidou to muzeum sztuki współczesnej, a my ze sztuką współczesną mamy dość skomplikowany związek. Rzadko kiedy potrafi nas ona zachwycić, z większości europejskich muzeów potrafiliśmy wyjść nieco zdegustowani. Niekoniecznie dlatego, że nie rozumieliśmy tego, na co patrzymy, ale właśnie dlatego, że rozumieliśmy aż za bardzo. Na przykład patrzyliśmy na kupę gruzu z prętem, symbolizującą walkę człowieka z ___ (tutaj można wstawić cokolwiek, byleby brzmiało wystarczająco pompatycznie), zdjęcie gołego tyłka (napatrzyłam się już trochę na gołe tyłki wszelkiej maści i nieszczególnie się między sobą różniły), telewizor z przemową nagraną na VHS, której nikt nigdy nie słucha czy wieżę zbudowaną ze śmieci, symbolizującą – a jakże – słabą kondycję naszej planety. Może jestem zbyt krytyczna, a może faktycznie nie rozumiem sztuki nowożytnej, ale do jednego przyznać się muszę – klasyków wprost ubóstwiam. Kierunek w sztuce w zasadzie nie jest ważny, przepadam za nimi wszystkimi… Picasso, Kandinsky, Chagall, Malewicz, Dalí, Gauguin, Van Gogh, Monet, Rothko… sami rozumiecie. To właśnie jest dla mnie obcowanie ze sztuką przez wielkie S, dlatego tym razem mogłam dowoli rozpływać się w zachwytach i ciężko było mi oderwać wzrok od większości dzieł. Teraz tylko z perspektywy czasu myślę sobie: dlaczego dopiero teraz się tam wybraliśmy?

DSC_6109

DSC_6111

DSC_6212

DSC_6118

DSC_6120

DSC_6125

DSC_6183

DSC_6166

W drodze do centrum wpadliśmy na kawę do maleńkiej kawiarni Ob-La-Di święcącej triumfy wśród paryskich blogerek modowych. Bardzo lubię ładne wnętrza, w których każdy detal dopracowano niemal do perfekcji i myślę, że Ob-La-Di mogłoby być jednym z nich. Miejsca jest niewiele, ale sama stylistyka bardzo przytulna, a kawa przepyszna.

DSC_6231

DSC_6237-horz

DSC_6241

DSC_6242

DSC_6277-horz

Nie zgadniecie, na przeciwko czego siedziały zakochane gołębie po lewej. Taaak, Wieża Eiffla robi swoje.

DSC_6455

Ladurée, kolejna paryska tradycja.

Nadrabiając paryskie zaległości nie mogliśmy sobie odmówić wizyty na Polu Marsowym, które ostatnim razem było wyłączone z użytku przez strefy kibica zbudowane na potrzeby transmisji meczy piłki nożnej. Pogoda sprzyjała, humor także, dlatego nikt nikogo nie musiał namawiać, aby uczcić zbliżającą się podróż małą butelką francuskiego wina vis a vis wieży Eiffla skąpanej w świetle zachodzącego słońca. Naprawdę niewiele trzeba, aby łapać te momenty, dla których warto żyć, bo ten z pewnością był jednym z nich.

DSC_6281

DSC_6283

DSC_6290

DSC_6263-horz

Sentymentalne odwiedziny Notre-Dame, wpadamy tu już jak po bułki.

Następnego dnia wybraliśmy się daleko poza ścisłe centrum miasta do miejsca odkrytego dzięki Instagramowi, w którym kręcono sceny do jednej z części Igrzysk Śmierci.

DSC_6310

DSC_6311

Koniec Paryża to właśnie tutaj.

Wyobraźcie sobie takie miejsce, gdzie po przekroczeniu progu nagle, nie wiedzieć kiedy, znika całe miasto. Jesteście tylko wy, przerażająca cisza wokół i sięgające do nieba przytłaczające swą masą i rozmiarem budynki o fantazyjnych kształtach.

DSC_6317

Les espaces d’Abraxas to coś więcej niż lokacja filmowa, to kompleks mieszkań socjalnych autorstwa hiszpańskiego architekta R. Bofilla, na który składają się trzy elementy: Teatr (Le Théâtre), Łuk (L’Arche) oraz Pałac (Le Palacio). Pałac liczy sobie 250 mieszkań, a windy zatrzymują się tu tylko na wybranych piętrach. Łuk to kolejna porcja ciasno upchanych mieszkań, natomiast w Igrzyskach Śmierci stanowił część miasta Panem. Teatr wzorowany jest natomiast na starożytnym amfiteatrze i stanowi naszą ulubioną część całego kompleksu. Atmosfera tego miejsca jest wprost nie do opisania. Każdemu kroku towarzyszy specyficzny niepokój. Czujesz się tak, jak gdyby już za moment ktoś lub coś miało wyskoczyć na Ciebie zza ściany, choć w ostateczności okazuje się to być jedynie pan wynoszący śmieci albo starsza pani wyprowadzająca na spacer swojego małego psa. Sam kompleks miał stanowić formę sprzeciwu wobec masowo budowanych budynków socjalnych pozbawionych jakiegokolwiek stylu i wyczucia. Gdyby tylko znajdował się on bliżej centrum Paryża, ceny za metr kwadratowy byłyby  zawrotne, a zamiast mieszkań bardzo średniej klasy stworzono by luksusowe apartamenty. Długo zwlekaliśmy z opuszczeniem osiedla, które samo w sobie wydaje się być bramą do innego świata, tak bardzo oderwane od całej reszty miasta. Zdecydowanie warto odwiedzić, jeśli pewnego pięknego dnia obudzicie się z myślą, że w Paryżu widzieliście już wszystko.

DSC_6445

DSC_6446

DSC_6433

DSC_6352-horz

DSC_6347

DSC_6328-horz

DSC_6449-horz

]DSC_6370

Obydwoje dojrzeliśmy (w końcu!) do odwiedzenia Musée d’Orsay. Tak sobie nawet myślę, że gdybyśmy wybrali się tam kilka lat wcześniej, prawdopodobnie nie docenilibyśmy dzieł sztuki tak, jak jesteśmy w stanie robić to teraz. Tutaj ponownie odezwała się miłość do klasyków, z naciskiem na ukochane nurty w malarstwie, z których zasadniczo słynie muzeum: impresjonizm oraz postimpresjonizm. Tu właśnie można zobaczyć m.in. „Autoportret” czy „Pokój van Gogha w Arles”, „Maki” Moneta czy „Tahitańskie kobiety” Paula Gauguina, obowiązkowy zestaw z każdego podręcznika sztuki. Do wszystkich dzieł, od których mnogości uginają się piętra muzeum, dodałabym sam budynek, jeden z najpiękniejszych budynków muzealnych, jakie kiedykolwiek widziałam. Życzyłabym sobie, aby tak właśnie wyglądały muzea na całym świecie. Tutaj oddycha się sztuką i cóż… bardzo mi się to podoba.

DSC_6533

DSC_6526

DSC_6514-horz

DSC_6539

DSC_6518-horz

DSC_6528

DSC_6541

DSC_6554

Paryż słynie z niesamowitych panoram. Nie wiem, czy potrafiłabym wymienić drugie europejskie miasto, które tak dobrze wygląda z góry. Słuchajcie, paryskie dachy to żadna klisza, one naprawdę są fenomenalne.

DSC_6580

Ostatnim razem nie zdążyliśmy (cóż, wielu rzeczy nie zdążyliśmy…) wspiąć się na Łuk Triumfalny, więc widok na Pola Elizejskie o zachodzie słońca zostawiliśmy na sam koniec pobytu. Strasznie ciężko było nam się rozstać z Paryżem, mimo, że za rogiem czaiła się długo wyczekiwana podróż do Japonii. Niedawno jak liczyłam, wyszło, że stolicę Francji odwiedziłam 7 razy, a wciąż nie mam dość i nie mogę się doczekać, kiedy znowu przydarzy się tu jakieś międzylądowanie. Paryż jest bardzo ciekawym miastem i każdy powinien znaleźć na niego swój sposób, zamiast z góry oceniać, że śmierdzi i ogólnie jest be.

DSC_6585

DSC_6587

DSC_6621

DSC_6625-horz

DSC_6620

Paris, mon amour.

DSC_6611