Europa Fotografia Podróże Ukraina

Kijów. Feels like home

Nie jedźcie na Ukrainę, przecież tam trwa wojna.Uważajcie na siebie.Czy tam aby na pewno jest bezpiecznie? Dawno nie słyszeliśmy tylu pewnych wniosków i pytań, padających z ust rodziny i znajomych. O ile jesteśmy w stanie zrozumieć troskę i zainteresowanie, o tyle dość mocno irytuje nas generalizowanie kraju pod kątem aktywności, które dzieją się na terenie jego ułamka, lecz przez media rozdmuchiwane są do niewiarygodnych rozmiarów. I tak miasta takie jak Kijów nie zawsze należą do czołówki najchętniej odwiedzanych miast w Europie, podczas gdy bardzo na to zasługują.


Kijów. Stolica Ukrainy, miasto wieczne, jedna z kolebek kultury Rusi i jedno z najstarszych miast w Europie. Cerkwie o złotych kopułach sąsiadują tu z socrealistyczną sztuką i architekturą, a wegańskie knajpy z wytatuowaną obsługą z targiem, na którym pikle i kawior sprzedają ledwo utrzymujące się na nogach ukraińskie babcie.

Jak każdy, mamy tendencje do porównywania miejsc, które znamy, aby precyzyjniej opisać wrażenia z miejsc, które dopiero co poznaliśmy. Dla nas Kijów byłby najprawdopodobniej połączenim paryskiej Montmartre z domieszką warszawskiej Pragi i Moskwy. Miasto wymykające się ramom, charakterne i jedyne w swoim rodzaju.

Założone na początku V wieku na szlaku łączym Skandynawię z dawnym Bizancjum. Miejsce, w którym setki lat temu Ruś przyjęła chrzest i ówczesna potęga Wschodu do czasu najazdu Tatarów w pierwszej połowie XIII wieku. I mimo, że po potędze Kijowa nie ma śladu, atmosfera dawnej wielkości wciąż utrzymuje się w powietrzu. Jest jak niewidzialny pył, nie widzisz, ale czujesz respekt.

I tak jak w Kopenhadze nie poczuliśmy tego czegoś, tak jeszcze przed przylotem do Kijowa wiedzieliśmy, że ze Ukrainy wrócimy zafascynowani. Począwszy od Sonyi, która wynajmowała nam mieszkanie, a skończywszy na chłopaku z budki z najlepszą kawą w mieście, mieszkańcy przyjęli nas nie mniej serdecznie niż własna rodzina.

P1950749

P1950743

Pierwszy dzień rozpoczął i zakończył się na Placu Niepodległości w Kijowie, znanym lepiej jako Majdan czy też Maidan Nezalezhnosti. Jeszcze kilkanaście lat temu centralny plac Kijowa przez parę miesięcy był na ustach niemal całej Europy. Nawet my, stroniący od polityki i śledzenia wiadomości z kraju i ze świata, wiedzieliśmy, czym była Pomarańczowa Rewolucja i jakie żniwo zebrała. Obecne na Majdanie pomniki i galerie upamiętniające krwawe demonstracje z przełomu 2004 i 2005 wieku nie dają mieszkańcom i turystom zapomnieć o tym, co w życiu współczesnego obywatela powinno być najważniejsze. Wolność. Nie czuję się na siłach by oceniać, czy obecnie w Ukrainie żyje się choć trochę lepiej, ale chciałabym wierzyć, że ludzie, których zdjęcia i nazwiska można zobaczyć w pobliżu kolumny symbolizującej niezależność i niepodległość Ukrainy, nie zginęli na marne.

DSC_5646

2

P1960054

DSC_5653

Z drugiej strony Maidan Nezalezhnosti to obecnie jedno z najradośniejszych miejsc w Kijowie, gdzie co weekend ściągają starsi i młodsi, rodziny i single. Bawią się, słuchają muzyki, tańczą, piją piwo. Wciągnęliśmy się w tę atmosferę i przez nadmiar pozytywnych wrażeń naprawdę ciężko było nam wrócić tego wieczoru do domu.

P1960104

P1960136

Młody ukradł show, kiwając się do ukraińskich rapsów lepiej niż nie jedna profesjonalna przedstawicielka urban dance.

P1960089

DSC_5668

Bitwa na tańce przyciągnęła na Majdan pół Kijowa.

DSC_5718

DSC_5732

DSC_5737

DSC_5754

Niemal równie pozytywnie zaskoczył nas Monastyr Św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. Pierwszy kompleks ze złotymi kopułami, zbudowany 900 lat temu, a w międzyczasie wysadzony na rzecz Centralnego Komitetu Komunistycznej Partii Ukraińskiej. Żadne z nas nie gustuje przesadnie w kościołach czy cerkwiach, ale obydwoje na widok wszechogarniającego błękitu krzyknęliśmy ‚ej, ale tu jest ładnie!‚.

Podobnie było zresztą z Cerkwią Św. Andrzeja. Nie weszliśmy do środka przez remont, ale grzecznie zapłaciliśmy za wstęp na taras widokowy i nie były to pieniądze wyrzucone w błoto.

1

P1950827

P1950837

Tymczasem Sobór Mądrości Bożej (ten z zielonymi wieżami) przegrał u nas z wielkanocną folk expo. Nie mogliśmy przejść obojętnie obok kilkudziesięciu jaj i zajęcy ozdobionych przez ukraińskich artystów. Przypomina mi się tu jedno z ulubionych powiedzeń mojej babci ‚co jeden, to ładniejszy‚, ale sama lepiej bym nie określiła tego, co działo się na placu przed cerkwią. Zające z kosmosu, z emotikonami zamiast pyszczka, z Alicji z Krainy Czarów, stylizowane na maski Día de Muertos, na lasy, oceany, gotyckie dziwadła czy ukraiński folklor. Mogłabym wymieniać bez końca, ale wiem, że nie macie tyle czasu. Spędziliśmy tam z godzinę i gdy już byliśmy pewni, że obeszliśmy wszystkie, wciąż wyrastały nowe, których wcześniej nie widzieliśmy. Genialny pomysł na popularyzację prac młodych artystów i wyciągnięcie Kijowian z domu.3

DSC_5609

DSC_5615

P1950715

P1950724

P1950730

Oczywiście zawędrowaliśmy też na Andrijewski Zjazd (Andriivs’kyi Uzviz – rany, ile źródeł, tyle zapisów), krótką, ale bogatą w ukraiński folklor uliczkę przyciągającą sprzedawców drewnianych babuszek, replik radzieckich odznak, haftowanych koszul, babcinych chust, malarzy i grajków. Największe i najładniej wykonane matrioszki były dość drogie, więc zadowoliliśmy się breloczkiem i drewnianym magnesem. I choć większość ozdóbek była zdecydowanie przaśna, ciężko było oderwać wzrok od takiego choćby breloka z kawałkiem słoniny. Na co to komu, nie wiem, ale akurat tam wydawał się być na swoim miejscu.

P1960010

P1960022

Każdy kto był w Kijowie powie Wam (lub napisze), że Pejzażna Aleja to taki mały Park Güell z ukraińskim sznytem (ta creepy Alicja, bardziej z Krainy LSD niż Czarów… ale wciąż super). Jednakże, że leży rzut beretem od Andrijewskiego Zjazdu, hańbą byłoby ją pominąć. Podobnie jak zlokalizowany nieopodal park z wieloma fajnymi punktami widokowymi.

P1950787

P1950807

4

Murale od lewej: Odrodzenie Ukrainy, Święty Jerzy i portret Serhiya Nigoyana, pierwszej śmiertelnej ofiary Euromajdanu.

P1950772

Nie wiem, co lepsze. Mopsik czy pies – batman z krzywymi zębami.

DSC_5628

DSC_5631

Pomnik Przyjaźni Narodów. Jego „piękno” jest równie trudne, co idea za nim stojąca. Odsłonięty z okazji 60. rocznicy istnienia Związku Radzieckiego, gdzie pod stalową tęczą para robotników o grubo ciosanych obliczach symbolizuje pojednanie narodów ukraińskiego i rosyjskiego. Jeszcze niedawno miał być zburzony w ramach dekomunizacji, ale ze względu na wysoki koszt demontażu, stoi dalej, tak jak pomnik Matki Ojczyzny z sierpem i młotem na tarczy wciąż góruje nad Kijowem. Nie sposób uciec od historii naznaczonej wojną, kiedy na każdym kroku przypomina ci o tym kolejna must-see atrakcja turystyczna. Nie dziwię się więc wcale, że większość Kijowian chętnie zmiotłaby sowieckie dzieła sztuki z powierzchni miasta, acz z drugiej strony… jest tu diablo klimatycznie. Gigantyczne postaci kontrastują z grupami podchmielonych nastolatków, lokalnymi dresiarzami z piwerkami i zakochanymi parami, które z jakiegoś powodu upodobały sobie tego typu miejsca na spędzanie wolnego czasu.

P1960182

P1960180

I choć wiesz, że to nieprawda, bo na wschodzie wciąż trwa wojna i giną ludzie, przez chwilę może się nawet wydawać, że Kijów zapomniał o bolesnej przeszłości na rzecz stabilnej teraźniejszości. A przynajmniej takie sprawia pozory i dlatego można poczuć się tu prawie jak w domu.

DSC_5800

P1950668

P1960158