Fotografia Podróże Porady Portugalia

Skok w bok do Sintry

– A jedziesz do Sintry? Pytał każdy, komu opowiadałam o planowanej wizycie w Lizbonie. Skoro jest tak blisko, właściwie czemu nie? Do tej pory kojarzyła nam się przecież tylko z tym przaśnym, kolorowym zameczkiem na wzgórzu. Może ma do zaoferowania o wiele więcej?


Pomiędzy jednym, a drugim dniem w Lizbonie, wydarzyła się ona, Sintra.

Na pociąg stawiliśmy się wyjątkowo wcześnie, a i tak, 95% jego zawartości składał się z tego samego gatunku. Poszukiwaczy przygód z dalekich krajów, z aparatami uwieszonymi na szyjach lub ramieniu.

Gdy nasza wesoła gromadka znalazła się na miejscu, większa jej część odpłynęła w jedynym, słusznym kierunku – w kierunku pałacu Pena. My natomiast podreptaliśmy do pierwszego z trzech miejsc, które planowaliśmy w Sintrze odwiedzić.

P1940306

Quinta da Regaleira była miłością od pierwszego wejrzenia. Kompleks pałacowo-parkowy otrzymuje od nas subiektywny tytuł najbardziej magicznego miejsca w Portugalii. Sama nie wiem, czy bardziej intryguje pierwszy właściciel i inwestor kompleksu António Augusto Carvalho Monteiro, milioner, który dorobił się na brazylijskiej kawie, czy projekt, który powstał w jego głowie, a został urzeczywistniony przez grono najlepszych portugalskich artystów.

DSC_1197

Sam kompleks składa się z letniej rezydencji rodziny Carvalho Monteiro, małej kapliczki i ogromnego parku położonego na stoku gór Sintra. Ogród miał stanowić odzwierciedlenie kosmosu, symboliką nawiązuje natomiast m.in. do Piekła Dantego, greckiej mitologii, dzieł Wergiliusza, Raju Utraconego Johna Miltona, historii Templariuszy i dzieł traktujących o alchemii. Wierzcie lub nie, ale nie sposób uciec od myśli, że to miejsce równie fascynuje, co niepokoi. Jest takie creepy cute. Mnóstwo tu grot, oczek wodnych i wież połączonych ze sobą podziemnymi korytarzami, w których bez latarki wybicie zęba gwarantowane. Wyobraźcie sobie ten fenomen: schodzicie schodkami pod kaplicę, a pięć minut później wychodzicie w zupełnie innej części parku. Ruszacie z najniższego poziomu złowieszczej studni, a chwilę później drogę przecina Wam wodospad z przerzuconym nad nim kamiennym mostkiem.

DSC_1167

DSC_1187

DSC_1162

P1940318-horz

P1940328-horz

DSC_1245-horz

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc parku jest Studnia Inicjacji, zwana też podziemną wieżą, która nurkuje 27 metrów w głąb gruntu. Miejsce miało symbolizować połączenie pomiędzy Niebem a Ziemią i służyło właścicielowi do odprawiania alchemicznych sztuczek.

DSC_1158

DSC_1148

DSC_1156

DSC_1229

DSC_1233

Zamek Maurów wykończył nas niemiłosiernie. Wchodzenie schodami do pracy, zamiast podjeżdżanie windą, to przy tym pestka. Nawet gdybym wchodziła 50 razy w ciągu dnia to i tak nie równałoby się to z wchodzeniem na portugalski mur chiński (wiem jak to brzmi, dokładnie tak jak wygląda pałac Pena) w samym środku upalnego dnia. Bo właśnie z murem chińskim od samego początku skojarzyła mi się średniowieczna zabudowa zamku, postawionego za czasów panowania muzułmanów. Szczerze? Widok na górze jest ładny, ale w wielu miejscach w Sintrze są ładniejsze. Osiem euro za trening nóg też do rozważenia. Nie, naprawdę, nie jest źle. Chodzi mi o to, że to kolejny kamienny zamek na szczycie wzgórza, jakich w Europie sporo. Może przemawia przeze mnie kiełkująca degeneracja duszy, spowodowana zbyt dużą ilością widzianych rzeczy. Oby to nie było to. Jeszcze nie teraz.

P1940372-horz

Na koniec pozostawiliśmy sobie wisienkę na torcie, czyli Palacio Nacional de Pena. Ostatecznie jednak wisienka okazała się być podtopioną w alkoholu smutną, zadeptaną wiśnią. Niewątpliwie pałac Pena jest największą i najczęściej fotografowaną atrakcją Sintry. Z tego samego względu – gigantycznie obłożoną. Możecie zapomnieć o romantycznej sesji stylizowanej na Baśnie tysiąca i jednej nocy, bo na taką sesję wybiera się tu co druga osoba. Najlepiej wystartować z samego rana, chwilę po otwarciu, bo z każdą kolejną minutą szansa na zrobienie dobrych zdjęć zaczyna graniczyć z niemożliwym.

P1940346_02

P1940353-horz

P1940346_02-horz

Pałac stanowi przykład XIX-wiecznego portugalskiego romantyzmu i jest jednym z najważniejszych obiektów wybudowanych w tej epoce. Specyficzny budynek służył przede wszystkim jako letnia rezydencja portugalskiego księcia Dona Fernando II. Zabudowa zamku łączy elementy średniowieczne z arabskimi, symbolikę egzotyczną z symboliką morskich stworzeń. Dookoła pałacu rozciąga się też park, przywodzący na myśl olbrzymią palmiarnię. Sprowadzono tu rośliny z różnych zakątków świata i gdyby nie fakt, że gonił nas czas, moglibyśmy pobłądzić wśród zieleni kilka dobrych godzin.

Sintra ma oczywiście w rękawie o wiele więcej asów, niż trzy wyżej wymienione. Jest uroczym, nieco dzikim, miastem, ale tak zadeptanym, że poruszanie się po ulicach, między zamkami, w parkach czy próba zrobienia zdjęć z w miarę dobrą kompozycją, jest cholernie ciężka. Może gdybyśmy pojawili się tu jesienią (ale taką prawdziwszą jesienią niż środek lata w październiku), wycieczek byłoby mniej, a wrażenia z wizyty jeszcze lepsze.

Ale dobrze, zapytacie, czy w takim razie miasto warte jest poświęconego mu czasu? Jest warte i wbrew pozorom pół dnia może całkowicie wystarczyć. Przynajmniej na tyle, by odwiedzić najbardziej spektakularne budowle. Sintra to taki skok w bok na jedną noc. Raczej tu nie wrócisz, za to jakie będziesz miał wspomnienia!


Przydatne informacje

  • Pociągi z dworca Rossio w Lizbonie do Sintry kursują co 10 minut, a cena biletu w jedną stronę to jedyne 2,20 euro. Dojazd zajmuje około 45 minut.
  • Do Pałacu Pena i Zamku Maurów najszybciej i najwygodniej dostać się za pomocą autobusu kursującego spod Informacji Turystycznej. Bilet za 5 euro uprawnia do podróży w dwie strony. Czas jazdy to około 15 minut.
  • Wstęp do Pałacu Pena to koszt 14 euro.
  • Do Zamku Maurów można dojść na piechotę z Pałacu Pena lub podjechać opłaconym autobusem. Wejście na zamek kosztuje 8 euro.
  • Na zwiedzanie Quinta da Regaleira warto poświęcić około 1,5h. Bilet wstępu kosztuje 6 euro.
  • Quinta da Regaleira też jest moja ulubiona ❤️ I te lasy i wille dookoła, no ale to już samochodem, bo inaczej trudno :)

  • wisienki podtapiane alkoholem w Portugalii nazywają się ginjinha :)

  • „Może przemawia przeze mnie kiełkująca degeneracja duszy, spowodowana zbyt dużą ilością widzianych rzeczy. Oby to nie było to. Jeszcze nie teraz.” – mam to samo i te same obawy! Oby jeszcze nie teraz!
    My do Sintry nie dotarliśmy, czego bardzo żałujemy, bo Quinta da Regaleira musi byc obłędna!

    • Jest obłędna! Wpadnijcie koniecznie kolejnym razem. Widziałam, że nawet późną jesienią jest tam bardzo klimatycznie :)

  • Zamek jak zamek, za 8 euro bym odpuściła, zwłaszcza, że po sąsiedzku, w Hiszpanii, w praktycznie każdym mieście jest zamek (jak bardzo mogą się one między sobą różnić?), a wejście na górę zazwyczaj darmowe (;
    a w Sintrze nie byłam i widzę, że wiele mnie ominęło!

    • No właśnie zaczęłam się zastanawiać i przypominać, że średnio licząc co drugie europejskie miasto ma jakiś zamek na wzgórzu. I fakt, bardzo się one od siebie nie różnią, nie wspomnę nawet, ile już pominęliśmy zamków pt. „najważniejsza atrakcja, halo chodźcie tu wszyscy”, ale jakoś miałam nadzieję, że w Sintrze będzie inaczej. Nie było ;)