Ameryka Północna Podróże

Miasto, w którym Mia i Sebastian wytańczyli marzenia

Ostatnio niemal co kilka miesięcy dowiadujemy się, że któryś ze znajomych odbył właśnie roadtrip po USA, przez co Stany Zjednoczone już dawno zawędrowały na niebezpiecznie wysoką pozycję na naszej bucket liście. Nie pozostaje więc nic innego, jak zaplanować wyjazd, który po głowie chodzi nam już od co najmniej roku. Zwłaszcza, że droga do jego urzeczywistnienia jest teraz prostsza niż kiedykolwiek wcześniej. Przekonajcie się dlaczego.  


O Los Angeles mówi i pisze się dużo, ale dla nas jest to miejsce szczególnie wyjątkowe, bo właśnie tam mogą się spełnić nasze filmowe marzenia. Czy życie w „Mieście Aniołów” rzeczywiście wygląda „jak na filmach”? Nie możemy się doczekać, aby przekonać się o tym na własnej skórze. Okazja ku temu jest o tyle dobra, że z początkiem kwietnia rusza pierwsze bezpośrednie połączenie z Polski do Los Angeles. Ceny biletów możecie sprawdzić >> tutaj <<, a potem zerknijcie, jak zaplanowaliśmy trasę szytą na naszą filmową miarę.

Słowem wstępu, najlepsza informacja. Najważniejsze punkty na filmowej mapie Los Angeles są w zasięgu ręki. Studia nie tylko położone są w niedalekiej odległości od siebie (mniejszej niż przejazd między prawym a lewym brzegiem Wisły), ale po drodze można zaczepić o najbardziej pocztówkowe miejsca w mieście. Taki bonus dla osób, które optymalnie zaplanują trasę zwiedzania.

Universal Studios Hollywood. Miejsce, w którym zaczyna się zabawa

Kto zna nas choć trochę wie, że parki rozrywki to jedna z naszych guilty pleasures. W studiu Warner Bros pod Londynem bawiliśmy się przednio, jeszcze lepiej w paryskim Disneylandzie. Dlatego też nie wyobrażam sobie nie odwiedzić Universal Studios w Los Angeles. No bez żartów, Drodzy Państwo. Przecież tam też jest kraina Harry’ego Pottera! Mają nawet Hogsmeade, o którego odwiedzeniu marzyliśmy w podstawówkach. Napiszę coś jeszcze. Wygląda dokładnie tak, jak je sobie wyobrażałam. Tylko śnieg na chatkach nie topnieje nawet latem. Od niedawna w studiu jest też otwarta nowa atrakcja, idealne miejsce dla fanów serialu Walking Dead. My oglądamy, więc wszystkiemu, co związane z zombie, mówimy hell yeah! Na amatorów mocnych wrażeń czeka też sporo kolejek, m.in. Jurassic Park czy Revenge of the Mummy, stylistyką nawiązująca do serii filmów przygodowych z mumią w tytule. Dodam, że to jedna z ulubionych produkcji Piotrka. Zawsze chciał być jak Indiana Jones czy Rick O’Connel, ale coś poszło nie tak.

Wejściówka jednodniowa: 110 USD

Wejściówka dwudniowa: 129 USD

 

Znak Hollywood. Ikona Los Angeles

Czy na świecie istnieje coś bardziej amerykańskiego od znaku Hollywood? No dobrze, oprócz burgera z frytkami? W drodze do kolejnego studia warto zboczyć z trasy i odbić w prawo. Dziewięć czternastometrowych liter składających się na nazwę najsłynniejszej dzielnicy Los Angeles to obietnica sławy, kariery i spełnionych marzeń. Położone na zboczu wzgórza „Lee” najlepiej obserwować z okolic krętej uliczki Canyon Lake. Sam napis jest co prawda odgrodzony, więc plotkowanie na literze „O” jak niegdyś robił to Justin Timberlake i Mila Kunis niestety nie wchodzi w grę. Jeśli ktokolwiek będzie miał jednak trochę wolnego czasu i pary w nogach, może wspiąć się na wzgórze po specjalnie wyznaczonym szlaku i spojrzeć na miasto dosłownie z perspektywy (znaku) Hollywood.

 

Warner Bros. Studio Tour Hollywood. Przyjaciele czekają

Największa, a na pewno najbardziej lubiana, atrakcja? Strzelam w ciemno — Central Perk Café i plan filmowy z Przyjaciół! Długo broniłam się przed tym serialem, aż w końcu wydarzyła się jesień i rzutem na taśmę obejrzałam wszystkie sezony. A później marzyłam o tym, żeby w Warszawie powstała kawiarnia z pomarańczową kanapą. Owszem, powstała. I to nie jedna, ale porównania nie ma, bo Central Perk Café zawsze będzie jedyna w swoim rodzaju. Obecnie w studiu są też dostępne wystawy poświęcone bohaterom komiksów DC (Superman, Batman czy Sucide Squad) z autentycznymi rekwizytami z planów zdjęciowych, ostatniej części z uniwersum Harry’ego Pottera czy planów amerykańskich seriali.

Wejściówka jednodniowa: 62 USD

 

Spacer dla fejmu. Hollywood Walk of Fame

Jak sama nazwa wskazuje, przejść się wypada. Zwłaszcza że Hollywood Blvd leży dosłownie po drodze ze studia Warner Bros do kolejnego punktu na naszej mapie – studia Paramount Pictures. Poza tym wyjechać z LA bez zdjęcia gwiazdy swojej ulubionej gwiazdy? Skandal. Ja tam już zawczasu zarezerwowałam sobie sesję przy Shakirze. Podążając szlakiem różowych gwiazd dojdziemy też do Dolby Theatre, w którym co roku rozdawane są Oscary i mylone kopertki ze zwycięzcami. Tuż obok znajduje się kolejny teatr wart uwagi, Grauman’s Chinese Theatre. Na niewielkim placyku przed wejściem kolejna atrakcja dla filmowych geeków, moim zdaniem lepsza niż wszystkie gwiazdy na chodniku. Odciski dłoni, stóp i dedykacje znanych aktorów na zawsze uwiecznione w betonowej płycie. Są i nasi ulubieńcy z Gwiezdnych Wojen, R2-D2 i C3PO!

 

Paramount Pictures Studio Tour. Tu się pracuje

W przeciwieństwie do poprzednich studiów, Paramount Pictures to jedna z najstarszych i wciąż działających wytwórni filmowych na świecie. Rollercoasterów tu brak, ale przy odrobinie szczęścia możemy podejrzeć przy pracy słynnych aktorów. Podczas dwugodzinnego zwiedzania można zajrzeć za kulisy produkcji, do charakteryzatorni, garderób i pomieszczeń studyjnych. Nie wiem jak Wy, ale ja faktycznie mogłabym pochodzić tam sobie do pracy. Poskakać na green screenie, a rok później zobaczyć film z efektami, które nie śniły się nawet fizjologom!

Wejściówka jednorazowa: 55 USD

 

Po złej stronie mocy. Sony Pictures Studio Tour

Znacie serial Breaking Bad? Kto nie zna! To kolejna produkcja, która tej jesieni wciągnęła mnie w mgnieniu oka. Piotrek opowiadał, że to najlepszy serial wszechczasów, ale nie bardzo wierzyłam. Obejrzałam i faktycznie, teraz trochę pluję sobie w brodę. Jakiś czas temu wpadłam nawet na genialny pomysł na biznes. Odtworzę campera, w którym główny bohater gotował swoje niebieskie kryształy, pozostawię na meksykańskim odludziu i udostępnię do zwiedzania. Oczywiście za konkretną sumę. Okazuje się jednak, że po raz kolejny na genialny-pomysł-na-biznes wpadłam za późno, bo tegoż właśnie campera można zobaczyć na terenie studia Sony Pictures, nieopodal Santa Monica Pier. A niech to. Poza tym, w studiu na odwiedzających czeka sporo  filmowych pojazdów i rekwizytów z kasowych produkcji.

Wejściówka jednorazowa: 45 USD

 

Kiedy LA to już La La Land

Tyle tego, a przecież LA to nie tylko studia filmowe. To właśnie tu powstają najbardziej kasowe hity w historii kinematografii. Jakiś przykład? Proszę bardzo.

Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która choć raz w życiu nie wkleiła koleżance na tablicę lub do messengera mema/kartki urodzinowej z Ryanem Goslingiem. Ryan dobrze motywuje do ćwiczeń i jedzenia sałaty, Ryan pociesza, Ryan rozśmiesza. Dlaczego więc nie odwiedzić miejsc, w których Ryan całkiem niedawno gościł na planie filmu La La Land?

Scenę znaną z teaserów i plakatów filmowych kręcono na Mt. Hollywood Drive w zakątku Cathy’s Corner na terenie Griffith Park. Nie szukajcie tam jednak lampy i ławeczki, ot — magia kina. W okolicy plaży Hermosa Beach można wpaść do autentycznej Lighthouse Café, a później zatańczyć na Hermosa Pier. Kolejna opcja — na wycieczkę i zakupy to Grand Central Market w Downtown LA. Jeśli chcecie być jak Mia i Sebastian, ulokujcie się dokładnie pod neonem Sarita’s Papuseria, ale śmiem podejrzewać, że chętnych par będzie o wiele więcej. Jazzowy występ z Johnem Legendem nagrano w El Rey Theatre. Niedaleko studia Warner Bros kolejny smaczek, restauracja The SmokeHouse, znana z filmu jako Lipton’s. Steki podają tam od 1946 roku, więc twórcy filmu ewidentnie wiedzieli, co dobre. No i ruch w knajpie zapewniony na co najmniej kilka lat.

Julia Roberts, znana w pewnych kręgach jako Pretty Women, swoje słynne zakupy robiła na Rodeo Drive. Mało? Aleja znajduje się w samym sercu prestiżowego Beverly Hills. Chciałoby się dopisać: 90210. Mimo że byłam zbyt mała, żeby cokolwiek zrozumieć i zapamiętać z serialu, numer wdrukował mi się do głowy jak niewiele rzeczy na świecie. I domyślam się, że nie tylko mnie. Beverly Hills, razem z Bel-Air i Holmby Hills tworzą tzw. Platynowy Trójkąt, sprzężenie trzech najdroższych miejscowości w LA. W okolicy Venice Canal i Venice Beach mieszkał serialowy Mitch Buchannon ze Słonecznego Patrolu. Znaleźć odpowiedni dom jest bardzo łatwo. W 2001 roku został sprzedany prywatnemu właścicielowi za, bagatela, 900 tysięcy USD. Przenieśmy się trochę głębiej w miasto. Fani Szklanej Pułapki i Bruce’a Willisa powinni doskonale kojarzyć budynek Fox Plaza, w którym obecnie mieści się wytwórnia o tej samej nazwie. Wieżowiec znajduje się w samym sercu biznesowej dzielnicy Century City.

I pomyśleć, że to tylko kropla w morzu amerykańskich produkcji. Los Angeles budzi się, oddycha i zasypia razem z filmem. Genotyp tego miasta zawiera się w jednym słowie: kinematografia. Niedościgniony wzór, ikona popkultury oddziałująca na cały świat i miliardy ludzi. Tak, wszystko to narodziło się właśnie w Mieście Aniołów.

 

Miasto inspiracji

Ostatnio sporo czasu spędziliśmy na oglądaniu filmów kręconych w LA. Amerykańska metropolia to kopalnia inspiracji z mnóstwem świetnych miejsc na produkcję własnego filmu. Jednym z miejsc, którego sobie absolutnie nie darujemy, jest wspomniana Venice Beach i leżący nieopodal skatepark. Moja deskorolka już czeka, baterie w aparacie naładowane. Czego chcieć więcej? A, tak. Biletu. Ale i to da się załatwić. Najkrótsza i najwygodniejsza droga do LA? Prosimy tędy.

Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy Kalifornia jest warta Waszej uwagi, odpowiem obrazem. Ten film chyba najbardziej inspiruje nas do podróży i daje nadzieję, że przywieziemy z niej równie dobry (a może nawet lepszy?) materiał.

Los Angeles to miasto pełne przeciwieństw i burzliwych emocji. Można je kochać, można mieć go dosyć. Można spełnić marzenie swojego życia, ale można też nigdy nie dostać się do branży filmowej, pomimo lat prób i castingów. LA inspiruje do tworzenia, budzi kreatywność i daje poczucie, że w tym mieście możesz dokonać absolutnie wszystkiego. Każdy z nas może przywieźć swój własny film, swoją własną historię, a później… przejść się na kolejną, tym razem do kina. Oczywiście też kręconą w Los Angeles. Może to najwyższy czas, by przekonać się, czym to miasto stanie się dla nas. I dla Ciebie, oczywiście.

Wpis powstał we współpracy z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT

  • Po przeczytaniu „Przez stany POPświadomości”, gdzie autorzy książki podróżują po Wschodnim Wybrzeżu tropem popkulturalnych przeżyć, trochę boję się konfrontacji wyobrażeń z fantazją powstałą po pochłonięciu tylu amerykańskich dzieł kultury :D

    • Brzmi ciekawie, polecasz lekturę? Ostatnio mam straszny apetyt na USA, a wszystkie amerykańskie produkcje tylko podsycają tę ochotę. Sama jestem ciekawa, ile miejsc mnie zachwyci, a ile rozczaruje. Fajne jest takie osobiste obalanie mitów ;)

  • Ach, ja nawet dostałam kubek z Ryanem, a raczej z jego ‚photoshopową klatą’ na urodziny :) Nie wiem, co takiego jest w tym facecie, ale już w Notatniku zdobył moje serce. La la land jest tylko doskonałym potwierdzeniem jego talentu i uroku, którym kradnie serca nastolatkom.
    LA…. trochę boję się tego miasta. Mam duże oczekiwania i bardzo nie chcę ich zawieść. Wkoło dobre rzeczy przeplatają się z rozczarowaniem. Ale, ale. Nie będę wiedzieć, dopóki sama się tam nie zjawię ;) Swoją drogą, Venice Beach już od dawna wpisana na bucket listę ;)

    • Magda, ale przecież Ty w LA będziesz już niedługo, prawda? Jestem strasznie ciekawa jaki będzie Twój odbiór. Ja podchodzę do tematu dość sceptycznie – słyszałam wiele na temat samego miasta, ale nawet jeśli uznam, że nie mogłabym tam na dłuższą metę mieszkać, spotkanie ze studiami filmowymi na pewno nas nie rozczaruje. No i sam fakt, że byłaś w LA… jakkolwiek naciągane by to nie było, satysfakcja w serduszku jest ;) Trzymam za Ciebie kciuki!

      • Do września jeszcze chwila :) A jak u Was, pomysł na road trip już ostro gnieździ się w głowie? ;)

        • Żebyś wiedziała, że ostro! Mamy już bardzo konkretne plany, ale w tym roku musimy sobie je odpuścić bo czeka nas sporo, niezwiązanych z podróżowaniem, wydatków. Ale zauważyłam u siebie taką zależność, że im dłużej na coś czekam, tym faktycznie potrafię się tym cieszyć 1000x bardziej. Liczę na to, że w USA padniemy ze szczęścia :-D

  • Ten materiał wskakuje od razu na moją listę ciekawych kejsów do pokazania gdzieś przy jakiejś okazji. Jak można napisać świetny materiał o miejscu, w którym się nie było. Albo jeszcze nie było. Ba, pewnie lepszy niż 75% przypadków, gdy się było. Fajne wykonanie. Życzmy sobie wspólnie tańca przy latarniach na Cathy’s Corner. Zapisani już na naukę stepowania? Bo by tak :P

    • Ha ha ha :-D Ćwiczymy sztukę wizualizacji, if you know what I mean. Im bardziej myślimy o LA, tym bardziej tam jesteśmy.
      PS. Wy stepujcie, ja zagram na pianinie! Mam licencję na dziecięcy keyboard Casio.
      PS.2. „Jeszcze” – słowo klucz. Dzięki!

      • Ja też, ale od 8 lat nie chciało mi się kupić 8 grubych baterii. bo zasilacz przepalony. Ale zwizualizowałem sobie siebie jako Ryana Gosslinga i kupię te baterie!

  • Teraz nie może mi wyjść z głowy City of Stars! Chętnie odwiedziłabym Mitcha Buchannona, a konkretniej Hobie’go. ;)

  • Karol Żmijewski

    Świetny artykuł, a filmik wymiata :-) LA to wspaniałe miasto (jak i cała Kalifornia i USA :D ), żywcem wyjęte z filmu, wszystko wygląda, smakuje fenomenalnie, a ludzie bardzo życzliwi. Warto jednak pamiętać, że to również dość niebezpieczne i pomijając bogate dzielnice brudne miasto. Tylu bezdomnych leżących na środku chodników, schodów i wariatów biegających za ludźmi, wyzywających ich itp. nie widziałem w żadnym innym miejscu na świecie. To może tylko trochę rozczarować fanów LA.,ale dzięki Venice Beach, Santa Monica oraz wzgórzom Hollywood, można to wybaczyć. Poza tym oczywiście będąc tam warto pojechać do zupełnie odmiennego San Francisco (dla mnie taki trochę NYC zachodniego wybrzeża), Las Vegas, Wielkiego Kanionu, Doliny Śmierci, Parku Sekwoii.

    • Cześć Karol, dzięki za miłe słowa i wizytę! Myślę, że z LA jest jak z każdą dużą metropolią, ma swoje jasne i ciemne strony, a do ciemnych należy m.in. to, o czym wspominasz. Jeśli ktoś podróżuje świadomie, powinien liczyć się z faktem, że każda podróż to nie tylko tęcza i jednorożce :-) A jeśli o same Stany chodzi, jest tyle miejsc, które chcemy odwiedzić, że nie wyobrażam sobie tam lecieć tylko raz. Wszystkie miejsca które polecasz + jeszcze wiele innych, które przychodzi nam na myśl. Głowa mała, oby życia starczyło!