Azja Fotografia Podróże Przemyślenia Przygoda Tajlandia

Elephant Jungle Sanctuary. Przygoda życia

Kto z nas, jako dzieciak, nie marzył o przejażdżce na słoniu? Może nie wszyscy, ale na pewno znalazłoby się co najmniej kilka osób, które – podobnie jak ja kiedyś – myślały, że musi być to niesamowite doświadczenie, godne największych podróżników i poszukiwaczy przygód. W przeciągu ostatniego roku czy dwóch, temat eksploatowania zwierząt w Tajlandii nagłośniono, ale znając realia turystyczne nie sądzę, aby od tego czasu popularność podobnego typu rozrywek drastycznie spadła. Chciałabym zaproponować Wam alternatywę, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i stanowi jedno z najpiękniejszych wspomnień z Tajlandii. Wpadajcie do Elephant Jungle Sanctuary i dołóżcie cegiełkę do budowy podwalin świadomej turystyki.


Na wizytę w Sanktuarium Słoni czekałam z wielką niecierpliwością. Planując wyjazd przypadkowo trafiłam na zdjęcie na Instagramie przedstawiające dziewczynę przytulającą słonia, pomyślałam: O jezu, też chcę! Szybko zorientowałam się skąd pochodzi i tak po nitce dotarłam do kłębka – strony, przez którą zapisałam nas na wizytę w schronisku.

Z sanktuarium wyjeżdżałam ze łzami w oczach i na współ zasmarkana, więc od razu napiszę to, do czego szybko powinniście dojść sami – było warto.

Słoń indyjski w Tajlandii

Słonie indyjskie służą człowiekowi od ponad 5 000 lat. Szczególnie popularne w Azji Południowo-Wschodniej czy Indiach, są częścią jednego z najmocniejszych fundamentów kultury, mitologii i religii Wschodu. Niestety to, co dobrze wygląda na tysiącletnich murach świątyń, niekoniecznie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niesłabnące na popularności kłusownictwo (kilogram kości słoniowej na czarnym rynku w Chinach to koszt ok. 3 000 $), wylesianie terenów pod zabudowę oraz masowa turystyka na przestrzeni dziesiątek lat doprowadziły do tego, że słoń indyjski jest obecnie gatunkiem zagrożonym. Z szacowanych 100 000 słoni w samej Tajlandii, obecnie żyje tu od 3 000 do 4 000 osobników, z czego 70-80% znajduje się w niewoli.

P1810309

Słonie to bardzo inteligentne istoty. Szybko adaptują się do nowych środowisk i uczą się nowych umiejętności, pozostając silnymi i wytrzymałymi. Brzmi jak idealny partner do współpracy opartej na wyzysku, nie sądzicie? W starożytności słonie służyły jako element transportu czy wyposażenia floty wojennej, w późniejszych latach największy pożytek ze słoni obserwowano szczególnie podczas wycinki drzew. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, bo ekspertem nie jestem, ale po wpisaniu haseł elephants i logging w Google grafika, sprawa wydaje się być jasna. Pomijając aspekt etyczny związany ze skuwaniem słoni w łańcuchy i zmuszanie ich do podnoszenia ciężkich pni, słonie w pełni nieświadomie przysłużyły się do destrukcji środowiska w którym żyją na co dzień. Głodne i pozbawione własnego miejsca migrują na tereny gospodarstw rolnych. Nie mogą liczyć na jedzenie i opiekę, za to gwarantowane mają spotkanie z nożami i włóczniami. W obozach wykorzystujących słonie przy wylesianiu traktuje się je amfetaminą, by pracowały jeszcze dłużej i jeszcze ciężej.

Słoń w turystyce. Czy jazda na słoniu jest OK?

Znaczna część słoni indyjskich obecnie pracuje w segmencie turystycznym i rozrywkowym. Małe słoniątka celowo odbiera się matkom, a następnie sprzedaje cyrkom, parkom rozrywki i hotelom. W wielu przypadkach matki lub słonice opiekujące się małymi są zabijane, aby usprawnić proces przerzutu małych.

Sporo słoni wykorzystywanych jest też w transporcie. Nie trzeba szukać daleko – wystarczy zajrzeć w plan wycieczki pierwszego lepszego biura podróży lub firm organizujących trekkingi w okolicach Chiang Mai. W większości jazda na słoniu to obowiązkowa atrakcja do której zachęca się turystów, a zakupione na stocku zdjęcia wesołych backpackerów o śnieżnobiałych uśmiechach ujeżdżających słonia zdobią niejedną ulotkę i katalog wycieczek ‚Lato 2017’.

Plecy słoni nie zostały zaprojektowane przez naturę aby wspierać dźwiganie ciężarów. W przeciwieństwie do szkieletów koni czy osłów, kręgosłupy słoni zakończone są ostrymi wypukłościami, nieodpornymi na nacisk z góry. W przypadku trwających kilka godzin trekkingów czy zwiedzania okolicy na słoniu, zwierzęta nie mają możliwości odpoczynku i pożywienia się. Wycieńczony słoń, który nie nadąża za grupą i zostaje w tyle nierzadko traktowany jest batem lub łańcuchem z ostro zakończonym hakiem.

P1810397

Aby utrzymać równowagę, sznury i łańcuchy mocujące siedziska dla ludzi często złączone są ze sznurami obwiązanymi wokół szyi słonia. Jeśli osoba siedząca na jego grzbiecie osuwa się w prawo lub lewo, pętla na szyi zaciska się coraz mocniej.

Jak zmusić słonie do współpracy? Właśnie temu służy rytuał phajaan, praktykowany od setek lat przed mieszkańców okolicznych wiosek. W wolnym tłumaczeniu chodzi o „łamanie ducha” zwierzęcia, polegające na odseparowaniu go od matki, związaniu wszystkich kończyn i zapędzeniu do klatki, pozbawieniu jedzenia, wody oraz snu. Zmęczone zwierzę przez kolejne 7 do 14 dni jest bite i katowane do czasu, aż nie pozostanie mu nic innego jak tylko poddać się człowiekowi. Nie jestem fanką straszenia ludzi brutalnymi nagraniami z sieci i daleko mi do honorowych obrońców zwierząt, ale jeśli obraz może przemówić bardziej niż słowo, załączam link do krótkiego materiału na YouTube. Dla przeciętnego Taja słoń wart jest około 1 mln BHT (ponad 28 700 $), po wytrenowaniu wartość zwierzęcia wzrasta do 6-7 mln BHT.

Problem jest też bardzo dobrze znany rządowi Tajlandii, ale dopóki wysoko postawione jednostki będą czerpać zyski z cyrków i hoteli wykorzystujących słonie, dopóty politycy będą przymykać oko na ich wykorzystywanie.

Elephant Jungle Sanctuary. Lekcja pokory

Obiecuję, że dalej będzie już tylko lepiej. Teraz najprzyjemniejsza część wpisu. W końcu mogę podzielić się wrażeniami, które towarzyszyły nam podczas wizyty w Elephant Jungle Sanctuary. Sanktuarium słoni to jedno z co najmniej kilku miejsc w Tajlandii, które powstało po to aby wyzwalać zwierzęta z niewoli, zapewnić im spokojne życie, pożywienie i dużo miłości. W Elephant Jungle Sanctuary można spotkać słonie w każdym wieku o różnych życiorysach, ale istnieją też schroniska poświęcone opiece nad samymi słoniątkami lub starszymi, schorowanymi słoniami.

Od razu zaznaczę też, że jesteśmy absolutnie świadomi, że odwiedzanie podobnych schronisk w Tajlandii jest oczywiście pewnego rodzaju atrakcją turystyczną. Uciec od tego nie można, ale gwarantuję że przynajmniej w części placówek (wolę pozostać sceptyczna) pieniądze przekazywane przez turystów służą zapewnieniu słoniom należnego im komfortu życia. Warto mieć też na uwadze prosty fakt, że słoń który – przykładowo – wychował się w cyrku, nigdy nie wróci do życia w dziczy, bo nikt nie dał mu szansy, aby na takie życie się przygotować. Jedynym ratunkiem są więc placówki, które wydzierżawiają słonie od cyrków lub agencji turystycznych w zamian za opiekę i schronienie. Koszt wyzwolenia jednego słonia to kwota rzędu 60 000 $ (ponad 243 000 zł), astronomicznie wysoka, dlatego w wielu przypadkach schroniska płacą co miesiąc haracz, aby wspomniany cyrk nigdy nie zgłosił się już po słonia. W idealnym życiu wykupienie wszystkich słoni załatwiłoby sprawę, ale skąd wziąć pieniądze jeśli trzeba jeszcze opłacić budowę nowych obozów, osoby zatrudnione w placówkach i zakup ton pożywienia. Dorosły słoń potrzebuje pomiędzy 150 a 300 kg jedzenia dziennie, więc sprawa wcale nie jest prosta.

Nasza przygoda rozpoczęła się diablo wcześnie, bo o 6.00 byliśmy już w drodze do sanktuarium. Oprócz nas na pace ciężarówki jechało kilku gości z Nowej Zelandii i chłopak z Holandii. Rozmowa raczej się nie kleiła, wszyscy myśleliśmy o kawie, ja w międzyczasie przysypiałam i próbowałam zasłonić się chustą, bo tajskie poranki, nawet w sezonie, do najgorętszych nie należą. Pizgało jak cholera. Po 1,5h drogi dotarliśmy do celu, nowo wybudowanego obozu nr 7 w wiosce Karen, w którym mieszkało 5 słoni – od kilkulatków po kilkunastoletnią słonicę.

P1810418

Zanim mogliśmy poznać słonie, każdy musiał zarzucić na siebie używany lniany T-shirt, który pomagał słoniom zapoznać się z nowym człowiekiem pachnącym na „stary”, znany sposób. Słonie poznają świat za pomocą trąb, więc wydaje się to dość praktyczne, a z pewnością pomocne.

Pierwsze pół godziny spędziliśmy na rozmowach z pracownikami obozu, poznaliśmy krótką biografię każdego z 5 słoni. Najstarszym ze zwierząt jest ponad 20-letnia słonica zwana Big Mamą, która ma za sobą kilkanaście lat pracy w cyrku. Bita głównie po nogach, nie pozwalała się do nich zbliżyć i instynktownie umykała przez podchodzącymi zbyt blisko ludźmi. Pozostałe słonie to dwuletnia córka Big Mamy – Sakura, młoda samiczka, samiec i czteroletnie słoniątko. Momentem, w którym na skalę problemu szerzej otworzyły mi się oczy, była indywidualna historia słoni, ale też rozmowa na temat eksploatacji zwierząt w masowej turystyce i misji podobnych ośrodków. Nie będę zgrywać tłuka. To, że słonie są wykorzystywane, wiedziałam od co najmniej roku, ale moment w którym słuchasz okropnej historii o tym, jak katowano zwierzę, a chwilę później stajesz z nim twarzą w hm, trąbę, i widzisz, i czujesz, że słoń, który tak wiele przeszedł, ufnie wyciąga ją w twoim kierunku, obwąchuje i delikatnie poklepuje po dłoniach, jest nie do opisania.

P1810352

Pierwszym etapem spotkania ze słoniami było śniadanie. Małe banany znikały w słoniowych paszczach w mgnieniu oka. Nie trzeba było ruszać się z miejsca, bo już po kilku sekundach podchodził kolejny ochotnik i przetrząsał kieszenie T-shirtu w poszukiwaniu owoców.

P1810291

P1810295

P1810341

P1810349

P1810312

P1810318

P1810335

P1810338-horz

P1810343

P1810357

P1810394

P1810415

P1810416

P1810420

Legendarna szczecinka słonia indyjskiego ♥

P1810427

P1810445

Wśród wszystkich pięciu słoni znalazł się jeden, który skradł mi serce. Rezolutna dwulatka Sakura. W związku z tym, że w dotychczasowym życiu nie spotkała jej krzywda z ręki człowieka, nie miała oporów aby zaczepiać gości, biegać i taranować wszystko co spotka na swojej drodze, przepychać się w najmniej oczekiwanych miejscach i momentach, radośnie podskakiwać i kopać plastikową miskę tak jak kilkuletni dzieciak kopie piłkę do nogi, obrzucać się ziemią i tarzać w liściach kukurydzy. Żeby nie było tak wesoło, Sakura – jak zresztą każdy słoń – ma świetną pamięć. Podobno raz przydarzyła się sytuacja, kiedy to kostka cukru upuszczona przez turystkę upadła na leżący nieopodal plecak. Sakura szukając kostki cukru próbowała podnieść plecak torbą, ale jeden z opiekunów był szybszy i delikatnie odepchnął jej trąbkę (♥), tak aby turystka mogła zabrać plecak. Od tego momentu, za każdym razem gdy opiekun zbliży się do słoniątka, Sakura przegania go trąbą i wyraźnie daje do zrozumienia, że nie pała do niego szczególną sympatią.

Myślcie sobie co chcecie, ale ja widziałam w niej dziecko. Ufne, szczęśliwe, radosne i kochane. Różniące się od ludzkiego jedynie tym, że nie potrafi mówić, inaczej wygląda i waży kilkaset kilo.

P1810384-horz

Po lewej Big Mama, po prawej Sakura próbująca wyrwać rurę odprowadzającą wodę ♥♥♥

P1810410

To właśnie przez Sakurę odjeżdżając miałam łzy w oczach. Nie chciałam jej zostawiać, chciałam jeszcze raz przytulić, pogłaskać i szepnąć do dużego ucha, że słoniom jeszcze będzie dobrze. Kiedyś.

Po śniadaniu i krótkim odpoczynku, obowiązkowym punktem opieki nad słoniami jest kąpiel w błotku. A właściwie nasmarowanie skóry błotem, aby zabezpieczyć ją przed insektami i palącym słońcem. W błotku każdy z nas hasał już w swoich ciuchach. Gdy jeden z przewodników, z garściami pełnymi błota, podszedł do mnie i stwierdził, że taki biały t-shirt trzeba porządnie przytulić, wiedziałam już, że za godzinę brązowa szmata zakupiona w Stradivariusie wyląduje w śmietniku. I dobrze jej tak, bo po kilku miesiącach noszenia rzeczywiście jak szmata wyglądała.

P1810521

P1810518

P1810517

P1810511

P1810526-horz

P1810525

Drugim najfajniejszym momentem była kąpiel w brudnej i chłodnej rzece. Co tam my, białasy, słonie to dopiero miały ubaw. Szczególnie moja faworytka, która uczepiona trąby mamy co chwilę znikła pod wodą, aby z hałasem i pluskiem wynurzyć się w innym miejscu. Starałam się śledzić ją wzrokiem, a tam gdzie wzrok nie sięgał czułam jak przepycha się pomiędzy naszymi biodrami niczym żywa łódź podwodna.

slonie_01

Źródło zdjęcia: Elephant Jungle Sanctuary

slonie_03

Źródło zdjęcia: Elephant Jungle Sanctuary

P1810473

Dieta przeciętnego słonia składa się z roślin, warzyw i owoców. Największymi słoniowymi smakołykami są m.in. liście i pędy bambusa, banany, ryż, trzcina cukrowa lub kukurydza. Wspominałam o nieprzeciętnej inteligencji? Gołym okiem mogliśmy zobaczyć to, czego dowodzą badania – słonie są w stanie okazać całą gamę emocji: od szczęścia, przez złość czy współczucie. Mają znakomity węch, a trąba, składająca się z ponad 60 000 mięśni, służy im też do oddychania, picia, jedzenia, mycia, walki, porozumiewania się i okazywania sympatii. Akurat tej ostatniej doświadczyłam na własnej skórze, na samo wspomnienie robi mi się na serduchu ciepło.

Nie wspomniałam jeszcze o jednej ważnej postaci – o Mahout (ind. jeźdźca słoni). Jest to osoba, która dzień i noc sprawuje pieczę nad słoniami, tworzy z nimi wieloletnią więź, często przygotowywana jest do tej roli od dziecka. Mahout jest w stanie przewidzieć odruchy słonia i zareagować w momencie, kiedy zwierzę może zrobić krzywdę sobie, drugiemu słoniowi lub człowiekowi. Komunikuje się ze słoniami za pomocą prostych komend, często spędza z nimi każdą wolną chwilę. W Elephant Jungle Sanctuary opiekunowie śpią ze słoniami, dając im poczucie bezpieczeństwa i strzegąc przed ewentualną wizytą kłusowników.

P1810455

Słoń i jego Mahout.

P1810505

Po kilkugodzinnym spotkaniu ze słoniami, a jeszcze przed wyjazdem, udało nam się porozmawiać podczas obiadu z dwoma przewodnikami na temat ich pracy. Wiem, że turystom często wciska się kit i większość informacji warto dzielić na pół, ale mogę pochwalić się dość dobrze rozwiniętą empatią i nikt nigdy nie oszukałby mnie na emocje. A te wylewały się często i gęsto z każdego słowa wypowiadanego przez przewodników. Widziałam, że nie tylko lubią swoją pracę, ale przede wszystkim kochają słonie, traktują je jak członków rodziny i chcą dla nich jak najlepiej. Wzruszające.

P1810459

P1810486

P1810364

Właśnie dlatego powinniśmy częściej i głośniej mówić o problemie, ale też zachęcać do alternatywnych sposobów spędzania wolnego czasu w Tajlandii. Świat nie jest idealny i nikt z nas go nie zbawi, ale jeśli jedna osoba zachęcona tym wpisem zrobi dla tych zwierząt coś dobrego, a później opowie o tym kolejnej, kolejna opowie kolejnej i machina zostanie wprawiona w ruch, świat stanie się odrobinę lepszy. I bardziej ludzki.

Sposobów na pomoc pracownikom sanktuarium jest wiele. Na tej stronie znajdziecie jedynie kilka z nich. Można wpłacić pieniądze, można zabukować wizytę, zgłosić się jako wolontariusz, pomagać dzieciom z wioski w nauce angielskiego, kupić gadżet w sklepie lub po prostu nagłośnić sprawę swoimi kanałami. Czuję w kościach, że nie była to nasza ostatnia wizyta i jeśli tylko plany na to pozwolą, być może kiedyś wrócimy do Elephant Jungle Sanctuary nie w roli gości, ale wolontariuszy.

Wspaniała sprawa i jeszcze większa przygoda.

slonie_02

Źródło zdjęcia: Elephant Jungle Sanctuary

 

Elephant Jungle Sanctuary | Press kit – przydatne materiały

Cena wizyty: 1 700 BHT / os.