Afryka Fotografia Maroko Podróże

Meknès. Przeminęło z deszczem

Meknès pamiętam jak przez mgłę. Chociaż lepiej byłoby napisać – jak przez deszcz. Pamiętam mauzoleum Mulaja Ismaila, a zaraz potem rundkę wokół ruin w Volubilis i świętego miasta Mulaj Idris. Tym razem zdecydowałam się wrócić żeby powłóczyć się po samej medinie, a przy okazji pokazać najciekawsze miejsca. Pech jednak nie ustępował.


Odkąd tylko nasze stopy przekroczyły próg mediny, z nieba lunęło wiadrem wody. Z cukru nie jesteśmy, więc specjalnie się tym nie przejęliśmy. Co nie oznacza, że zwiedzanie zimnego, burego i zalanego miasta sprawia dużą przyjemność. Nie sprawia, ale nasz marokański pech musiał mieć swój ciąg dalszy.

P1870830

P1870834-horz

P1870763

P1870767-horz

Kopciuszek zabalował? Już po południu, a jego wciąż nie ma.

P1870828

W tym momencie Meknès najbardziej kojarzy mi się z jednym słowem: bazar. Którą bramą do medyny nie wejdziesz, tam bazar. I tylko od Ciebie zależy czy wolisz rozpocząć spacer od alejki mięsno-rybnej, od podróbek dresów Adidasa czy od srebrnej biżuterii. Pomiędzy bazarem a bazarem toczy się codzienne życie. Gdziekolwiek by się jednak nie poszło, szanse na to, że wróci się na bazar, są wyższe niż wygrana w lotka.

P1870707

P1870709-horz

P1870705-horz

P1870749-horz

Jednym z ciekawszych punktów, do których można trafić z bazaru jest medresa Bou Inania. Nie mylić z medresą z Fezu o tej samej nazwie. W prywatnym rankingu wygrywa jednak szkoła koraniczna z Meknès. Może dlatego, że całą mieliśmy wyłącznie dla siebie, więc biegaliśmy sobie z parteru na dach i z dachu na parter.

P1870723

P1870711-horz

P1870710-horz

P1870741-horz

Odbiliśmy też poza medinę, żeby zobaczyć, co w trawie piszczy. Podążamy za tłumem w dół ulicy, a tam bazar. Tym razem taki najprawdziwszy, nie pod turystów, ale tailor made dla mieszkańców. Sprzedawcy wykrzykiwali swoje aktualne promocje, matki ciągnęły za rękę swoje niepokorne dzieci, a dziadkowie z zasępionymi minami siedzieli na stołeczkach i obserwowali kotłującą się masę. Spośród wszystkich wystawionych na sprzedaż przedmiotów najbardziej przypadł mi do gustu jeden z najczęściej widywanych na ulicy kobiecych strojów – skrzyżowanie damskiej piżamy z welurowym szlafrokiem. Kolory od sasa do lasa, podobnie ze wzorami – w gwiazdki, kropki, misie, w paski czy też gładkie. Wystarczy taki szlafrok narzucić na dżinsy oraz bluzkę i voila, można wyjść na zakupy albo zaprowadzić dziecko do szkoły. Drugą dobrą rzeczą, ale już z kategorii „kulinarnia”, są prażone orzeszki ziemne z solą. Zawinięte w notatki z matematyki.

P1870758-horz

P1870762-horz

P1870760-horz

Wiem, że zdjęcie poniżej jest o wiele bardziej makabryczne, ale kur i kogutów jest mi chyba żal najbardziej. Tłoczą się w klatkach i obserwują jak pozostałe idą pod nóż lub, co gorsza, do maszynki. My martwimy się o jaja z wolnego wybiegu, a tu toczy się po prostu życie.

P1870704

Poza medresą, szczególnie mocno zależało mi jednak na wspomnianym mauzoleum Mulaja Ismaila. Pamiętam, że w środku było bardzo ładnie i chciałam to miejsce pokazać Piotrkowi. Aby nie zmoczyć się do ostatniej nitki, pląsaliśmy pod arkadami, odmawiając przy okazji zaproszeń wszystkim okolicznym właścicielom kawiarni. Gdy dotarliśmy pod bramę mauzoleum okazało się, że jest ono zamknięte na czas remontu.

Deszcz dawał nam już solidnie w kość, więc zmęczeni wyjazdem i nieprzemijającym pechem postanowiliśmy uciec z Meknes już po paru godzinach od przyjazdu. Na stację kolejową dotarliśmy przed czasem, więc pierwszą godzinę spędziliśmy na czekaniu w zimnej hali. Gdy do przyjazdu pociągu pozostał kwadrans, wyszliśmy na zewnątrz. Dookoła deszcz i tylko deszcz. Po kilkunastu minutach na tablicy odjazdów pojawiła się informacja że pociąg jest opóźniony o 45 minut. Później o godzinę, później o dwie. Czy ta historia nie przypomina Wam historii z lotniska w Fezie? Dwie godziny czekania w deszczu po zwiedzaniu mniej więcej niczego, też w deszczu. W tym momencie już bardzo zapragnęliśmy wrócić do Polski, ale nie wiedzieliśmy, że największe atrakcje i tak dopiero przed nami.

P1870796-horz

P1870804-horz

P1870812-horz

Epilog

Oddycham z nieukrywaną ulgą. Dobrze, że to Maroko jest już za nami. Od samego początku wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nie powinniśmy byli tam jechać. A przynajmniej nie teraz. Kilka dni temu dostaliśmy też wiadomość od Ryanaira o odrzuceniu naszego wniosku o odszkodowanie za opóźniony lot na trasie Maroko – Włochy, ponieważ – jak donosi uprzejmy customer service – opóźnienie lotu, kilka godzin, lotnisk i krajów wcześniej, spowodował problematyczny pasażer. Reszta to już efekt domina, więc linia lotnicza umywa od problemu ręce. Od razu odpaliliśmy plan B, czyli weryfikację wniosku przy pomocy prawnika. Nie nastawiam się jednak, że uda nam się uzyskać cokolwiek i pogodziłam się już w myślach ze stratą pieniędzy. Ten rok nie mógł zacząć się gorzej (tzn. umówmy się, zawsze może być gorzej, ale nie myślę w kategorii chorób i kataklizmów); mam jednak nadzieję, że życie jeszcze nam to wynagrodzi i finansowo odbijemy się od denka, w którym teraz sobie siedzimy.

  • oh, teraz to jestem ciekawa jak to się dalej potoczy (z tym prawnikiem). swoją drogą co za z bani argumentacja – przecież to też nie wasza brocha żeby ponosić konsekwencje jakiegoś innego pasażera (o ile to nie ściema)

    • sama jestem ciekawa, oby się udało! a właśnie po to sprawę przechwyciła prawniczka, żeby wyszło czy to ściema czy też nie :)

  • to że ryanair umyje ręce w pierwszej instancji to mozna sie było spodziewac, po co wyplacic komuś hajs jak mozna nie? ale po to są Ci prawnicy, więc życze Wam powodzenia, serio serio. wysłać Wam paczkę żywnościową z poznania z rogalami marcińskimi? :)
    u nas tez padalo w meknes i też pociąg byl sporo opóźniony z tego co pamiętam. czy to już reguła?

  • piszcie koniecznie do np tego flyandi – dzwońcie wszędzie gdzie się da, Ryan, jako tania linia, zawsze bedzie umywać ręce ZAWSZE, nie odpuście, bo naprawdę jedno to odzyskanie pieniędzy za lot, inna sprawa to odszkodowanie!
    Meknes to jedyne miejsce które w sumie odpuściliśmy sobie – przejechaliśmy, zatrzymaliśmy się przy tych ruinach z UNESCO, ogólnie trochę machnęliśmy ręką po Fezie i pojechaliśmy na podbój niebieskiego miasta i wodospadów Akchour nieopodal, no i jak na dzień dzisiejszy to chyba jedno z ulubionych moich marokańskich miejsc :)
    koty na północy kraju są super do pozowania! i ta szkoła wygląda much better! choć ta w Fezie też mi się osobiście podobała
    a tak w ogóle, to jak czytam i oglądam te marokańskie posty to czuję taki smutek :( w sensie jest mi tak mega przykro, że tak Wam losy się nie ułożyły i tyle pecha nagromadziło :( naprawdę wierzę i trzymam kciuki żeby było lepiej

    • napisaliśmy już tydzień temu i wysłaliśmy papiery, dzisiaj poszło oficjalne pismo do linii lotniczych. dzięki za wsparcie! <3

  • Najgorzej to się poddać. Walczcie o swoje! Ze swojego doświadczenia wiem, że co druga firma odmówi wam wypłacenia odszkodowania, jeśli nie pomachacie jej przed nosem punktami i artykułami z kodeksów prawnych. Mocno trzymam kciuki!

  • Ej no co Ty! Nie poddawajcie się. My korzystaliśmy kiedyś z usług AirCashBack i byliśmy bardzo zadowoleni. Z tego co słyszałam często pojedyncze jednostki lubią odesłać z kwitkiem, a firmy zajmujące się tym zawodowo wiedzą jak z nimi rozmawiać.
    Trzymam mocno kciuki!

    No i zaskoczona jestem strasznie, że nie jesteście zadowoleni z tego Maroka. Ale rozumiem, że uzbierało się na to sporo czynników. Oby kolejne podróże w tym roku były lepsze!

    • Samo Maroko super, extra wypas, to są nasze klimaty, ale te czynniki, które działy się na „boku” doprowadzały do frustracji. Chcemy wrócić w najbliższej przyszłości żeby odczarować to miejsce w swojej pamięci, ale tym razem wybierzemy południe :)