Afryka Fotografia Maroko Podróże

W krainie haszu. Chefchaouen

Chefchaouen. Właściwy cel wizyty w Maroku. Trzy lata temu po raz pierwszy zobaczyłam go na jednym z blogów i wiedziałam, że jeśli się tam nie wybierzemy, to świat dobiegnie końca. A jeśli nie dobiegnie to raczej już nigdy nie będzie po drodze aby tę małą, leżącą w dolinie pośród gór Rif, mieścinę odwiedzić.


Szafszawan był najjaśniejszym punktem tego całego nieszczęsnego wypadu do Maroka. Jeśli jeszcze nie wiecie, o co chodzi, polecam lekturę ostatniego postu. Rozmawialiśmy o swoim przypadku z kilkoma osobami i od każdej słyszeliśmy: – O takim pechu to nawet i ja nie słyszałem/am. Możecie nas zatem wesprzeć. Albo dobić. Można wybrać dwie opcje na raz.

Dojazd do miasta jest bajecznie prosty. Na dworcu autobusowym w Fezie, który znajduje się tuż za bramą medyny, za 75 MAD od osoby w biurze przewoźnika CTM kupiliśmy bilety na 7.30. Po czterech godzinach jazdy wyskakujesz z autobusu i już jesteś na miejscu.

Przez chwilę wahałam się czy 6,5h starczy nam na zwiedzanie, bo o 18.00 odjeżdża ostatni autobus do Fezu. Nie tylko okazało się, że to wystarczająco dużo czasu, to jeszcze ostatnią godzinę spędziliśmy głównie na czekaniu na autobus bo wszystkie najciekawsze kąty zdążyliśmy już obejść kilka razy. Trochę się nawet dziwię osobom, które decydują się na nocleg. Raz, że kilka godzin zupełnie wystarczy, dwa – mieszkańcy Chaouenu nie wyglądali na zadowolonych, gdy za każdym razem kiedy szli do sklepu, sąsiadki lub wywiesić pranie, polował na nich turysta z aparatem. A że uliczki są małe, ciasne i ładnie pomalowane na niebiesko, w każdym kącie jest ich (nas) pełno.

P1870504

P1870513-horz

P1870628

P1870381-horz

P1870429-horz

P1870643

Do samej medyny z dworca autobusowego idzie się około 10 minut. Cały czas pod górkę. Po drodze z pewnością kilka osób zapyta czy nie chcecie kupić haszyszu, bo okalające miasto góry Rif sprzyjają produkcji zioła. Podobno nie jest to do końca legalne, żeby nie powiedzieć, że palenie w Maroku jest oficjalnie nielegalne, a jednak każdy każdego pyta, namawia, a i często sam prowadzi biznes na boku. Dla jasności – nikt z nas nie pali, a już szczególnie po zjedzeniu magicznego brownie w Amsterdamie (#yolo i te sprawy) zdecydowanie nie chcemy się w to bawić. Szkoda dnia i wyjazdu na zamułę za którą jeszcze każą płacić.

P1870655

P1870414-horz

P1870477-horz

P1870370-horz

Po szybkim spacerze jedną z głównych uliczek, której „główność” wyznacza co najwyżej ciągnący się bez końca bazar, bo ostatecznie wszystkie są do siebie bardzo podobne, na pierwszy ogień poszła panorama miasteczka. W drodze na górkę jakiś pan nas zaczepił i powiedział, że: – To waterfalls this way! Mają tu jakieś wodospady? Wow! – pomyślałam. Kilkadziesiąt metrów dalej usłyszałam szum wody i bardzo się ucieszyłam. Wychodzimy z medyny, a tam kilka małych strumyczków spływa z kamieni, na których panie piorą swoim dzieciom ubrania. Uśmiechnęłam się w duchu do tych wodospadów, ale właściwie to nawet nie poczułam się zaskoczona. Jakoś tak wszystko idealnie tam pasowało. Małe uliczki, małe wodospady, mała górka z punktem widokowym. Tylko chmura na niebie nie była mała, ale na szczęście przynajmniej ten jeden dzień nas oszczędził i przez cały dzień na ziemię nie spadła kropla deszczu.

P1870434

P1870364

P1870468

P1870457

P1870437

P1870353

Pierwszy raz w Maroku spotkaliśmy się też z tak dużą niechęcią mieszkańców do robienia im zdjęć. Jestem w stanie zrozumieć, że ludzi może to denerwować i dorośli nie zgadzają się na zdjęcia, ale gdy kilkuletnie dziecko z daleka wypatrzy że celujesz w jego stronę w obiektyw, od razu uderza w krzyk i ostrzega wszystkich kilkulatków wokół, to już łatwo o lekkie zdziwienie. Większość osób nas przepędzała, więc zdjęcia ludzi robiliśmy w pośpiechu albo z ukrycia.

P1870425

P1870406-horz

P1870373-horz

P1870538

P1870369

P1870573

P1870591-horz

P1870590

P1870515-horz

P1870638-horz

P1870507

Pastilla, czyli kurczak, cynamon, rodzynki i orzechy w jednym. Oryginalna powinna być z gołębia, ale 3x wyższa cena to jednak przesada. W ogóle, jakby tak przełożyć nasze polskie gołębie z dworców na placki z bakaliami to też byłaby przesada, prawda?

Przez chwilę podczas tego jednodniowego wypadu poczułam się autentycznie zadowolona, że jest fajnie. Ttak jak się spodziewałam, że będzie. Czułam jednak w kościach, że los szykuje nam kolejnego kopniaka i to już za niecałą dobę. Na moje nieszczęście się nie pomyliłam, ale więcej o ciągu dalszym Największego Pecha W Podróży w kolejnym wpisie. A do Szafszawanu jeźdźcie koniecznie jeśli będziecie na północy Maroka. To taka mała niebieska perełka, której warto dotknąć i zobaczyć samemu.

P1870665

P1870672

P1870667

P1870675

  • zachęciłaś mnie! widziałam te niebieskie uliczki na internecie, ale nie miałam pojęcia, że to właśnie chefchaouen (swoją drogą niezła nazwa, idzie sobie język połamać)

    a co do niechęci ludzi, kiedy widzą aparat – i tak szacun za te zdjęcia, ja bym na bank się tak tym zestresowała, że bym pewnie nie robiła żadnych. ciekawe tak w ogóle skąd ta niechęć. podejrzewam, że do turystów są już bardzo przyzwyczajeni, może aż tak bardzo, że ich to męczy? ciekawa jestem jak sama bym się na ich miejscu zachowywała, szczególnie biorąc pod uwagę, że nawet jak zdjęcie robi mi chłopak albo znajomi, to nie potrafię wystać/wysiedzieć spokojnie, tak mnie to peszy. :P (ale sama robić mogę, to dopiero paradoks)

    • Dlatego dużo łatwiej powiedzieć „szafszawan” ;-)

      Co do ludzi – ja się zaczęłam pod koniec już sama irytować, bo sporo osób wyglądało tak jak gdyby tylko czekali aż ktoś zrobi im zdjęcie, żeby potem móc go opieprzyć, serio. Była np. taka jedna starsza pani, wyszła z domu, zobaczyła wycelowany w jej stronę obiektyw, zatrzymała się wpół kroku i czekała. Byłam bliska machnięcia jej ręką wskazując żeby wróciła do domu i powiedzenia „Kobieto, weź już idź, my tu tylko ulicę chcemy sfocić” Bo chcieliśmy ;-)

      • Kiedyś gdzieś czytałam, że muzułmanie nie lubią zdjęć, bo utrwalanie wizerunku zarezerwowane jest tylko dla osób świętych. Specem od islamu nie jestem, więc mogę się mylić ;)

        • Masz racje, też o tym czytałem po powrocie.

  • Pamiętam te koty ganiające po niebieskich murkach u Marcina Mosaka, czy to ten blog miałaś na myśli?

  • Od razu stanęła mi przed oczami mała niebieska wioska, Juzcar – dużo gorsza wersja Chefchaouen. No ale, komu nie po drodze do Afryki, może się wybrać do Hiszpanii i tam podziwiać niebieskie domki (ale mniej i mega komercjalnie, bo to przecież wioska Smerfów…)
    Ja dla takich widoków bardzo chętnie wsiadłabym w samolot do Afryki! Niby nic niezwykłego w niebieskich ścianach, a jednak potrafią zrobić ogromne wrażenie :)

    • Haha, faktycznie mają tam smerfy wymalowane na domkach. Byliśmy w Maladze, ale nawet nie słyszałam żeby w okolicy było takie miejsce. A Chauen jest po prostu bardzo urocze i chyba dlatego tak przyciąga. Zresztą gdyby się zastanowić, to nic nie zwykłego nie ma w kamieniach, jeziorach, dziurach w ziemi, a ludzie jeżdżą i oglądają ;-)

  • pastilla! trochę taka kutia z kurczakiem. albo drożdzowka z kurczakiem. slodki pierog z kurczakiem. (tez nie jadlam z gołebiem; zresztą, nawet gdybym zaplacila za gołębia, to czy aby na pewno nie jadlabym z kurczakiem?).

    naprawdę, Wasze foty są coraz lepsze i bardzo je lubię. te z maroka uwielbiam i do nich wzdycham. pojechalabym do maroka jeszcze raz, choćby po to, żeby zobaczyć jakie zrobilabym teraz, po 3 latach od ostatniego razu. będzie film?

    a wlaśnie, widzę że w chefchaouen też jest więcej niz tylko medyna! duże to jest miasto? a ludzie ktorzy tam zostaja na dlużej, to nie wiem czy nie idą na trekking w górach rif – ale mogę sie mylić. mnie zmrozilo jak zobaczylam że ktoś kilka dni chce zostać w ait benhaddou…

    • Filmu nie będzie :) przez cały wyjazd byliśmy tak przygnębieni, że była to ostatnia rzecz na którą mieliśmy ochotę ;) Poza tym ciągle lało, Szafszawan to był wyjątek. Zauważyłam też taką zależność że jak nastawiamy się na film, że będzie, to zazwyczaj go nie ma, a jak w ogóle nie mamy pomysłu – wychodzi sam.

      • a wiecie, że teraz cos kręcilam na islandii? na pewno będę uderzać do piotrka z milionem pytań przy montażu :D

  • Przyjazne Życie

    Genialne zdjęcia. To miasto jest na mojej liście „must see”. Liczę, że odwiedzę je przy kolejnej wizycie w Maroko.

  • Od razu na początku przyznaję – nie wiem jak to się kurna stało, że umknęło mi info o tym wpisie. Ale wiem czemu! Byłam wtedy na zdjęciach w hucie i byłam totalnie nieprzytomna :< Ale już nadrabiam. A swoją drogą – ej, przypominajcie nawet i po 2-3 razy o wpisie na FB! Bo ja i tak mam zaznaczone żeby widzieć wszystkie powiadomienia, ale nawet wtedy czasem coś umyka uwadze :(

    Co do "Szałin" ja mam niesamowicie fantastyczne wspomnienia, co więcej – my tam spaliśmy aż 2 noce! :D Ale właściwie dlatego, że jednej przyjechaliśmy ok 23:00, a po drugiej wyjeżdżaliśmy przed świtem, więc właściwie jeden dzień spędziliśmy tam. Co do ludzi i ich fotografowania – tam faktycznie ludzie i dzieciaki byli na maksa niechętni, choć zdarzyło się i kilka takich co wręcz zaprosili do domu. Ale trafiłam w sumie na szczególny dzień i wszyscy w ogóle byli mega happy i w pogromie zadań związanych ze świętowaniem. Zauważyłam też, że w krajach muzułmańskich lepiej przyjmuje się kobiety fotografki niż facetów – więc jeśli Piotrek robił foty, to może to też jest powód że ludzie byli bardziej płochliwi. Ten sam problem miał mój znajomy Paweł, też robił zdjęcia, jego się bali, a mnie zapraszali ;)

    Taką pastille widziałam na żywo! Aczkolwiek nie jadłam bo wtedy bezmięsnie się zywiłam.

    Z tym haszyszem – ja się przyznaje że kupiłyśmy ze znajomą i potem kitrałyśmy się po parkach :D na blogu nie mogłam napisać, bo babcia czyta :D i muszę zachować resztki przyzwoitości. You know. Ale bardzo fajna! Serio serio, w sensie naprawdę było wesoło, jak dobrze się w karty grało i popijało koktajlem z owoców na tarasiku!

    Przeczytałam w komentarzach, że nie będzie filmu :( Ale się nie dziwię, ja też nigdy nie mam ochoty robić filmu jak czuję przygnębienie. Z resztą w ogóle ciężko mi się skupić zarówno na fotach jak i filmie :( Przydałaby się druga głowa i para rąk.

    • Zastanawiam się czy wrzucać te przypominajki już od paru dobrych miesięcy, ale nie byłam pewna, czy to nie będzie zbytnia nachalność. Wygląda jednak na to, że spełniają swoją funkcję, więc pewnie zaczniemy praktykować przypominajki od kolejnego wpisu.

      Pamiętam Twój wpis, czytałam go jeszcze przed wyjazdem i z pewnością dużo prawdy jest w tym, co piszesz. Jeśli/gdy tylko dorobimy się drugiego aparatu [pełnej], przejmę jeden ster i będę zapuszczać się tam, gdzie chłopcy są niemile widziani ;) W ogóle pod tym kątem zdecydowanie łatwiej jest dziewczynom, chyba w większości krajów na świecie. Wystarczy że facet pobiegnie za jakimś dzieckiem z aparatem i już myślą, że zbok ;)

      Ja żywię się czasami-mięsnie głównie na wyjazdach, tzn. za bardzo mnie kusi aby spróbować czegoś lokalnego, ale na co dzień to mam tak raz na jakiś czas, że przez kilka lat z rzędu potrafię jeść wyłącznie wege lub wegan. Ale nigdy nie nazwałam się wegetarianką, bo na wyjeździe wyszłabym na hipokrytkę :) Co nie zmienia faktu, że za mięsem nie przepadam i większość mięsnych rzeczy zjada Piotrek, a ja mam materiały na wpis ;)

      Kurczę, my mamy bardzo słabe doświadczenie z (hm, a może to była maryśka?) z ziołem. Dzień, w którym zjadłam magiczne ciastko, pod kątem samopoczucia był jednym z najgorszych w moim życiu :D

      Mamy jeszcze dużo materiału na jeden film w zapasie, ale idzie jak po grudzie. Mam jednak nadzieję, że gdy już ujrzy światło dzienne to wyjdzie bomba. No a ja czekam na Twoją bombę – teledysk!

  • Ciebie autorka bloga zainspirowała do podróży w to miejsce, mnie również. W moim przypadku to Ty jesteś tą osobą. :D

    O podróży do Maroka myślę od dawna i na pewno się tam wybiorę. Teraz wiem, że odwiedzę również tą malowniczą mieścinę.
    Przeczytałam również o wcześniejszych przygodach i cieszę się, że los się odmienił na czas pobytu w Chefchaouen. ;)
    Pozdrawiam i życzę fantastycznych podróży!

    • Sabina, toż to miód na moje serce <3
      Jestem pewna, że Maroko Ci się spodoba. Za pierwszym razem bardzo skradło mi serce i strasznie chcielibyśmy wrócić aby zwiedzić południe. My również pozdrawiamy, życzymy pięknych podróży i cieszymy się, że ktoś czyta naszego bloga. I to nie są nasze matki :-D