Europa Francja Podróże

Bonjour, Paryż. Akt IV

Co wspólnego mają ze sobą Kraina Czarów, którą pewnego razu odwiedziła niepokorna Alicja i ogromne blokowisko, w zakamarkach którego ukrywają się malutkie lokale serwujące zupę pho, bubble tea i potężne chińskie markety? Obydwa miejsca znajdują się w Paryżu i są na wyciągnięcie ręki śmiałków, którzy oprócz Wieży Eiffla i Katedry Notre-Dame chcą zobaczyć więcej.


Ostatni akt paryski to ostatni dzień w Paryżu. Biorąc pod uwagę godzinę lotu, nie planowaliśmy zbyt wielu atrakcji, czekało nas za to sporo jazdy metrem, aby dotrzeć na sam kraniec miasta.

Najpierw jednak – śniadanie! Prawdę mówiąc, skończyło się na ciastku, ale za to jak dobrym. Najlepszy sernik jaki jadłam do tej pory, a nieskromnie przyznam że mam w tej dziedzinie bogate doświadczenie. A wszystko to w urokliwym Le Pavillon des Canaux nad kanałem Bassin de la Vilette, który nieco dalej łączy się ze słynnym kanałem Saint-Martin i Sekwaną.

P1690703

Le Pavillon des Canaux.

W domku stylizowanym na Krainę Czarów ze swojskim, babcinym klimatem znajduje się restauracja i kawiarnia w jednym, sklep z kawą, a popołudniami i w weekendy odbywają się tu kreatywne warsztaty – wspólne gotowanie, nauka jogi, masażu, czasami można się tu równie dobrze załapać na tatuaż lub degustację francuskich win.

P1690696

Miejscem strategicznym, którego nie udało nam się zająć ze względu na nagrania w pokoju obok, jest malutka łazienka w której ze swoją kawą można zasiąść w… wannie. Każde pomieszczenie, zarówno parter jak i piętro, mają w sobie coś magicznego i szalenie przyjemnego. Nic tylko nakryć się grubym kocem i zamówić rozgrzewającą kawę z pianką.

P1690698-horz

Żeby dopełnić misję zobaczenia panoramy miasta z każdej niemal strony, a co ważne bez długich kolejek i za darmoszkę, znad kanału odbliśmy w kierunku Parc de Belleville, leżącego w 20. dzielnicy, niedaleko cmentarza Père-Lachaise.

P1690729

Parc de Belleville.

Park Belleville usytuowany jest na 108-metrowym wzgórzu od którego wziął swoją nazwę, a to czyni go najwyżej położonym parkiem w obrębie miasta. Oczywiście, z najlepszym widokiem na Paryż z górującą nad paryskimi dachami Wieżą Eiffla.

P1690725

P1690732-horz

P1690716

P1690735

P1690705

P1690707

P1700614

Po dłuższym spacerze szybciutko wsiadamy w metro i lecimy na stację Poissonniere. W jej pobliżu mieści się najlepsze lunchowe odkrycie tego wyjazdu – Ma Kitchen . Do niepozornego lokalu okupującego kilka metrów kwadratowych ciągnie się kolejka niczym za PRL-u. A w kolejce faceci w garniturach którzy uciekli z korporacji na swoją obowiązkową przerwę lunchową, zbuntowana młodzież, turyści, matki z dziećmi, same dzieci – jednym słowem: wszyscy. Lokal specjalizuje się w kuchni koreańskiej. Wielkość porcji, liczbę i rodzaj składników ustala się samemu, a po dokonaniu zamówienia lunch ląduje w schludnym pudełku z parą sztućców. Najciekawsze jest jednak to, że Ma Kitchen otwarte jest jedynie w tygodniu od 12.00 do 14.30, więc jeśli ktoś ma ochotę na porządne jedzenie, musi się spieszyć żeby zdążyć przed zamknięciem. Aż dziwne, że komukolwiek taki biznes się opłaca. Insider’s tip: jedzenie najlepiej trawi się na schodach przed kościołem leżącym na przeciwko głównej ulicy.

P1690755

Ma Kitchen, specjalność zakładu: kolorowy ryż, smażone tofu / kurczak w marynacie, kiełki i warzywka.

Z Paryżem można żegnać się sentymentalnie, machając jedwabną chustką w kierunku oddalającej się Wieży Eiffla, jednak my postanowiliśmy zrobić to brutalnie: szybko i bezboleśnie. Ponownie załadowaliśmy się w metro i wyjechaliśmy na sam koniec metropolii, wysiadając na stacji Porte de Choisy. 

P1690749

A wszystko po to, aby znaleźć się w Quartier Asiatique. Mała Azja to największe centrum mniejszości azjatyckiej w Europie, położone w zagłębiu siermiężnego blokowiska. Oprócz Chińczyków na ulicy można spotkać całe rodziny pochodzące z krajów Azji Południowo-Wschodniej: Wietnamu, Laosu i Kambodży.

P1690779

P1690778-horz

Chinatown na terenie 13. dzielnicy.

Klimat rodem jak z PRL-owskich blokowisk, których pozostałości cieszą straszą w całej Polsce po dziś dzień, okraszonych mnogością chińskich marketów, lokalnych knajpek, sklepów z pamiątkami i ciasteczkami z wróżbą. W jednym z takich sklepów kupiliśmy za 4 euro naszą najlepszą pamiątkę z Paryża – plastikowego maneki-neko, kota machającego lewą łapą, który ma za zadanie przyciągać do domu szczęście i dobrobyt. Za rok przekażę czy zdał egzamin, pewnie jeszcze musi się rozkręcić. Jedyne, czym mogę się podzielić, to fakt że przez pierwsze dwa tygodnie niesamowicie wnerwiał nie dając spać, bo plastikowa łapa przy każdym ruchu wydaje dźwięk podobny do ruchu wskazówek starego zegara. Ale jeśli taka jest cena szczęścia, jestem gotowa ją zapłacić.

P1690780

P1690770

P1690773-horz

P1690791-horz

P1690799

P1690783

P1690804

Na pożegnanie napiliśmy się jeszcze bubble tea z tapioką, przeczytaliśmy ogłoszenia parafialne przed kościołem i zawinęliśmy manatki do portu Paryż-Roissy-Charles de Gaulle. A jak człowiek już wychodzi to zawsze chce skorzystać z toalety „tak na wszelki wypadek”. Tak i my skorzystaliśmy z toalety w chińskim McDonald’s. Nie byłabym sobą gdybym czegoś w niej nie zostawiła, więc z toalety wyszłam bez komórki, orientując się dopiero 10 minut później po przekroczeniu bramek metra. W sekundę odczułam wyrzut adrenaliny, wybiegłam jak oparzona z metra i popędziłam w kierunku toalet, w głowie żegnając się z iPhonem*. W Maku nikt nie mówił i nie rozumiał po angielsku, co tylko spotęgowało mój strach. A dość powiedzieć, że z tego strachu byłam już obsrana. Na szczęście pan, który do toalety wszedł tuż po mnie, dopiero  z niej wychodził. Telefon natomiast leżał spokojnie w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam. Jezu, takich emocji na sam koniec nikomu nie życzę. Zwłaszcza ludziom, którzy nie znoszą gubić rzeczy.

I tak jak kiedyś wspominałam, był to już czwarty z moich wypadów do Paryża, ale dopiero teraz poczułam że zwiedziliśmy to miasto prawie-od-podszewki. Wiadomo, że jeszcze po wielu miejscach miejscach można by się błąkać, ale z Francji  tym razem wyjechaliśmy porządnie nasyceni. A w związku z tym, kończąc te paryskie tematy, w ostatnim wpisie zbiorę wszystkie praktyczne informacje z dotychczasowych podróży do i zamknę je w jeden z subiektywnych przewodników, bo od czasu Brazylii nic nowego się tam nie pojawiło. Wstyd!

*A telefon był służbowy… co by to było, szef urwałby mi głowę.

Zobacz także…

  • Le Pavillon des Canaux – kolejne miejsce które wędruje na moją listę do odwiedzenia w Paryżu THX to U ♡

    Akcja z IPHONE – nie zazdroszczę stresów i adrenaliny (w ogóle stwierdziłam, że jestem z tych co lubią te „spokojne” przygody) – ale dobrze że gejfon aka srajfon (choć ze względu na miejsce zgubienia ta nazwa bardziej pasuje)

    To chyba najlepsza paryska relacja (ogólnie seria) jaką czytałam i oglądałam – super że pokazaliście właśnie Paryż od tej „podszewki” ♡ super-hiper-lubie! I czekam na kolejne dzieje!

    • Paulina, otrzymujesz tytuł Najmilszej Blogerki Roku 2016! <3

  • chińskie blokowisko to ta rzecz, od której zacznę zwiedzanie paryża następnym razem! w zeszłym roku nie zdążyliśmy. fascynują mnie bloki zwłaszcza w innych krajach, lubię czytać skąd sie tam wzięly i co to za dzielnice, jaką mają opinię. i nigdy nie mogę przestać się dziwic, że bloki, najzwyklejsze na świecie bloki – dorastałam w takim i mieszkam w takim, to nie jest coś ‚normalnego’ na zachodzie.

    o, widze kawa była pita. my się w paryżu nie skusiliśmy ani razu na kawę, chyba ze mcdonaldzie. za droga ;(

    • To piąteczka, ja też jestem Karolina from the block i tak przywykłam do mieszkania w… mieszkaniu, że pewnie ciężko byłoby mi się przestawić gdybym nagle na dłużej miała znaleźć się w domu. Pamiętam, że nie udało Wam się odwiedzić tego Chinatown, więc chciałam zobaczyć czy warto. Oczywiście sporo adresów wzięłam od Ciebie/Uli i absolutnie wszystkie doskonałe.

      A kawa, z tego co pamiętam, nie była beznadziejnie droga. Na pewno nie droższa niż mała kawa w polskiej sieciówce.