Europa Francja Podróże

Paryżewo. Akt II

Miejsce akcji: Paryż. Czas akcji: lipiec, pogoda: fatalna. Czasami, uciekając pod najbliższy dach przed kolejną falą deszczu i ślizgając się po mokrych kamieniach na cmentarzu Pere-Lachaise, myślałam że to już listopad. Deszczowy dzień w mieście da się jednak przetrwać, wystarczy zrobić tour po obiektach sakralnych, z przerwą na dobrą książkę i mecz Francji z Islandią.


Zawsze powtarzam, że nie można rozpocząć dnia bez solidnego śniadania. Dzień bez śniadania się nie liczy, tym bardziej w Paryżu, więc przyszedł czas na przyjęcie kolejnej porcji glutenu w najlepszym wydaniu – Maison Landemaine Beaumarchais. Maślaną bułkę z kawałkami czekolady zdetronizowała kakaowa bułka z jeszcze większymi kawałkami czekolady i wiśniową konfiturą w środku. Nie rozumiem jak można nie zachwycać się jedzeniem, przecież to jedna z najpiękniejszych czynności w życiu.

P1690084

Dogryzając czekoladową bułę, dotarliśmy na sam koniec kolejki wiodącej do katedry Notre-Dame. Przez przypadek trafiliśmy też na niedzielną mszę (kto by pomyślał, że w niedziele w kościołach odbywają się msze?), więc wrażenie, które zrobiła na nas katedra, wypada zdublować za sprawą uroczystej atmosfery. Wyobraźcie sobie miejsce, które budowane jest przez 180 lat – nie ma innej opcji, to musi obudzić w człowieku jakąkolwiek, nawet najwątlejszą, emocję. Katedra jest przepiękna, na zewnątrz i od środka. I mało komu przyszłoby na myśl, że w XII w. stał tam tylko mały i brzydki barak, który można podejrzeć na szkicach koncepcyjnych wewnątrz budynku.

P1690096-horz

Katedra Notre-Dame.

P1690101-horz

P1690112

P1690088

Vis a vis Notre-Dame mieści się kolejna perełka – anglojęzyczna księgarnia Shakespeare and Company, założona w 1951 roku przez Amerykanina George’a Whitmana. Obecnie księgarnię prowadzi jego jedyna córka – Sylvia, która w 2006 roku jako 25-latka odziedziczyła ją po swoim 92-letnim ojca. Mamy jeszcze sporo do nadrobienia w temacie księgarń, ale w tym momencie jestem pewna, że to najbardziej klimatyczne miejsce z książkami, jakie dane nam było do tej pory oglądać. Parter księgarni zajmuje kawiarnia i powieści literatury współczesnej, a pierwsze piętro – czytelnia z wiekowymi księgami, wnęka w której odwiedzający przyklejają kartki z wyznaniami miłości, opisami snów czy wierszami oraz dział książek dla dzieci. Do Shakespeare and Co wracaliśmy trzy razy. Nie mogłam sobie odpuścić i nie żałuję, bo kupiliśmy tam najpiękniejsze, podwójne wydanie „Alicji w Krainie Czarów”, jednej z moich ulubionych książek.

P1690138

P1690146

P1690150

P1690129

Kolejna po drodze była Sainte-Chapelle, dwukondygnacyjna kaplica ukryta za murami dawnego królewskiego kompleksu. Najpopularniejsza część budowli standardowo znajduje się na górze. To właśnie tam znajdują się poprzetykane kolumnami ogromne witrażowe okna, dające efekt barwnych, przeszklonych ścian. Mniej więcej taki, gdyby poniższe zdjęcia nie wystarczyły. 8 euro za wstęp trochę boli, ale skoro nie wspinaliśmy się na wieżę Notre-Dame, możemy przynajmniej odfajkować wizytę w jednej z najpiękniejszych kaplic na świecie.

P1690171

P1690165

 

Po krótkim odpoczynku na Place des Vosges, na którym zaliczyłam swoje najlepsze podanie piłki nożnej w życiu (idealny kąt strzału, idealne wszystko), wywędrowaliśmy na największy paryski cmentarz, Pere-Lachaise.

P1690236

Place des Vosges.

P1690237

P1690216

P1690188

P1690189

P1690192

P1690202

Nie przepadam za cmentarzami, ale gdybym miała wskazać dwie pory w których lubię się po nich włóczyć najbardziej, byłby to dzień Wszystkich Świętych lub jeden z tych chłodnych, jesiennych wieczorów. W Paryżu akurat padało, więc wypisz wymaluj, idealna aura na wędrowanie między grobami Fryderyka Chopina, Moliera i Jima Morrisona. Sław na Pere-Lachaise jest o wiele więcej, nie sposób obejść je wszystkie, chyba że ma się ochotę spędzić na cmentarzu cały dzień. Nie zalecam takiego spaceru na poprawę humoru, co nie zmienia faktu, że niektóre z opuszczonych krypt przyciągają swoim magnetyzującym pięknem. W Indywidualnym Rankingu Europejskich Cmentarzy Pere-Lachaise otrzymuje od nas zdecydowanie wyższe noty niż wileński cmentarz na Rossie.

P1690253

P1690254-horz

P1690259-horz

P1690264

P1690272-horz

Ostatnim sakralnym przystankiem był kościół Eglise du Saint-Esprit. Myślałam, że już nigdy do niego nie dojdziemy. Spacer spod cmentarza zajął około 30 minut, ale w siąpiącym deszczu czas zdaje się płynąć dwa razy wolniej. Gdy już ulokowałam zadek na jednym z drewnianych krzeseł, nie miałam ochoty się ruszać i tępo obserwowałam panią sprzątającą surowe, betonowe wnętrze przed wieczorną mszą. Nie jest to typowy, europejski kościół, piękny jak z obrazka, ale kto choć raz był w Stambule – ten na pewno zrozumie.

P1690284

P1690282-horz

Ten wieczór należał jednak do Islandii i jej być-albo-nie-być w meczu z Francją. Możecie sobie wyobrazić co się działo na paryskich ulicach i w podziemiach metra. Słowa klucze: wiking, Islandczycy, klaskanie w dłonie i bojowy okrzyk ‚huh’. Atmosfera była mocno imprezowa, a ja miałam ochotę biegać za każdym wikingiem z osobna, klaskać w dłonie i krzyczeć mu do ucha. I mimo że ostatecznie Islandia przegrała z Francją 5-2, wszyscy bawili się z klasą.

P1690318-horz

P1690320

P1690120

P1690313

Wiking detected!

P1690336

P1690345

To co teraz? ‚Huh!’ i do następnego wpisu z Paryżewa. Od tego momentu robi się coraz ciekawiej!