Chorwacja Europa Fotografia Podróże

Split + Wodospady Krka

Split, drugie co do wielkości miasto w Chorwacji i port, którego głównym towarem przeładunkowym zdają się być bogaci turyści ze Stanów i Korei Południowej. W głównej mierze posłużył nam jako pitstop na drodze do Parku Narodowego Krka i na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym, czego nie można byłoby znaleźć w innych tego typu nadmorskich miejscowościach z upstrzoną palmami promenadą. Okazuje się jednak, że nawet na najnudniejsze miasto można znaleźć sposób. Na przykład w postaci noclegu w samym sercu IV-wiecznego rzymskiego pałacu.


Jak dostać się do Splitu? Bardzo prosto. Miasto jest nadzwyczaj dobrze skomunikowane z pozostałymi miejscowościami w Chorwacji (połączenia autokarowe) i wyspami (promy). Przejazd porannym autobusem z Dubrownika do Splitu zajął nam ok. 5 godzin, a z dworca autobusowego w Splicie jest już rzut beretem do jego największej atrakcji, Pałacu Dioklecjana i okalającej go promenady.

P1670226

Wspomniany Pałac Dioklecjana to największa – i jak zgodnie stwierdziliśmy po powrocie – jedyna atrakcja Splitu. Ruiny murów i ścian pałacu zbudowanego na przełomie III/IV wieku z biegiem lat wtopiły się we współczesną zabudowę, stając się integralną częścią turystycznej miejscowości. Dawne korytarze prowadzące przez pałacowe komnaty to dzisiejsze uliczki, na co dzień przedeptywane przez tysiące stóp w adidasach, japonkach i sandałach.

P1670264

Starożytność to, tuż obok wielkich odkryć geograficznych XV i XVI wieku, jedna z moich ulubionych epok w historii. Próby wyobrażenia sobie ogromu pałacu kończyły się kompletnym fiaskiem, ale sama świadomość, że ponad 1700 lat temu znajdowała się tam taka piękna, potężna cesarka rezydencja, ostro ryje banię. Dosłownie, to najlepsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, zwłaszcza że powierzchnia pałacu wynosiła swego czasu niemal 39 tysięcy km2. A podobne uczucie mieliśmy ostatnio dwa lata temu, spacerując wśród rzymskich ruin w… Rzymie. I pomyśleć, że to „tylko” letnia rezydencja, która oprócz komnat mieszkalnych i reprezentacyjnych pomieszczeń dla gości, miała pomieścić liczne zastępy cesarskiego wojska.

Najlepiej zachowany fragment pałacu stanowi Perystyl – centralny dziedziniec, na którym krzyżowały się dwie główne ulice. W sezonie na placyku każdego wieczoru odbywają się koncerty na żywo, organizowane przez kawiarnię Lvxor. Kolorowe poduszki na schodach dziedzińca należą właśnie do niej – całkiem zmyślny pomysł na biznes. Vis a vis placu, kierując się schodami w dół, dociera się do dolnych komnat. Pod ziemią unosi się specyficzny piwniczny zapaszek, a pomiędzy kamiennymi łukami kryją się sprzedawcy pamiątek, biżuterii i rękodzieła.

P1670392-horz

Po lewej: Narodni trg – ex-gospodarcze centrum miasta, po prawej: egipski sfinks z XV w., jedna z zachowanych ozdób Perystylu.

P1670394

Idąc z kolei po schodach w górę, przechodzi się przez westybul, w którym kręcono sceny bitwy w „Grze o tron”, a skręcając tuż za westybulem w prawo, dotarlibyście do miejsca, w którym wynajmowaliśmy mieszkanie. Noclegowi w ruinach starożytnego pałacu daję 10 punktów na 10 dostępnych! Miły chłodek kamiennych ścian jest nie do przecenienia, gdy temperatura na zewnątrz wzrasta do ponad 30 stopni Celsjusza. Poza tym, pierwszy raz w życiu mieliśmy tak blisko do wszystkich atrakcji, że w każdym momencie dnia mogliśmy wrócić do mieszkania, odsapnąć i znowu ruszyć w trasę. Zainteresowanym podam namiary!

P1670406

P1670219

P1670401-horz

P1670215

Każdy ma swojego Św. Mikołaja.

P1670263

P1670218

Ciekawe, kto pierwszy skojarzy to miejsce z „Grą o tron”? W piwnicach Pałacu Dioklecjana więziono ogniste pupile Daenerys Targaryen.

Następnego dnia z samego rana zapakowaliśmy się w autokar, tankując uprzednio kanapki w piekarni zlokalizowanej obok dworca autobusowego. Po dubrownickiej drożyźnie, każda kanapka w normalnej cenie cieszyła jak odnalezienie ukrytego skarbu. Cel: Skradin i Park Narodowy Krka, oddalony od Splitu o ok. 90 km.

Cennik wstępu do parku prezentuje się następująco. Już na pierwszy rzut oka widać, że najmniej opłaca się podróżować po Chorwacji w szczycie sezonu turystycznego, przypadającego na lipiec i sierpień. My załapaliśmy się na stawkę niższą o 40 HRK od tej wakacyjnej. Autokar ze Splitu zatrzymuje się niedaleko przeszklonego budynku, w którym można zaopatrzyć się w bilet na prom wiodący do Parku Narodowego Krka. Prom odpływa co godzinę i nie sposób go przeoczyć, wystarczy pomaszerować za pierwszą lepszą zorganizowaną wycieczką.

P1670273

P1670266

Sam park jest w rzeczywistości o wiele większy niż myślałam, a wodospady stanowią tylko niewielką część całego kompleksu. W zależności od tego, z której miejscowości startujemy, można zwiedzać wspomniane wodospady, wyspy na rzece Krka lub wybrać się na obserwację dzikiej, nadrzecznej fauny i flory.

P1670285

P1670291

P1670299

Na przejście trasy oplatającej wszystkie najważniejsze punkty na mapie wodospadów wystarczą 3 godziny, wliczając w to zapas czasu na siku, przerwę, jedzenie, rozstawianie i składanie statywu + zdjęcia. Wstyd się przyznać, ale po raz pierwszy doświadczyłam uczucia bycia rozpieszczoną przez wcześniejsze podróże. Odkąd w zeszłym roku odwiedziliśmy Brazylię i Wodospady Iguazu, żaden wodospad nie zrobi już na mnie dużego wrażenia. No, chyba że będziemy na Islandii, ale to miejsce nie z tego świata, więc nawet nie wliczam w punktację.

P1670316

P1670333

Skradinski Buk. Mówią, że najpiękniejszy wodospad na rzece Krka.

P1670340

Spacer krętym drewnianym pomostem, wijącym się wśród dużych, małych i tych całkiem mikro wodospadów, przy akompaniamencie kumkających żab, to definicja czystego relaksu. Relaksu na tyle relaksującego, że po kilku godzinach wędrowania wte i we wte, myśli coraz częściej wybiegają w kierunku powrotnego promu.

P1670334

P1670343

P1670347

P1670349

P1670381

Powrót okazał się być o wiele trudniejszy niż przypuszczaliśmy, bo spóźniliśmy się (rzekomo) na autokar do Splitu, a kolejny odjeżdżał za 3 godziny. Trzy godziny w miejscowości w której nic się nie dzieje, a jedyną atrakcją jest drewniany plac zabaw? Hell yeah.

P1670234

Przy trzeciej godzinie obydwoje odchodziliśmy już od zmysłów, bawiąc się z chowającymi się w drzewie kotkami, bujając na oponach i siedząc na ławce jak stare dziady. Co najlepsze, po 3 godzinach autokar i tak nie przyjechał, ale w międzyczasie zdążyła się już zebrać spora grupka osób wypatrująca tego samego celu.

P1670391

Nagle, po kilku minutach wspólnego zawodzenia i rozpaczy na myśl, że utknęliśmy w tej dziurze na zawsze, znikąd pojawił się pan na rowerze pytający czy czekamy na autokar do Splitu, a pięć minut później prywatny bus z kartką z szybko nabazgranym na kolanie słowem „SPLIT”, przylegającą do przedniej szyby. Przypadek? NIE SĄDZĘ.

Autokar wciąż nie nadjeżdżał, a minuty dłużyły się niemiłosiernie. W końcu postanowiliśmy skrzyknąć się z pozostałymi czekającymi, przepłacić za przejazd, ale przynajmniej wrócić na 22.00 do Splitu. Jak się później dowiedzieliśmy, niedzielne autobusy mają to do siebie, że mimo sztywno ustalonego czasu odjazdów nie zawsze pojawiają się na miejscu i my na ten szczęśliwy moment trafiliśmy.

W nagrodę za poniesione męki nagrodziliśmy się lokalnym piwem spożytym na brzegu promenady z widokiem na rozświetloną starówkę miasta. Dodam, że całkiem legalnie. Ba, wśród imprezowiczów chodził też pan, który na bieżąco zbierał i wyrzucał opróżnione butelki. Pełna kultura.

Do pełni szczęścia zabrakło tylko lodów z LUKA ice cream&cakes, którą całkiem przypadkiem znalazłam na Instagramie. Słowo daję, najlepsze ciasta i lody włoskie (prawdziwe lody włoskie, ma się rozumieć) w całej Chorwacji. Jeśli po lody, to tylko do Splitu. A skoro już przy kulinariach jesteśmy, na burgera i mrożoną kawę z czystym sumieniem mogę zaprosić do Toto’s Burger Bar, zlokalizowanego tuż przy promenadzie. Krewetkowy daje radę. I też znaleziony przypadkowo!

P1670246

Promenada w Splicie wieczorową porą.

P1670247-horz

Po prawej: katedra Św. Dujama, będąca jednocześnie najstarszą datowaną katedrą na świecie.

P1670418

Darmowa lekcja masażu przy restauracji, której nazwy nie pamiętam, ale pamiętam że było dużo, dobrze i tanio.

P1670426

Następnego dnia spakowaliśmy manatki i ruszyliśmy w drogę powrotną do Zagrzebia, kończąc tym samym naszą małą, chorwacką przygodę.

Podsumowując, dwa dni w Splicie to dużo czy mało? Stanowczo za dużo, jeden dzień w zupełności wystarczy.

Najładniejsze miasto? Dubrownik, bez dwóch zdań!

Chorwacja – warto? Warto, ale lepiej dokładnie przemyśleć trasę, a dodatkowy dzień w Splicie zamienić na polecany Trogir.