Europa Podróże

Gra o Dubrownik

Najpierw Zagrzeb, potem rozgrzeb. Żartuję, po Zagrzebiu był Dubrownik, ale koncepcyjnie nie pasowało ujęcie obydwu miast w tytule. Zwłaszcza, że na każdym kroku w Dubrowniku czuje się atmosferę „Gry o tron”. Ba, nie tylko czuje, ale słyszy się i widzi. Zanim jednak porwą nas serialowe emocje, zacznijmy od samego początku czerwcowej podróży do Chorwacji.


Byliście kiedyś w Chorwacji? Istnieje duża szansa, że większość z Was odpowie twierdząco. W końcu jeszcze kilka – kilkanaście lat temu na Chorwację był prawdziwy boom. Co druga koleżanka i co drugi kolega ze szkoły jeździli na wakacje z rodzicami do Chorwacji. Oczywiście samochodem, często z połową rodziny. A później wracali opaleni, zadowoleni i rozpalali wyobraźnię dzieciaków, których największą wakacyjną atrakcją była zabawa na podwórku i odwiedziny u babci (pozdrawiam!).

Wreszcie i nam udało się złapać dobrą promocję LOT-u i odwiedzić kraj, który przed laty odwiedziła co najmniej 1/3 Polski. W Chorwacji byliśmy 5 dni, a trasa prezentowała się następująco: Zagrzeb – Dubrownik – Split – Wodospady Krka – Zagrzeb. Podróż optymalna, ale z perspektywy czasu żałujemy, że jednego dnia w Splicie nie poświęciliśmy na rzecz Trogiru.

Pierwsze wrażenia z Zagrzebia? Upał i dużo posępnych budynków. Na szczęście wystarczyło oddalić się od stacji autobusowej i dojść do placu  bana Josipa Jelačicia, centralnego punktu miasta, aby sytuacja zmieniła się diametralnie. Nie jest to może najpiękniejsze i najbardziej urokliwe miasto w jakim byliśmy, ale na próżno szukać południowego słońca i morskiej bryzy w chorwackiej metropolii. W Zagrzebiu spędziliśmy niemal cały dzień, więc przedreptaliśmy miasto na tyle, na ile pozwoliły nogi i wyładowane plecaki.

P1660823

Plac bana Josipa Jelačicia, centralny punkt Zagrzebia.

P1660843

P1660829

P1660796

P1660797
P1660789-horz

P1660839

P1660784-horz

Miasto, podobnie jak włoskie Bergamo, dzieli się na dwie części: dolną i górną. W Zagrzebiu dolnym przeważa część mieszkalno-biznesowa, sklepy, restauracje i sieciówki, w górnym – średniowieczna zabudowa i obiekty sakralne. Kierując się na Wieżę Lotrščak dojdziemy do jednej z najkrótszych kolejek linowo-terenowych w Europie. Oczywiście gdy my przyjeżdżamy dokądkolwiek, żadna miejska kolejka nie działa. W Bergamo przechodziła renowację, a w Zagrzebiu – sprzątanko. Nawet jeśli nie uda Wam się nią przejechać, niewiele tracicie, po podróż na górę trwa nie więcej niż… 5 sekund? Tę samą trasę można pokonać schodami i stanąć u stóp wspomnianej wieży. Przez chwilę chciałam do niej wejść, ale doszłam do wniosku że 2€ piechotą nie chodzi, a widok ze szczytu jest niewiele lepszy od widoku, który mieliśmy przed sobą. W górnym Zagrzebiu najbardziej interesujące są przede wszystkim trzy punkty: romańsko-gotycki Kościół Św. Marka z najładniejszymi dachówkami, jakie widziałam, Kamienna Brama – fragment murów obronnych z cudownym obrazem Matki Boskiej (nie żebyśmy wierzyli w cuda, ale niektórzy wierzą w to, że obraz przetrwał olbrzymi pożar) i Dolac market, lokalny targ żywności na którym można zaopatrzyć się w świeże produkty – no wiecie, gdybyście chcieli przywieźć do domu chorwacki ser czy miód, który rozleje się Wam w walizce. Przy okazji przepraszamy, że żadnego z opisywanych wyżej miejsc nie ma na zdjęciach. Tak wyszło. Jeśli miałabym szukać argumentów potwierdzających tezę, że nasz blog różni się od innych, jednym z nich byłby  brak zdjęć miejsc opisywanych w poście.

P1660822

Z lokalnych ciekawostek: Zagrzeb ma swój własny system słoneczny, stworzony przez miejskich artystów i rozmieszczony w centralnej części miasta. Najważniejszy punkt układu – Słońce znajdujące się na ul. Bogoviceva i  jest najstarszą ze wszystkich planet, bo powstało w 1971 roku. W kolejnych latach kreatywni ludzie doszli do wniosku, że fajnie byłoby rozmieścić pozostałe planety w skali odpowiadającej prawdziwym odległościom planet od Słońca. Miałam ambitny plan żeby znaleźć wszystkie, ale zapał skończył nam się po odnalezieniu pierwszej planety, maleńkiego Plutona, który w rzeczywistości nie jest planetą, odkąd w 2006 roku ten zaszczytny tytuł odebrała mu Międzynarodowa Unia Astronomiczna. Może czas na małą aktualizację miejskiej przestrzeni? Handlujcie z tym, zagrzebiańskie władze.

P1660817

Słońce, jedna z rzeźb Układu Solarnego Zagrzebia.

Wart odwiedzenia jest też Oktogon, krótki pasaż mieszczący różnej maści sklepy, zwieńczony elegancką szklaną kopułą i Medika, zalegalizowany squat mieszczący się na ul. Pierottijeva 11, przypominający klimatem warszawską Nową Jerozolimę: trochę dziwnie, trochę fajnie, trochę straszno, bo w każdej chwili zaa rogu może wyjść wkurzony punk i spuścić łomot bez szczególnego powodu. Przy okazji w Medice można napić się kawy, piwa albo obejrzeć film podczas jednego z licznych festiwali.

P1660838

Medika.

A jeśli w oczy zajrzy Wam głód pragnienie, mogę z czystym sumieniem polecić klimatyczną kawiarnię Velvet łączącą cechy galerii i butiku wnętrzarskiego albo kawiarnię w Kinie Europa. Co prawda w tej drugiej jest drożej, ale sama atmosfera kultowego kina z początku XX wieku robi swoje, co zresztą widać po przelewającym się przez cały dzień tłumie klientów.

Do kilku punktów – ze względu na duże odległości – dotrzeć nam się nie udało, ale jeśli nie macie wiele czasu na zwiedzanie Zagrzebia, najlepsze rozwiązania będą tymi najprostszymi – nie spieszyć się i dać sobie czas na spokojne wałęsanie się po mieście. Jest gdzie dreptać, więc na nocny autobus do Dubrownika i tak zdążycie.

Po 8-9-10 (każdy ma na ten temat swoją wersję) – godzinnej podróży z przerwą na nocne siusiu w Samym Środku Niczego i kilkoma kontrolami paszportów podczas przekraczania słoweńskich granic, obudziliśmy się w Dubrowniku, rzeczonej Perle Adriatyku. Generalnie staram się podchodzić z dużym dystansem do tego typu miejskich porzekadeł, ale fakt faktem Dubrownik zauroczył nas najbardziej.

Zanim jednak zauroczył nas na dobre, trafiliśmy na coś, co nieomal zmiotło nas z nóg. Słyszałam, że po premierze „Gry o tron” liczba turystów w Dubrowniku wzrosła diametralnie, ale naprawdę żadne z nas nie spodziewało się kilkunastu metrowej kolejki na starówkę. A gdy już udało nam się przekroczyć bramę, kolejny szok: deptak i okoliczne budynki zalane tysiącem wycieczek z Korei i kilkoma dziesiątkami grup Amerykanów wędrujących szlakiem serialu HBO. No dobra, może liczby trochę zawyżyłam, ale takich tłumów to ja nie widziałam od czasu wizyty w São Paulo. Na szczęście, drogą dedukcji i obserwacji godnej Sherlocka Holmesa zorientowaliśmy się, że wszystkie wycieczki przypływają na swoich drogich stateczkach do Dubrownika tylko na pół dnia, więc już od godzin popołudniowych miasto może być Wasze.

Żeby trochę zgubić tłumy, uciekliśmy na mury obronne. Nie jest to najtańsza ucieczka, bo kosztuje 120 HR na łebka. Z drugiej strony, być w Dubrowniku i nie zobaczyć Dubrownika w pełnej krasie? Wstyd. W ogóle to strasznie głupi ten pomysł, żeby pobierać ciężkie pieniądze za coś, co w 99% innych miejsc jest całkowicie darmowe. Ale, ale! Na murze też kręcili „Grę o tron”, więc hajs się musi zgadzać.

P1660856

P1660854-horz

P1660857-horz

Po prawej: Fort Lovrijenac w rzeczywistości vs. fort w „Grze o tron”.

P1660876

Punkt widokowy vs. mur z serialu.

P1660898

Panorama Dubrownika w rzeczywistości vs. panorama King’s Landing w „Grze o tron”.

P1660903

P1660872

P1660875

P1660910

P1660908-horz

P1660866

Swoją drogą, ceny na starówce w Dubrowniku to temat, który powinna wziąć pod lupę Komisja Pieniądza (wiem, że nie ma takiej instytucji, ale właśnie ją wymyśliłam). W żadnym innym miejscu w Europie, a jak wiadomo, Europa jest stosunkowo droga, nie spotkaliśmy się z cenami śniadań rozpoczynającymi się od 40 zł i cenami obiadów od 70 – 100 zł wzwyż. Śniadania za 40 zł to takie z gatunku suchy omlet i kawałek bułki – taaak, życie to jest taniec. Gdzie więc jeść żeby nie spłukać się z budżetu już podczas pierwszego dnia? Na pomoc przybywają bary z kanapkami i fast-foodem poza obrębem starówki i małe sklepy spożywcze, w których od biedy (nomen omen) można zapchać się suchą bułą albo musli z jogurtem. Coby jednak napisać coś pozytywnego o chorwackiej gastronomii – mają tam bardzo dobre piwo Ožujsko. I pisze to osoba, która z piw pije tylko Coronę, a na wszystkie inne pluje z daleka.

600 metrów od murów obronnych Dubrownika leży sobie niezamieszkany rezerwat przyrody – wyspa Lokrum. Kurs w dwie strony z dubrownickiego portu kosztuje 100 HR, ale czego innego mielibyśmy się spodziewać. I wiecie co? Tam też kręcili „Grę o tron”!

P1660927

Dubrownicki port – bardzo fajne miejsce na relaks!

P1660923

Na wyspie można zwiedzić pozostałości klasztoru, poskakać po skalistym brzegu albo odwiedzić ogród botaniczny i małe słone jezioro,  szumnie zwane Morzem Martwym. Nierzadko na ludzi taplających się w jeziorku wydzierają się okoliczne pawie. Nie wiem czy to wrodzona agresja, czy mają już po prostu po dziurki w dziobie wszystkich wesołych turystów.

P1660940

P1660939

P1660969

P1660938

Morze Martwe na wyspie Lokrum.

P1660934

P1660953-horz

Prawo: droga na Fort Royal, lewo: Karolina prezentuje kolejną lokację z „Gry o tron”. Beng!

P1660981

„Hm. I tutaj była ta Daenerys Targaryen, Pierwsza Tego Imienia, Zrodzona W Burzy, Niespalona, Matka Smoków i khaleesi Dothraków? Serio?!”

Najładniejszym miejscem na Lokrum jest jednak Fort Royal, położony w najwyższym punkcie wyspy. Trzeba się trochę powspinać, ale widok na wyspę i otoczony murem Dubrownik wynagradzają cały wylany po drodze pot.

P1660955

Fani „Gry o tron” też nie wyjadą zawiedzeni, bo niedaleko kompleksu gastro, składającego się z jednej restauracji i kawiarni znajduje się wejście do budynku, w którym można obejrzeć filmy zza kulis pracy nad serialem, zobaczyć na mapie w których punktach w Chorwacji i w którym sezonie kręcili konkretne sceny, zapoznać się z historią wszystkich rodów i – creme de la creme – zasiąść na Żelaznym Tronie.

P1660950-horz

Które z nas ma zadatki na władcę Siedmiu Królestw, hę?

Prom z Lokrum odpływa co godzinę i nie ma szans, żeby ktokolwiek został na noc na wyspie, bo strażnicy zamykają ją na cztery spusty. Po kilkugodzinnym spacerze i zaliczeniu wszystkich punktów na mapie pomysły na zabawę szybko się wyczerpują, więc nawet nie wiem, czy ktokolwiek chciałby z własnej woli spędzić tu więcej niż połowę dnia.

P1660982

Poza tym popołudniowo-wieczorny Dubrownik jest naprawdę przyjemny. Niższa temperatura, mniej ludzi na ulicach – czego więcej do szczęścia potrzeba?

P1660911

P1660851

P1660855

P1660986-horz

Wyjątkowo znam odpowiedź na to pytanie: do szczęścia przyda się jeszcze degustacja chorwackich win w D’vino. Stanowczo jedno z najmilszych wspomnień z wyjazdu. Może to kwestia dobrego wina, atmosfery w lokalu albo szumu w głowie, ale ze wszystkich miejsc na starówce to jako jedno z niewielu nie zabija ceną, a cena rzeczywiście równa jest jakości.

Czas kończyć, bo liczba znaków już dawno przekroczyła limit, po którym 80% z Was przestanie czytać tekst. A w kolejnym odcinku chorwackiego serialu zapraszamy na: jeszcze więcej Dubrownika, „Gry o tron”, o której chyba jeszcze nie wspominałam i pierwsze w życiu kajakowanie.

P1670020