Europa Podróże

Barcelona kulturalna

Od ostatniego wpisu na blogu minęło sporo czasu, co nie oznacza, że przez cały ten okres opalaliśmy się na balkonie i opijaliśmy nasz sukces początek lata. Dla niewtajemniczonych – wzięliśmy udział i złożyliśmy film z Festiwalu Kolorów, całkiem przypadkowo odwiedziliśmy lokacje z Gry o Tron i Gwiezdnych Wojen (wbrew pozorom, to wciąż temat podróżniczy – szczegóły niebawem!), a Piotrek poszedł do lasu żeby zebrać materiał (i kleszcze) do kolejnego filmu. Tyle z prywaty, czas na krótką chwilę wrócić jeszcze do Katalonii i zaprezentować Barcelonę z perspektywy najbrzydszego dnia majówki.


Poranek obowiązkowo rozpoczęliśmy od hipsterskiego (sorry, taki mamy klimat) śniadania w Federal Cafe. Niestety miejsce okazało się zbyt hipsterskie nawet jak na nas, bo kelnerzy zignorowali nasze pytanie o wolny stolik i kazali czekać przy wejściu, aż zwolni się miejsce po kimś innym. Było warto? Zdecydowanie nie – sami zobaczcie. Mimo, że jedzenie jest przyzwoite, z lokalu wyszliśmy ostatecznie z lekkim żołądkiem i z równie lekkim portfelem.

W pierwotnych założeniach ww. śniadanie miało odbyć się dopiero po wizycie w Muzeum Picassa, do którego wstęp w każdą pierwszą niedzielę miesiąca jest darmowy – i to od samego rana! Strasznie się ucieszyliśmy, że dotarliśmy tam jako pierwsi, ale po 15 minutach czekania, podczas których nie wydarzyło się zupełnie nic, towarzysząca nam Marysia zorientowała się, że 1 maja to dzień wolny od pracy nie tylko w Polsce, ale i w Hiszpanii. BADUM TSS. Co my byśmy bez Ciebie zrobili, Marysiu? Pewnie dalej czekalibyśmy pod tym muzeum.

Po ostatniej wizycie w Muzeum Van Gogha w Amsterdamie ciążyła nam na sercu jakaś taka nieokreślona tęsknota za porządną dawką kultury. Jak już coś (chęć ukulturalnienia się) wyrosło nam na tej jałowej ziemi, chcieliśmy to dalej podlewać, żeby za szybko nie zwiędło. Zaryzykowaliśmy więc i  budżet postawiliśmy na odwiedziny w MACBA. Dzień był chłodny, a niebo zachmurzone = idealne warunki na muzea.

Prawdę powiedziawszy napisawszy, mocno obawiałam się kolejnego spotkania ze sztuką współczesną. Byłam w kilku podobnych miejscach i zawsze wychodziłam z nich ze stanem, który da się określić tylko jednym słowem: mindfuck. Tym razem nie było inaczej. Za 10 euro zobaczyliśmy prace pani, która lubi pokazywać się nago, wystawę zatytułowaną „Biali turyści w Afryce”, łóżko z wywalonymi bebechami przytwierdzone do ściany w korytarzu, kukiełkę wielbłąda opowiadającą historie z Bliskiego Wschodu, symulację bijącego serca zamkniętego w akwarium, kobietę mieszkającą w trumnie i deskorolki wykonane z bekonu. Zanim skończyliśmy zwiedzanie, żadne z nas nie pamiętało jak się nazywa.

P1650808

MACBA – Muzeum Sztuki Współczesnej

P1650769

P1650774

P1650776-horz

P1650782-horz

P1650728

P1650730

[tu znajduje się pole do Twojej własnej interpretacji dzieła… sztuki?]

P1650734-horz

P1650795

Późnym wieczorem zawróciliśmy na kolację w okolice Barri Gòtic, do najfajniejszego lokalu z kanapkami na świecie. A przynajmniej jednego z nafajniejszych, bo w żadnym innym miejscu nie jedliśmy tak dużych jak talerz i i tak dobrych kanapek (tostów?) jak w La Alcoba Azul. Słowo daję, połączenia smaków i dodatków robią robotę. Mimo, że na co dzień w ogóle nie jem mięsa, w Alcobie wszystkie mięsne kanapki mogłabym wciągnąć nosem i jeszcze wołałabym o więcej. Są obłędne, więc jeśli tylko będziecie w okolicy, zapamiętajcie tę magiczną nazwę.

P1660036

Miliony kalorii z kolacji rozeszły się w zaułkach Barcelonety i Portu Vell.

P1660052

P1660055

P1660039

To miejsce ma w sobie coś magicznego. Coś, co sprawia, że na promenadzie można spędzać każdy wieczór i mimo, że nie robi się tam nic szczególnego, jest po prostu bardzo przyjemnie. A czasami tylko tyle człowiekowi do szczęścia potrzeba – żeby było po prostu przyjemnie.

P1660067

P1660068

P1660089

P1660088

P1660081

W drodze powrotnej natknęliśmy się jeszcze na zorganizowaną grupę kupiecką, tak dobrze znaną z wielu europejskich metropolii. Torebka Chanel, Louis Vitton, a może buty Nike z ostatniej kolekcji? You name it, you have it. System Wczesnego Ostrzegania Przed Policją mają dopracowany do perfekcji. W jednej chwili wszystkie fanty leżą na prześcieradełku, w drugiej – hyc! – dzięki ukrytym w prześcieradle ściągaczom towar znika w wielkim worku w mgnieniu oka. Prawda, że sprytne?

P1660093

Do przeczytania w kolejnym odcinku z Katalonii! Będziemy robić zdjęcia na stocka, wspinać się na górki i zachwycać „schizowym Wesołym Miasteczkiem” (all credit goes to Marysia G.).

Zobacz także…