Europa Podróże

Lago di como

Jeśli myślicie że piękniej już być nie może, muszę natychmiast wyprowadzić Was z błędu. Ależ owszem, może być i jest – wystarczy wybrać się nad jezioro Como otoczone majestatycznymi Alpami, a to wszystko w niewielkiej odległości od Bergamo. To co, lecimy?


Trochę książkowej wiedzy dla uporządkowania wiadomości: Como jest trzecim co do wielkości jeziorem we Włoszech i zarazem najgłębszym jeziorem położonym w Alpach. Przebywając w Bergamo po prostu nie ma opcji, abyście mogli pominąć zwiedzanie okolic Como. Słyszycie? NIE MA TAKIEJ OPCJI. Najpopularniejsza trasa wiedzie traktem kolejowym przez Lecco – miejscowość położoną najbliżej Bergamo, ale już przy początku jeziora Como.

P1640370

Jeśli macie ograniczony czas, lubicie kręcić nosem lub po prostu satysfakcjonują Was tylko powalające widoki, Lecco możecie sobie spokojnie odpuścić. Poza lodami (Gelateria d’autore) i wizytą w McDonald’s, szału nie ma. Oczywiście, jest ładnie, ale tak bardziej w skali pt.: „eee… tego -> ładnie -> no całkiem fajnie -> wspaniale -> stary, tu jest epicko!”. Poza tym, na Lecco rzuciliśmy klątwę, ale o tym trochę później. Widok na jezioro Como, a właściwie na sam jego początek, też nie zapiera dechu – zdecydowanie warto od razu przesiąść się w pociąg do Varenny i pojechać tam, gdzie natura naprawdę zachwyca.

P1640340

Lecco.

Varenna przypomina mi odrobinę Lazurowe Wybrzeże na którym nigdy nie byłam, ale wierzę że atmosfera jest tam bardzo podobna. Kolorowe domki położone tuż nad jeziorem, jachty, motorówki i ogrody z tropikalnymi roślinami. Miejsce, w którym miałbyś ochotę kupić prywatną wyspę albo przynajmniej rezydencję wielkości swojej szkoły z lądowiskiem dla helikopterów, gdybyś tylko był hollywoodzkim celebrytą. Mam nadzieję, że już wiecie, co dokładnie miałam na myśli.

P1640452

Varenna.

Nic dziwnego, że w okolicy jeziora Como swoją willę nabył m.in. George Clooney, w której mieszka od 2001 roku. Plotki co prawda donoszą, że rezydencję zamierza sprzedać, co nie zmienia faktu, że Włosi bardzo lubią chwalić się swoim sławnym sąsiadem. Jeśli tak jak ja, obok samego podróżowania i poznawania nowych miejsc, cenicie sobie aktywne uprawianie gastroturystyki, na tzw. wielkie włoskie żarcie nie ma co liczyć, bo większość lokali skupionych wokół Como to kawiarnie. Pizzę lub pastę można zjeść w restauracjach zlokalizowanych w głębi wybrzeża. Pamiętajcie tylko o obowiązującej sjeście, większość lokali zamyka się około godz. 13.00/14.00 i otwiera dopiero wczesnym wieczorem. Uwielbiam południową Europę, z całym szacunkiem dla niej i jej tradycji, ale brak możliwości zjedzenia obiadu w porze obiadowej zawsze będzie mnie wkurzać. Wracając do przyjemniejszych kwestii, w Varennie jest pięknie. Tak pięknie, że można nad tym pięknem medytować, w spokoju wpatrując się w horyzont. Praktykowałam i bardzo serdecznie polecam.

P1640411

P1640444

P1640397

P1640521

fotka

Kolejnym przystankiem w podróży nad jeziorem Como było Bellagio do którego w prosty (i jedyny) sposób można dostać się promem. Miejscowości nad jeziorem nie różnią się od siebie w spektakularny sposób, ale w każdej z nich widok na Como jest nieco inny. Poza tym, Bellagio to dosyć kameralne miejsce z wieloma wąskimi uliczkami do eksploracji i równie kameralnym portem, w którym Włosi parkują swoje jachty.

P1640455

P1640472

Bellagio.

P1640489

P1640334

P1640499

Untitled

Połowa lutego, uwierzycie? Życie jest niesprawiedliwe.

P1640512

P1640523

Skoro już jesteśmy przy temacie luksusu (tak bardzo nam odległym, że niemal abstrakcyjnym), wiedzieliście, że nazwa tej miejscowości była inspiracją do stworzenia jednego z najbardziej luksusowych kasyn i hoteli na świecie? Mowa oczywiście o kompleksie zlokalizowanym w Las Vegas, przed którym zbudowano sztuczne jezioro – namiastkę włoskiego klimatu. W Bellagio pokręciliśmy się do zachodu słońca i choć w planach mieliśmy jeszcze Menaggio, które z naszego krańca wybrzeża wydawało się być bardzo podobnym miasteczkiem. Ostateczną decyzję podjęła za nas późna pora dnia, która wszystko nakryła mrokiem. Zrobiło się ciemno i zimno – jasny znak, że czas najwyższy ruszać w drogę powrotną! Na pocieszenie, schodząc z pokładu promu, załapaliśmy się na jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, jakie miałam okazję widzieć w swoim życiu.

P1640536

… i nie tylko my mieliśmy okazję się nim zachwycić!

P1640534

P1640539

P1640542

Oczywiście nie może być za łatwo, prawda? Nie w tym życiu, bynajmniej.  Po powrocie do Varenny bardzo mocno zachciało mi się napić dobrej czekolady.  Niestety Panna Karolina ciągle kręciła nosem, więc ostatecznie przegapiliśmy przedostatni pociąg odjeżdżający o w miarę ludzkiej porze. Gdy wieczorem dotarliśmy do Lecco, od razu kupiliśmy też bilety powrotne na pociąg do Bergamo. I znowu, Pannie Karolinie zachciało się kawiarni, więc odpuściliśmy sobie najbliższy pociąg i zdecydowaliśmy się wybrać ten ostatni, który nie jeździ w dni świąteczne. Czekolada w kawiarni z WiFi była wspaniała, choć nie wiem, dlaczego kazali dopłacić sobie 1 euro za dosypanie szczypty wiórków kokosowych. Po relaksie wróciliśmy na dworzec, gdyż – planowo – nasz pociąg miał odjeżdżać po 22.00. Jakież było ogromne nasze zdziwienie (zwłaszcza moje), kiedy okazało się że dni świąteczne obejmują także niedziele. I takim zbiegiem okoliczności okazało się, że przegapiliśmy ostatni pociąg do Bergamo. Przeklęte Lecco!

Wróciliśmy więc pod zamkniętą kawiarnię żeby ponownie złapać WiFi i tak: ja narobiłam alarmu Paoli sugerując, że może uda nam się przemieścić do punktu w pobliżu Bergamo, z którego będzie mogła odebrać nas samochodem, a Piotrek szukał alternatywnych połączeń kolejowych. Ostatecznie udało nam się znaleźć łączone pociągi do Carmate Usmate (nie pytajcie, nie wiem gdzie to), a następnie do Bergamo. Ostatkiem sił dotarliśmy do mieszkania Paoli tuż po północy. Na miejscu spanie na szczęście odpuściło i przed snem ucięliśmy sobie jeszcze z Paolą wieczorną pogawędkę o tzw. życiu. Uwielbiam inspirujące rozmowy wieczorową/nocną porą! Możecie mieć to na uwadze, tylko nie dzwońcie do mnie po północy, bo i tak nie odbiorę telefonu.

Ostatni dzień we Włoszech ponownie spędziliśmy w Bergamo, o czym pisałam w poprzednim poście. Pogoda co prawda nie dopisywała, ale w ramach poprawiania sobie humorów co chwilę przeglądaliśmy zdjęcia znad Como, dochodząc do wniosku, że jest tam naprawdę cudownie. Na tyle, że najprawdopodobniej zobaczymy się jeszcze ponownie. Ciao!