Podróże Przemyślenia

Który kraj zachwycił mnie najbardziej?

Co sprawia, że jedne miejsca wspominamy z uśmiechem na ustach, lecz szybko o nich zapominamy, a inne – wręcz przeciwnie – zostają w naszych sercach na zawsze? I gdy tylko mamy okazję, chętnie tam wracamy, duchem, a jak mamy szczęście, to i nawet ciałem. Co sprawia, że jedna osoba widzi w kraju tylko bałagan, upał i zmęczenie, druga porażająco piękną naturę, serdecznych ludzi i rozwijające wyzwania?


Właśnie o to postanowiliśmy zapytać grupę polskich blogerów podróżniczych, którzy podzielili się z nami swoją subiektywną opinią i wytypowali najbardziej zachwycające kraje na świecie. Może warto, abyście wzięli je pod uwagę w planowaniu nadchodzących wyjazdów?

portugalia

Znasz to uczucie, gdy spotykasz pewną osobę i czujesz się jakbyś znał ją całe życie. Widzisz jej oczy, uśmiech i czujesz motyle szalejące w Twoim brzuchu. Rozmawiasz z nią i na każde jej wypowiedziane słowo czujesz narastające szczęście, napełniające Twoje serce. Im częściej z nią przebywasz, tym chcesz tego więcej i więcej. A gdy nie widzisz jej długi czas, to czekasz z utęsknieniem na kolejne spotkanie. Ja też nie znam… Ale tego typu uczucia towarzyszą mi, gdy zaczynam myśleć o Portugalii. Jest to kraj, w którym zakochałem się kilka lat temu na Erasmusie i na każde usłyszane słowo „Portugalia” mam masę pięknych wspomnień. Słyszę szum ogromnych fal oceanu obijających się o klify Cabo da Roca. Widzę piękną, uśmiechniętą, młodą Portugalkę, która wyszła przed swój sklep w małej wiosce, gdzieś w okolicach Bragi. Czuję smak pysznego Porto popijanego nad brzegiem Douro. Podziwiam tańczące, kolorowe dżdżownice na rondzie w Albufeirze. Czuję zapach pieczonego kurczaka, przygotowanego na cotygodniowym targu w Barcelos i smak dorsza, spożywanego nad brzegiem Atlantyku. Portugalia, maleńki kraj, który oddziałuje na wiele zmysłów i na każde wspomnienie o nim motyle zaczynają swój szalony taniec w moim brzuchu. Tu zaczęła się moja podróż i pewnie, gdy przejdę już swoje, to i tu się zakończy.

Portugalia // Michał Cizio, Znaleźć swoje miejsce 

DCIM100GOPROG0132374.

Bałkany uwielbiam w całej ich rozciągłości. Głównie za różnorodność, nietuzinkowość, czasem nawet za chaos. Przez parę lat moją faworytką była Albania i choć nadal plasuje się bardzo wysoko, to ustąpiła pierwszeństwa Bośni i Hercegowinie. Kraj ten wciąż jest mocno niedoceniany przez turystów, a szkoda, bo ma naprawdę wiele do zaoferowania, w szczególności jeśli kocha się góry. Niewątpliwie to majestatyczne pasma górskie są tym, na co w pierwszej kolejności zwraca się uwagę w Bośni. Później uwagę przykuwają miasta, miasteczka i wsie, które przytulają się do górskich zboczy. Moimi ukochanym miejscem w tym bałkańskim kraju jest oczywiście Sarajewo, ze swymi namacalnymi śladami po nie tak dawno rozgrywającej się tu wojennej historii, wspaniałymi i otwartymi ludźmi, wąskimi uliczkami i klimatycznymi knajpkami. Od niedawna Bośnia to dla mnie również Lukomir – najwyżej położona wieś w tym kraju, a także najbardziej odosobniona. Miejsce wprost magiczne, ze wszystkich stron otoczone górami. Za każdym razem odkrywam w Bośni coś nowego, coś co mnie zachwyca, co sprawia, że chcę tam wracać. I wracać będę, w tym roku jeszcze przynajmniej dwa razy.

Bośnia i Hercegowina // Olka aka Ruda, Bałkany Rudej

HolandiaOd dwóch lat naszymi ulubionymi krajami są Belgia i Holandia, z powodu niesamowitego klimatu ich małych miast i miasteczek, w których czas się zatrzymał w miejscu. Warto wspomnieć Brugię, Delft, Gandawę czy Haarlem. Niektóre z nich poprzedzielane są kanałami, inne wyglądają tak samo od kilkuset lat – wliczając w to zabudowę, restaurację czy uliczki. Nie ma tego pośpiechu znanego z dużych metropolii, a Holendrzy dodatkowo wolą poruszać się rowerami i pieszo niż samochodami – wszystko tam dzieje się z zwolnionym tempie. Byliśmy już kilkukrotnie i w tym roku znów się tam wybierzemy, żeby faktycznie odpocząć od całego zgiełku.

Belgia i Holandia // Asia i Sławek, Podróże po Europie

walia

Dlaczego Walia? Mam zasadę, że nie podróżuję dwa razy w to samo miejsce. Ale do Walii powracamy jak bumerang. Nie tylko ze względu na bliskie położenie od Anglii, ale przede wszystkim, ze względu na obłędny krajobraz. Zielone, łagodne wzgórza, naznaczone liniami kamiennych murków i białymi punkcikami owiec. Jesienią rudości oraz zalegająca w dolinach szara mgła. Pomiędzy tym wszystkim stare, dostojne zamczyska i inne zabytki dziedzictwa kulturowego, ruiny, czasem posępne i milczące, kryjące tajemnice zamierzchłych czasów. Walijskie wybrzeże, w niektórych miejscach ostro schodzące klifami do zimnego morza. Miasteczka wtulone w zatoki, pociągi, którymi można wyjechać na szczyty klifów (Aberystwyth). Mosty otulone zielenią oraz legendą, jakoby zbudował je sam diabeł (Devil’s Bridge). Do tego dochodzą przepiękne parki narodowe Snowdonia i Brecon Beacons. Jeziora? Proszę bardzo! Rzeki, potoki a także kompleks jaskiń (Dan yr Ogof). A to wszystko na ziemiach dawnych Celtów, których obecność odczuwa się tam do dziś na każdym kroku, choćby w języku, którym posługują się Walijczycy. Jeśli jesteś zwolennikiem natury, często tej nie zepsutej ludzką ręką, zakochasz się w Walii, tak jak my.

Walia // DominikaMy not so ordinary days

australia

Kangurlandia marzyła nam się od dziecka i trudno już dzisiaj stwierdzić, skąd wzięła się ta fascynacja. Być może pociągała nas dlatego, że to mityczne Antypody i dalej już się nie da. Być może dlatego, że na początku to marzenie wydawało się tak odległe i nierealne, że nie wierzyliśmy, iż kiedyś może się udać. A może Australia przyciągała nas swoimi kolorami i niepowtarzalną przyrodą? Wszystko było w niej inne, zagadkowe i prastare – jak aborygeńskie opowieści. W końcu jednak to marzenie się spełniło i jakimś cudem udało nam się do niej dotrzeć, a po pierwszym wyjeździe nie było już odwrotu. Wpadliśmy jak koala w kompot. Australia z nawiązką spełniła wszystkie wygórowane oczekiwania i teraz musimy już do niej wracać, bo każdy wyjazd pozostawia tylko nowy niedosyt. Każde spotkanie z Australią to ogrom nowych wrażeń – noclegi pod obcym niebem i tupanie kangurów w ciemności, wszystkie odcienie błękitu i zieleni na rafach koralowych, czerwony piasek i czerwoni my, spaleni na raka przez bezlitosne słońce. Po kilku miesiącach w podróży i kilkunastu tysiącach przedeptanych kilometrów nadal pozostaje ogrom miejsc, które po prostu MUSIMY zobaczyć na własne oczy. I tak znowu, z uporem maniaka, pakujemy manatki i wyruszamy na ten wspaniały koniec świata. Tym razem na dłużej, tym razem nam się nie wywinie. Trzymajcie kciuki.

Australia // Zosia i Darek, Przedeptane.pl

W Maroku zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Jest to świat niesamowitych krajobrazów, kolorów, zapachów i smaków. Pełen magii i kontrastu, w którym miesza się wiele różnych kultur, tworząc originalny mix. Maroko zainspirowało nas tak bardzo, że postanowiliśmy zrealizować tam niekomercyjny film timelapse, który pokazałby jego piękno: ‘The Third Eye. A Blinding Moroccan Experience’. Okazało się to strzałem w dziesiątkę – do dziś zebrał 70.000 wyświetleń, mnóstwo publikacji na całym świecie i nagrody na festiwalach. Sądzimy, że tysiące zdjęć złożone w ten film timelapse przekona wszystkich, że Maroko jest top destynacją 2016 roku!

Maroko // Martyna i KamilKamKam Visuals

urugwaj

Urugwaj – to kraj, który bardzo nas zaskoczył i wzbudził wiele emocji! Jego powierzchnia jest trzykrotnie mniejsza od powierzchni Polski, a populacja wynosi ponad 3,5 mln ludzi. To bardzo niedoceniona destynacja wśród podróżników, nie wiedzieć czemu. To właśnie tutaj możesz zbliżyć się do natury i poczuć jej smak. Piękne wybrzeże, dzikie plaże, które są bardzo unikalne, laguny, równiny i dużo zieleni oraz zwierząt, które pasą się na łąkach. Urugwaj przypomina smak dzieciństwa i wakacji na wsi :-) Zarówno w Punta del Diablo, jak i Cabo Polonio podziwialiśmy z zachwytem proste kolorowe chatki oraz tempo i styl życia mieszkańców tych miasteczek. Yerba mate jest nieodłącznym elementem ich życia, nieważne, że mają duży bagaż, zawsze znajdzie się miejsce dla ich lokalnej herbatki i termosu z gorącą wodą. I wiecie co tak bardzo nas ujęło w Urugwaju!? Otwartość i ciepło ludzi, jakie od nich biją. To jak radośnie Cię witają i zagadują na ulicy… :-)

Urugwaj // Ewelina, OneWay2Freedom

toskania

W 2007 przyjechałam do Toskanii na wymarzone wakacje. Może to kierunek dość banalny, jednak myślę, że absolutnie banalną nie jest moja miłość do tego miejsca, tak naprawdę do Italii ogólnie. Większość z nas wracając z udanego urlopu w pięknym miejscu mówi sobie – cudownie byłoby tu zamieszkać, jednak wiadomo, że nie mówi się tego na poważnie. Takie rzeczy pozostają w sferze marzeń. Marzeń szalonych, do realizacji ktorych brak najczęściej odwagi. Ja jednak pokochałam Włochy tak bardzo, że wyjeżdżałam ze łazmi w oczach i już wtedy obiecałam sobie, że tej odwagi mi nie zabraknie. Udało się! Dopiełam swego. Dziś mieszkam w najpiękniejszym kraju świata – w Italii, w jednym z najpiękniejszych regionów – w toskańskim Mugello. Każdy dzień utwierdza mnie w tym przekonaniu, każdy dzień sprawia, że kocham, to miejsce jeszcze bardziej. Za co? Za krajobraz różnorodny i klimat i wiosnę już w lutym i za kuchnię najlepszą na świecie, za poranną kawę i gwar w barze, za wino do obiadu, za radość i uśmiech na twarzach ludzi, za ich ciepło i serdeczność, za umiłowanie sztuki i piękno wszechobecne i za Lucio Battisti i za Florencję, za góry i za morze, za język i ekspresję i tak wyliczać mogę bez końca. Powiem tylko Italia … amore mio…

Włochy // Kasia, Dom z Kamienia

armenia

Moja pierwsza wizyta w Armenii mnie nie powaliła. Upał był niemiłosierny, Erywań – teraz jedno z moich trzech najulubieńszych miast – nie zachwycił, a zabytki wprawdzie były piękne, ale trochę zbyt surowe jak na mój gust. A i przez cztery dni nie miałam za bardzo okazji zaznajomić się z krajem. Jednak tylko krowa zdania nie zmienia, a do Armenii przybliżyła mnie muzyka. Nigdy nie podejrzewałam siebie o faneczkowe zachowania, a tu taka niespodzianka – System of a Down słucham niemalże od początku ich kariery, ale dopiero po ich koncercie w 2013 r, zaczęłam więcej czytać o samej Armenii oraz jej historii i się nakręciłam, do tego stopnia, że postanowiłam wrócić tam jak najszybciej. Od tego czasu byłam na Kaukazie dwukrotnie i z każdym dniem uwielbiam Armenię bardziej i bardziej, sama jednak nie potrafię powiedzieć dlaczego. Najlepsze są miejsca, które dają nam do myślenia, a w Armenii z najnowszą historią – ludobójstwem Ormian – spotykamy się na każdym kroku. Do tego pyszne jedzenie, fantastyczni ludzie, przepiękny krajobraz oraz zabytki, które teraz mnie zachwycają. I oczywiście widok na Ararat, który nigdy mi się nie znudzi. W tym roku znów planuję powrót do Armenii, bez żadnego planu czy listy miejsc do zwiedzenia, a jedynie żeby znów tam pobyć i poczuć się częścią tego niesamowitego miejsca.

Armenia // Kamila, Kami & the rest of the world

SAMSUNG CSC

Islandia. Dlaczego? Nie, nie wodospady i wspaniałe widoki, ale cisza, spokój, przestrzeń i zewnętrzne, gorące baseny z widokiem na fiordy. Spacerując po wyspie Hrisey, gdzie mieszkaliśmy przez 3 miesiące, czuliśmy się jak na końcu świata. Przedzierając się przez śnieżne zaspy, docieraliśmy na basen i patrząc na najdłuższy fiord Islandii spędzaliśmy popołudnia. Czas płynął zupełnie inaczej i pozwalał nabrać odpowiedniego dystansu do codziennego życia. A wieczorem spacerując z psem nad głowami tańczyła nam zorza. Chyba nie mogliśmy wymarzyć sobie piękniejszej wizyty na na Islandii.

Islandia // Hania i Michał, Mała i duży w podróży

12736768_10209032609240957_553538334_o

Kambodża to miejsce, które dało mi odczuć czym naprawdę jest niezwykłość podróżowania. Brak komercji idący w parze z bajecznymi widokami wspaniałych budowli, niezwykłej przyrody i wyjątkowość khmerów zostawiły niezatarty ślad w moim sercu. To starożytne świątynie Angkoru przyciągnęły mnie do Kambodży i choć spędziłam w nich sporo czasu, z chęcią obejrzę je kiedyś jeszcze raz. Poza „sztandarowym” Ankor Wat zdecydowanie warto wybrać się też do pozostałych budowli tego kompleksu – chociażby znanej doskonale fanom Tomb Ridera świątyni pochłoniętej przez dżunglę o nazwie Ta Phrom. Obok architektury, która zapiera dech w piersiach, moją uwagę skupiły na sobie Apsary – mistyczne tancerki, które znajdziemy nie tylko na licznych rzeźbach, ale również we wcielających się w ich rolę po dziś dzień khmerskich dziewczynach. Ich taniec może człowieka dosłownie zahipnotyzować. Największym przeżyciem podczas wizyty w Kambodży był dla mnie widok ofiar min lądowych. Wielki szacunek wzbudzała niesamowita godność ludzi tak dotkliwie potraktowanych przez historię. Mimo ciężkiego losu umieli się uśmiechać i to była dla mnie wyjątkowa lekcja życia. Wszystkie te obrazy wracają do mnie często we wspomnieniach i dzięki nim mam pewność, że jeszcze tam wrócę.
Kambodża // Marta, Ach ta bowska