Europa Podróże

Bergamo

Włochy to jedyny taki kraj w zasięgu ręki, do którego można się wybrać o każdej porze roku i na długo po powrocie pozostać oczarowanym włoskim la dolce vita. Czas zdaje się tu płynąć wolniej niż w każdym innym zakątku Wszechświata, rano w powietrzu unosi się zapach świeżo mielonej kawy, a wieczorem słychać brzdęk kieliszków z winem unoszonych w geście toastu nad pizzą na cienkim cieście. Wystarczy tak niewiele, aby się tam znaleźć. Wystarczy polecieć do Bergamo.


Uwaga: wpis obsługuje zdjęcia wielkoformatowe. Aby poprawie je załadować, przed lekturą warto odświeżyć stronę.


Każdy szanujący się czytelnik blogów podróżniczych i stron z tanimi biletami powinien wiedzieć, że Bergamo to jeden z najczęstszych i najtańszych kierunków oferowanych przez linie lotnicze. Jednocześnie jest jednym z najczęściej pomijanych miast, pełniącym rolę miejsca przesiadkowego, aniżeli docelowej destynacji. Większość osób podążających w pośpiechu do Mediolanu nie zdaje sobie sprawy, jaką perełkę, esencję prawdziwych Włoch, pomija.

P1640009

P1640004-horz

Włochy to wręcz idealny kierunek na lutową ucieczkę z burej, obsypanej podmokłym śniegiem, Polski. U nas zimno i ciemno, we Włoszech natomiast kwitną pierwsze liście na drzewach, a termometry wskazują ponad 10 stopni na plusie. Kto raz pojedzie do Włoch, ten zakocha się w nich na zabój. I przez cały rok będzie tęsknił za tą nieuchwytną atmosferą, ukrywającą się pośród ciasnych, brukowanych uliczek.

W Bergamo zatrzymaliśmy się w mieszkaniu Paoli i Columa – włosko-sycylijsko-irlandzkiej mieszanki pozytywnej energii, serdeczności i niezwykłej otwartości na ludzi. Spotkanie z tą parą to jedna z tych znajomości, które niezauważenie, w ciągu kilku dni, przeradzają się w coś więcej, co sprawia, że będziesz chciał tych ludzi jak najszybciej zobaczyć ponownie. Poza tym, zaproszenie na wspólną wyprawę samochodem w nienaznaczone turystyczną stopą okolice Alp zobowiązuje! A jeśli szczęście dopisze, zobaczymy się ponownie jeszcze tego lata. A przynajmniej bardzo bym tego chciała.

Po rozrzuceniu swojego minimalistycznego bagażu po pokoju i filiżance gorącego espresso (a jakże mogłoby być inaczej?), którym poczęstowała nas Paola, podzieliliśmy się z naszymi nowymi znajomymi swoimi planami, odbierając przy okazji parę cennych wskazówek, spakowaliśmy tradycyjne staropolskie bułki z serem i szynką i ruszyliśmy w kierunku Starego Miasta, czyli dobrze znanego Città Alta.

Stare Miasto w Bergamo jest bardzo kompaktowe. Na tyle, że w ciągu kilku godzin obeszliśmy je kilka razy wte i we wte, zaglądając do większości bocznych uliczek. Dlatego też próby niekierunkowywania Was czy podawania map uważam za całkowicie zbędne, a jeśli zajdzie taka potrzeba – wszystkie praktyczne informacje znajdziecie na każdym blogu, którego autor lub autorzy zwiedzili tę włoską perełkę. Życie i tak toczy się wokół głównej ulicy Via Colleoni, przechodzącej przez Piazza Vecchia wVia Gombito.

P1640324

P1640326

Ciao bella!

P1640259

Piazza Vecchia.

P1640034

Pierwszego dnia pobytu w Lombardii mieliśmy cudowną pogodę, dlatego większość czasu spędziliśmy na niespiesznym włóczeniu się po Starym Mieście i zajadaniu się lokalnymi smakołykami. Jednym z miejsc, które każdy porządny gastroturysta odwiedzić powinien, jest bez wątpienia piekarnia Il Fornaio znajdująca się tuż przy Piazza Vecchia. Po pierwsze, jest to chyba najpopularniejsze miejsce w Bergamo sprzedające pizzę na kawałki (al taglio), a po drugie, nie trudno ją ominąć, gdy kilkanaście rodzajów pizzy uśmiecha się do przechodniów zza witryny, a w środku ciągnie się niemała kolejka. Plan jest prosty: pizza w łapę i wio na Piazza Vecchia!

P1640059

P1640065

Widzicie ten głodny tłum? W Il Fornaio to codzienność.

P1640069

Po lewej: pizza z łososiem, mozarellą i roszponką, po prawej: pizza z serem gorgonzola i orzechami włoskimi. Do obydwu focaccia gratis! W końcu nie ma to jak buła zagryziona bułą.

P1640073

Pizza z ricottą, mozarellą, pomidorkami, roszponką i sosem pomidorowym.

Po pizzy nie mogło zabraknąć kawy i lokalnej specjalności – deseru polenta e oséi, składającego się z biszkoptu i kremu czekoladowego pokrytego żółtym marcepanem, uwieńczonego czekoladową podobizną ptaszka. Nie mam pojęcia, kto jest na tyle odporny, aby przejść zupełnie obojętnie obok cukierni z Bergamo. Ja zatrzymywałam się przy witrynach kilka razy, raz aby coś kupić, a potem żeby po prostu popatrzeć.

P1640237-horz

P1640239

P1640141

Polenta e oséi, lokalna słodycz.

P1640123

Gdy słońce zbliżało się do naszej ulubionej fotograficznej pozycji golden hour, postanowiliśmy się wdrapać na wzgórze San Vigilio. Tak, wspięliśmy się własnonożnie i to jeszcze dłuższą trasą na około, którą zazwyczaj pokonują tylko samochody i autobusy. Obydwie kolejki są obecnie w remoncie (czy Wy też za każdym razem trafiacie na remonty, czy tylko my mamy takie wątpliwe szczęście?) , więc akurat ta przyjemność ominęła nas całkowicie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo widoki wynagrodziły nam cały wysiłek, a kalorie ze zjedzonej pizzy przynajmniej częściowo zostały spalone.

P1640231

P1640187

Bergamo sunset

P1640193

P1640207

Dzień zakończyliśmy w restauracji na szczycie wzgórza, w której mieliśmy nakręcić ważną część filmu. Z filmu nic nie wyszło, bo wszystkie stoliki z widokiem na miasto były zarezerwowane, za to zjedliśmy najdroższe i najmniejsze objętościowo desery we Włoszech, których 3/4 ceny przypada na to, co widać za oknem. Zdecydowanie nie polecam… no chyba że ktoś śpi na pieniądzach i podciera się nimi w toalecie, wtedy hulaj duszo!

Kolejny dzień w Bergamo niestety nie był już taki słoneczny jak ten pierwszy (no cóż, szczęście trzeba dzielić równo) i upłynął nam przede wszystkim na jedzeniu (niespodzianka!) i długim spacerze wzdłuż weneckich murów obronnych z XVI w. otaczających Città Alta.

P1640113

P1640107-horz

Bazylika Santa Maria Maggiore, prawdopodobnie najładniejsza w całym Bergamo.

P1640617

P1640253

Ten kolega rozwalił nas na łopatki. Pieskie życie to nie bułka z masłem, nie ma letko!

P1640238-horz

P1640627-horz

P1640292

P1640550

P1640296

Niewątpliwie największą atrakcją dnia był punkt pierwszy, bo jedliśmy nie byle gdzie, a w bardzo polecanej restauracji (choć chyba bardziej właściwe byłoby tu określenie: barze mlecznym lub jadłodajni) Il Circolino, kryjącej się w jednej z bocznych uliczek odbiegających od głównej trasy Starego Miasta. Na samo wspomnienie mogę wydać z siebie jedynie ochy i achy, bo poziom jedzenia, niskie ceny i szybkość obsługi sprawiają, że sam Zbigniew Wodecki, zakorzeniony w jurorowaniu w Tańcu z Gwiazdami, wystawiłby temu miejscu tabliczkę z solidną 10-tką.

P1640554

Na pierwsze danie casoncelli alla bergamasca – regionalna pasta z mięsnym nadzieniem, boczkiem, szałwią, roztopionym masłem i startym serem. Smakuje sto razy lepiej, niż brzmi!

P1640561

Na drugie danie królik z polentą. Czerwone wino dodatkiem obowiązkowym!

P1640620

… a na deser panna cotta z sosem z leśnych owoców!

P1640625

Kolejnym przystankiem na naszej trasie było zachwycające jezioro Como, ale o nim w następnym wpisie, bo przecież musicie się dzisiaj jeszcze wyspać, a jeśli post przeczytacie jutro rano, nie możecie spóźnić się do pracy/szkoły/na uczelnię. Arrivederci!

2016-02-27 06.46.02 2