Ameryka Południowa Podróże

Michael Jackson tańczy sambę

W Rio spędziliśmy niemal połowę czasu jaki udało nam się wygospodarować na podróż do Brazylii, więc po zaliczeniu największych atrakcji turystycznych, które każdy powinien zobaczyć na własne oczy (i sfotografować, wrzucić na Facebooka i Instagram, bo podobno w dzisiejszych czasach jeśli nie ma zdjęcia w social media, to tak jakby wyjazd nigdy się nie odbył), wybraliśmy się na mały rekonesans okolicy.


Santa Teresa – kochanka awangardy

Po powrocie z Foz do Iguaçu, o którym napiszemy w jednym z kolejnych postów, zatrzymaliśmy się w centrum Rio. Nie opłacało nam się niestety wracać do faweli Vidigal, znacznie oddalonej od lotniska i miejsc, które planowaliśmy jeszcze odwiedzić. Padło więc na Santa Teresę – ulubioną dzielnicę awangardowych artystów, podstarzałych hipisów, typów o podejrzanych licach i miejsce, w którym serwują podobno najlepszą feijoadę w mieście. Tak się akurat złożyło, że spaliśmy w hostelu okupowanym przez samych wolontariuszy, którzy poszukując głębszego sensu w życiu, charytatywnie udzielają się na rzecz lokalnej społeczności. Poznaliśmy kilka osób ze Szwecji, Włoch, Australii i Kolumbii. Na dodatek okazało się, że większość z nich jest od nas o parę lat młodsza, przy czym zdążyła już zwiedzić niemal połowę świata. Motywujące i dobijające zarazem! Santa Teresę potraktowaliśmy głównie jako bazę noclegową. Po godzinie 18.00 zapadała już czarna noc (przełom kwietnia i maja  przypada na brazylijską jesień) i chwilami robiło się mało bezpiecznie, więc darowaliśmy sobie sesje fotograficzne, aby jak najszybciej dotrzeć do hostelu. Jedno z popołudni w Santa Teresa spędziliśmy w Parque das Ruinas. Jak sama nazwa wskazuje, ruin w parku nie brakuje. Ta największa jest jednak najbardziej zachwycająca. Chodzi oczywiście o pozostałości domu brazylijskiej arystokratki i mecenas sztuki, Laurindy Santos Lobo, dawnego miejsca spotkań inteligentów i wszelkiej maści artystów. Mało kto mógł współzawodniczyć z Laurindą w kategorii „Najbardziej wypasiony melanż na dzielni”. Oj balowało się, balowało… i szkoda, że niewiele historii z tych bogatych imprez przetrwało do dziś. Do nadgryzionych zębem czasu murowanych ścian z I połowy XX wieku dobudowano szklany taras i żelazne schody. Może nie jestem krytykiem sztuki i architektury, ale efekt jest naprawdę godzien pochwały. Spróbujcie znaleźć się w parku o zachodzie słońca, a dokładnie zrozumiecie, co mam na myśli. W podziemiach budynku znajduje się też niewielka galeria sztuki, a na terenie parku regularnie organizowane są imprezy i koncerty – w końcu tradycji musi stać się zadość!

DSC_8804-horz

Na kilku oknach budynku widnieje podobizna Laurindy Santos Lobo. Park otaczają charakterystyczne dla Santa Teresy domy w kolonialnym stylu

DSC_8791

Największą atrakcją dnia okazały się być jednak nie zachwycające widoki, ale buszujące po parku małpki. Jedno zwierzątko załapało się nawet na profesjonalną sesję zdjęciową z blond niewiastą, wystrojoną w przyciasną suknię z wielkim dekoltem i zabójcze buty na obcasach. Dziewczyna wdzięczyła się do aparatu karmiąc małpkę herbatnikami i prezentując jednocześnie obfitą zawartość swojego stanika. Możecie uwierzyć mi na słowo, to był widok z kategorii tych, których nie zapomina się do końca życia…

Lapa – nocne życie w rytmie samby

Nasze miejsce noclegowe było zlokalizowane tak blisko Lapy, że spokojnie mogliśmy przewędrować ją na piechotę. Lapa uchodzi za najbardziej rozrywkową dzielnicę Rio. Gdy zapada zmrok, życie budzi się właśnie tutaj. W najmodniejszych klubach sambę tańczy się do białego rana, na ulicach rozbrzmiewa pulsujący rytm capoeiry, a wszelkie smutki zalewane się alkoholem. Z braku czasu i pieniędzy musieliśmy odmówić sobie wizyty w klubie samby, za to porządnie zlustrowaliśmy za dnia wszystkie stopnie najsłynniejszych, a z pewnością najpiękniejszych, schodów świata – Escadaria Selarón. Wiąże się z nimi zresztą bardzo ciekawa historia. Praca autorstwa chilijskiego malarza Jorge Selaróna miała być z początku niezobowiązującym projektem artystycznym, który szybko przerodził się w obsesję. Społecznie wykluczony Selarón  na gwałt wyprzedawał swoje obrazy, byleby tylko sfinansować kolejne etapy prac. Z czasem popadał w coraz większą biedę, ale w najbardziej krytycznym momencie projektem zainteresowali się turyści. Przywożąc płytki ceramiczne z różnych stron świata, pozwolili artyście dokończyć swoje dzieło. Schody, których budowę rozpoczęto w 1990 roku, przetrwały, lecz sam Selarón niestety nie. Ciało malarza znaleziono na  Escadaria Selarón  w styczniu 2013 roku. Projekt życia Chilijczyka obejmuje 250 schodów pokrytych ponad 2000 ceramicznych płytek, które pochodzą z ponad 60 państw świata. Wśród tych dwóch tysięcy udało mi się wypatrzyć płytkę z  wizerunkiem Starego Miasta w Warszawie. Jeśli tylko starczy czasu, polecam przyjrzeć się każdemu kafelkowi z osobna. Prawdziwa galeria współczesnej sztuki w najlepszym wydaniu i, co ważne, całkowicie darmowa.

DSC_8758
DSC_8779
DSC_8781
DSC_8806

DSC_8757

Bez dwóch zdań, najpiękniejsze skrzynki pocztowe znajdziemy w Brazylii

DSC_8784

Polski akcent na schodach Selarón w Rio de Janeiro. Miło, bardzo!

Santa Marta – fawela, którą pokochał Michael Jackson

Zlokalizowana w centrum Rio, fawela Santa Marta zawdzięcza swoją popularność jednej, za to szczególnej osobie. Król popu, mistrz „moonwalka” i prawdziwa legenda. To nie pomyłka! Fragmenty teledysku jednej z najpopularniejszych piosenek wszechczasów „They don’t care about us” powstały właśnie tu, w samym sercu brazylijskich slumsów. Produkcja klipu wzbudziła wiele kontrowersji i gdyby nie zawziętość ekipy, kto wie, może teledysk w obecnej formie nigdy by nie powstał. Władze Rio i Salvadoru, w którym nakręcono pozostałe sceny, w obawie przed zamieszkami zabroniły jakichkolwiek aktywności. Zamieszek nie udało się uniknąć, ale dzięki nim możemy się dzisiaj cieszyć naprawdę dobrym i bardzo realistycznym teledyskiem z udziałem mieszkańców faweli i Króla Popu. Jeśli jeszcze nie widzieliście teledysku, obejrzyjcie koniecznie. A jeśli widzieliście go dawno temu, zobaczcie jeszcze raz!

DSC_8831
DSC_8832

DSC_8813

Cristo pozdrawia Santa Martę!

Oprócz sklepu zarabiającego na koszulkach z wizerunkiem Michaela Jacksona, absolutnie nie można pominąć ceramicznej mozaiki i pomnika, który powstał na cześć artysty. My, tradycyjnie już, mieliśmy to „szczęście”, że trafiliśmy na dzień prac konserwacyjnych. Tego dnia Michael Jackson otrzymał w prezencie poprawiony nos, błyszczące okulary i wypolerowane buty.

DSC_8822

DSC_8828

Let’s go to the Neverland and never come back!