Ameryka Południowa Podróże

Fawela w Rio – Twój drugi dom

Jak to jest zamieszkać w faweli w Rio de Janeiro? Czy trzeba obawiać się dzieci biegających z karabinami, handlarzy narkotyków i złodziei czyhających na każdym kroku na niewinnego turystę?  Nie śmiałabym lekceważyć niebezpieczeństwa, ale na miejscu okazało się, że nam w brazylijskiej faweli mieszkało się doprawdy wyśmienicie.


DSC_8981

Zacznijmy zatem od początku. Mianem faweli określa się rozkwitającą wokół dużego miasta dzielnicę biedy (slumsy) w Brazylii. Jakie pierwsze skojarzenie przychodzi Wam do głowy gdy wyobrażacie sobie życie w faweli? Może jest to skojarzenie płynące z filmu „Miasto Boga”, który powstał na podstawie powieści Paulo Linsa o tym samym tytule? Głównymi bohaterami powieści są młodzi handlarze narkotyków walczący o wpływy w jednej z dzielnic Rio, Cidade de Deus. Zarówno film, jak i książka nie stronią od przemocy i przedstawiają brazylijskie slumsy takimi jakie kilkadziesiąt lat temu były (i miejscami najpewniej jeszcze są) naprawdę. Co ciekawe, dzielnica Miasto Boga istnieje w Rio naprawdę i kilka razy widziałam nawet autobus, który kursował w tym właśnie kierunku. Książkę dostałam od troskliwej koleżanki („Przeczytaj, żebyś wiedziała, co czeka cię w Rio!”) i przeczytałam tuż przed wyjazdem, a film miałam okazję obejrzeć kilka lat temu. Czy baliśmy się brazylijskiej faweli? Z perspektywy czasu wydaje mi się, że nie bardzo, skoro zdecydowaliśmy się na chwilę zamieszkać w jednej z nich. Mowa o Vidigal, slumsach mieszczących się na południu Rio de Janeiro, wybudowanych na zboczu jednego z najpiękniejszych punktów widokowych miasta – Wzgórza Dwóch Braci, czyli Morro de Dois Irmãos

DSC_8970

Fawela Vidigal od strony plaży Leblon, a w tle majestatyczne wzgórze Morro de Dois Irmãos

Vidigal, do czasu akcji pacyfikacyjnej zorganizowanej przed Mundialem jedna z najniebezpieczniejszych dzielnic w Rio, dzisiaj cieszy się sławą jednej z najbardziej przyjaznych turystom fawel. Skąd pomysł, żeby zatrzymać się akurat właśnie tam? Historia potwierdza, że naprawdę warto marzyć! Pamiętam, jak kilka lat temu zdjęcia z Vidigal znalazłam na blogu Uli z The Adamant Wanderer. Chwilę po jej powrocie z Brazylii mieliśmy okazję spotkać się we trójkę w Warszawie, a ja wciąż nie mogłam zapomnieć o miejscu, które zrobiło na mnie tak duże wrażenie. Gdy przeglądałam zdjęcia na blogu Uli wielokrotnie myślałam, jak bardzo chciałabym się tam znaleźć, a z drugiej strony czułam, że taka wyprawa leży poza zasięgiem naszych możliwości.  Dwa lata później zamieszkaliśmy dokładnie w tym samym miejscu, a ja do tej pory nie wierzę, że coś, co wydawało mi się niesamowicie nieprawdopodobne, dalekie i nieosiągalne, teraz jest jednym z najprzyjemniejszych wspomnień z podróży. Fawela Vidigal oczarowała nas pod każdym względem.

DSC_7785

Vidigal z perspektywy jednej z górujących nad nią restauracji

Zatrzymaliśmy się w hostelu Vidigalbergue, jednym z najfajniejszych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas tego wyjazdu. I wcale nie mam na myśli warunków, bo te mogłyby być o niebo lepsze, ale kogo tak naprawdę obchodzą warunki jeśli atmosfera jest wspaniała, a z ogromnego okna w jadalni rozciąga się najpiękniejszy widok na Ocean Atlantycki? Na dodatek w odległości spacerowej znajduje się plaża Leblon, tuż za nią rozciąga się Ipanema, a jeszcze dalej leży słynna Copacabana. Vidigal obcy jest też zgiełk, tak bardzo charakterystyczny dla centrum i okolicznych dzielnic. Jeśli planujecie porządny reset psychiczny, nie moglibyśmy polecić lepszego miejsca w Rio. Do hostelu dotarliśmy akurat w momencie, gdy właściciele udzielali wywiadu lokalnej dziennikarce piszącej artykuł na temat Vidigalbergue. Jak na podróżników z dalekiej Europy przystało, wyglądaliśmy dość marnie i – ku uciesze mediów – targaliśmy na plecach spore plecaki, więc towarzyszący dziennikarce fotograf stwierdził, że koniecznie musi uwiecznić nas na zdjęciu. I tak mamy ujęcie jak Piotrek podaje rękę jednemu z właścicieli w powitalnym geście i drugie, gdy uginamy się pod ciężarem własnych plecaków, przekraczając próg hostelu. Żałuję, że nie zapamiętałam nazwy tej gazety, bo pewnie gdzieś teraz krążą nasze zdjęcia, a my nie mamy o tym bladego pojęcia. Ech, i sława znowu poszła się… ;-) Ekipa Vidigalbergue jest fantastyczna, hostel stworzyli ludzie z pasją, którzy znają Vidigal jak własną kieszeń i chętnie służą pomocą w niemal każdej sprawie. W cenę noclegu, która jak na brazylijskie warunki jest bardzo niska, wchodzi też śniadanie. Nie mieliśmy także żadnego problemu z organizacją prania, które za drobną opłatą jeszcze tego samego dnia suszyło się w domu miłego dziadka mieszkającego tuż pod nami.

DSC_7762

Brazylia kocha kontrasty: luksusowy hotel Sheraton dzieli do faweli jedynie kilkuminutowy spacer

DSC_8842

Hostel Vidigalbergue w pełnej okazałości!

image5

Taki widok w cenie śniadania? Yes, please!

Vidigalbergue
Av. Niemeyer, 314
RJ 22450-220, Brazylia

DSC_7832

Dzieci w faweli nawet nie trzeba zachęcać aby stanęły przed obiektywem. Wystarczyło, że Piotrek wyszedł wieczorem przed hostel, a modele i modelki znalazły się same

DSC_7821-horz

DSC_7810

Życie w faweli płynie bardzo niespiesznie. Dzieciaki biegają między śmietnikami albo skaczą po dachach, kobiety robią zakupy, wywieszają pranie i opiekują się swoimi małymi bobasami, a mężczyźni piją piwo, oglądają mecze na ekranach maleńkich telewizorów w sklepach spożywczych lub grają z kumplami w karty. Vidigal wydaje się być na tyle spopularyzowaną wśród przyjezdnych fawelą, że w większości przypadków nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Co prawda zdarzyło się kilka razy, że ktoś z zainteresowaniem nam się przyglądał albo próbował nawiązać rozmowę, ale były to reakcje wynikające wyłącznie z przyjaznej ciekawości, w żadnym stopniu z wrogości wobec obcych. Któregoś dnia Piotrek został w hostelu, a ja wybrałam się do sklepu sama. Warto wiedzieć, że spacer po Vidigal wiąże się z małą wspinaczką pod górę. Jednak nawet wtedy ani przez chwilę nie czułam obawy, że coś złego mogłoby mi się przydarzyć. Zakupy spożywcze w faweli są naprawdę bardzo opłacalne, bo ceny potrafią być kilkukrotnie niższe  od tych, które znajdziemy w centrum miasta czy okolicy Ipanemy lub Copacabany.

DSC_7738

DSC_7777

DSC_7779

DSC_7799-horz

Fawelę zamieszkuje niezwykła rasa psa, który potrafi przenikać przez ściany!

DSC_8884

DSC_7786

Dzieciaki zlitowały się nad nami i pokazały palcem drogę do restauracji do której nie mogliśmy trafić przez dobre pięć minut,  szukając wejścia od złej strony

DSC_7787Lubicie sztukę ulicy? My bardzo. Vidigal, podobnie zresztą jak niemal całe Rio, obfituje w kolorowe murale, które dodają miejskiego uroku  zaniedbanym i opuszczonym budynkom. Na niektórych znajdują się nawet kontakty mailowe do artystów. Przecież nigdy nie wiadomo, kiedy obudzimy się z ogromną chęcią posiadania własnego muralu w kuchni albo toalecie. Najbardziej przypadły nam do gustu postaci z drugiego i kolejnych zdjęć poniżej, które rozsiane są też w okolicach plaż i fenomenalnie komponują się np. z betonowymi śmietnikami czy lampami drogowymi.

DSC_7770 DSC_8890DSC_8880DSC_8879 DSC_8881

DSC_7776

Największą atrakcją Vidigal, do której codziennie ściągają dziesiątki niestrudzonych, odpornych na palące słońce turystów, jest jednak Morro de Dois Irmãos, Wzgórze Dwóch Braci górujące nad Ipanemą. Wzgórze ma 533 metrów wysokości n.p.m., co czyni go wyższym od Góry Cukru (395 m.), ale wciąż pozostawia w cieniu Corcovado, sięgającego 704 metrów n.p.m. Baza wypadowa na Wzgórze Dwóch Braci mieści się tuż za stadionem na samej górze faweli, w części tzw. Wioski Olimpijskiej. Kto nie przepada za wspinaczką, może sobie odrobinę skrócić trasę korzystając z usług motor taxi, które gromadzą się na głównym placyku faweli.

DSC_7771

Główny plac i miejsce spotkań w Vidigal. To właśnie tutaj stacjonują motor taxi

DSC_8886

Przejażdżka motocyklem to niezła frajda! Trzeba tylko bardzo mocno trzymać się siedzenia, żeby nie wypaść na jednym z wąskich zakrętów lub nie zostać w tyle, gdy kierowca nagle i bez uprzedzenia postanowi przyspieszyć do granic wytrzymałości swojej maszyny. Od kolejnej wspinaczki nie ma już jednak ucieczki. Trekking na górę zajmuje, w zależności od tempa, około 30 do 50 minut. Trasa nie jest bardzo wymagająca, ale i tak należy przygotować się na zmęczenie, wspinanie po korzeniach, skałkach i kamieniach. Jak to jednak w przypadku większości gór bywa, widok ze szczytu wynagradza wszystko i sprawia, że natychmiast zapominamy o zmęczeniu. Mimo, że w kolejnych dniach spędzonych w Rio przenieśliśmy się bliżej centrum, do Vidigal wróciliśmy jeszcze ostatniego dnia właśnie po to, aby wspiąć się na  Morro de Dois Irmãos. Zachwycająca panorama Rio była ostatnim widokiem, który zapadł nam w pamięci przed odlotem do Europy. Nie mogliśmy wybrać lepszego miejsca na pożegnanie z Cudownym Miastem.

DSC_8852

Ze szczytu wzgórza rozciąga się doskonała panorama Rio obejmująca plaże Leblon, Ipanemę i Copacabanę, jezioro Rodrigo de Freitas, Corcovado ze statuą Chrystusa, fawelę Rocinha i okolice São Conrado DSC_8855

DSC_8873

DSC_8868

Oczywiście na tym relacja z Rio de Janeiro się nie kończy, a dopiero rozpoczyna! Postanowiliśmy jednak posegregować resztę wpisów tematycznie, bo wierzymy, że w ten sposób będzie Wam o wiele łatwiej znaleźć potrzebne czy interesujące informacje.