Europa Podróże

Buenos días, Madrid!

Nasza ostatnia podróż do Brazylii (niestety) nie jest już tajemnicą. Ba! Dwa tygodnie temu zderzyliśmy się z brutalną rzeczywistością, czyt. wróciliśmy do pięknego miasta nad Wisłą. Na szczęście jest jeszcze blog, film do zmajstrowania i tony zdjęć do przebrania, a wraz z nimi wracają wspomnienia!


Niemałe emocje towarzyszyły nam już od samego początku. Nie dlatego, że po raz pierwszy wspólnie lecieliśmy poza Europę, ale dlatego że po dotarciu na lotnisko Chopina zorientowaliśmy się, że check-in do naszego lotu do Madrytu jest już… zamknięty. Serca podskoczyły nam do gardeł, a perspektywa powrotu do domu (zwłaszcza gdy już pochwaliliśmy się CAŁEMU ŚWIATU, że lecimy do Brazylii) była coraz bliższa i coraz bardziej tragikomiczna. Po 10 minutach biegania po lotnisku, Piotrek opanował sytuację i  znalazł kasę przy której miły pan narysował nam prowizoryczną kartę pokładową i pogonił bocznym wejściem do kontroli bezpieczeństwa. Niczym w hollywoodzkim filmie, spoceni i wystraszeni, wbiegliśmy przez bramkę „Madrid – final call” dziękując jednocześnie niebiosom, że los tym razem okazał się łaskawy.

DSC_6252

Jesteśmy wygodnickimi leniami, więc jeśli jest ku temu okazja, korzystamy z wygody do woli. Z tego też powodu pokój w Madrycie znaleźliśmy bardzo blisko dworca kolejowego Atocha – najważniejszego węzła komunikacyjnego miasta. Sam dworzec uchodzi za arcydzieło XIX-wiecznej architektury kolejowej i nie sposób nie zgodzić się z tą opinią. W samym sercu głównego holu urządzono tropikalny ogród i sadzawkę z dziesiątkami żółwi. Piotrek twierdzi, że zdjęcia holu wyszły słabo, więc zamiast ronić łzy i kląć pod nosem, zerknijcie sobie tutaj.

DSC_6269-horz

Do mieszkania dotarliśmy późnym popołudniem, więc zanim zapadł zmrok, zdążyliśmy jeszcze obejść okolicę i odwiedzić Plaza Mayor, jeden z głównych placów miasta. Zawsze mamy to cudowne szczęście, że gdziekolwiek się znajdziemy, tam trwają prace konserwacyjne. Podobnie było i tu, dlatego sam plac nieszczególnie nas zachwycił. Myszka Minnie też wydawała się być znudzona.

DSC_6261

Jedni na spacer wyprowadzają psy…

DSC_6358

… a inni świnie. To się nazywa pies, to znaczy świnia, na baby!

DSC_6272

W Madrycie nie brakuje też starszych pań, które w wolnym czasie bawią się  w hazard :-)

DSC_6278

Od czego najlepiej zacząć dzień w Hiszpanii? No oczywiście, że od śniadania składającego się z churros!

DSC_6288

Najsłynniejszym lokalem w Madrycie podającym czekoladę z churros jest Chocolatería San Ginés istniejąca od 1984 roku.

DSC_6290

W przeciwieństwie do churros z Sewilii, madryckie obwarzanki były cienkie, bardziej chrupiące i mniej tłuste. A czekolada? Niebo! Nic dziwnego, że o każdej porze dnia i nocy ciągną tutaj tłumy ludzi.

DSC_6298

DSC_6300

Chocolatería San Ginés 
Pasadizo San Ginés 5
28013 Madryt

Po śniadaniu odwiedziliśmy Pałac Królewski i przylegający do niego niewielki park.

DSC_6319

Pałac Królewski widziany z poziomu ogrodów

DSC_6316
DSC_6322

Pastel de nata nie jest co prawda hiszpańskim specjałem, ale i tak smakował perfekcyjnie!

DSC_6329
Madryt jest jednym z tych miast, w którym wszystkie najważniejsze zabytki położone są w zasięgu wzroku.

DSC_6333-horz

DSC_6338
Nieco później trafiliśmy w okolice Placu Hiszpańskiego. Pomnik Cervantesa i bohaterów jego utworu Don Quijote de la Mancha wspólnie z gmachem Edificio España tworzą bardzo ciekawą architektoniczną kompozycję. 117-metrowy budynek w latach 50′ uchodził za najwyższy w Hiszpanii. Zaprojektowano go jako samowystarczalny zespół urbanistyczny – innymi słowy, retro-wersję warszawskich apartamentowców wyposażonych w sushi, pralnie i gabinety masażu.

DSC_6339

Tytuł najciekawszego zabytku otrzymała od nas Świątynia Debot – starożytna pamiątka z II w. p.n.e, którą rząd egipski, w podziękowaniu za ocalenie kompleksu świątyń w Numbii, podarował w Hiszpanii. Wyobrażacie to sobie? Bardzo chciałabym być świadkiem przenosin starożytnej budowli z Egiptu do Europy. Kosmos! Świątynię ostatecznie odbudowano w Parku del Oeste. Wstęp jest darmowy, więc po prostu wypada do niej zajrzeć i obejrzeć fragmenty piaskowców pokrytych autentycznymi  hieroglifami.

DSC_6355

DSC_6353

Po południowej przerwie w barze ukrytym na dachu centrum handlowego (El Jardín Secreto) i lekkim obiedzie w restauracji wegetariańskiej udaliśmy się w kierunku kolejnego parku –  El Retiro.

DSC_6376

Na terenie parku, oprócz znakomitych ścieżek dla biegaczy, znajduje się też kilka boisk – do piłki nożnej i tenisa. Pozazdrościć tym Hiszpanom…

DSC_6379

Park jest duży, piękny i zadbany. Przede wszystkim zależało nam jednak na odwiedzeniu jego perełki – Pałacu Kryształowego. W środku pałacu rozstawiono duży namiot z orientalną strefą chilloutu. Skorzystaliśmy więc z okazji, rzuciliśmy się na poduchy i obfotografowaliśmy przy okazji ludzi odpoczywających wokół nas.

DSC_6386

Ta mina może oznaczać tylko jedno… bitwę na poduszki!

DSC_6387

DSC_6395

Pałac Kryształowy – prawda, że z tej perspektywy prezentuje się fenomenalnie?

DSC_6399

DSC_6404

DSC_6410

Staw z pomnikiem Alfonsa XII razem ze swoimi łódkami przypomina mi trochę warszawskie Łazienki

DSC_6421

Pod koniec dnia odwiedziliśmy jeszcze Plaza de la Villa, a później przyszedł czas na powrót do mieszkania, przepakowanie się i mentalne przygotowanie do najdłuższego lotu w dotychczasowym życiu.

DSC_6437

Plaza de la Villa

DSC_6443

W Madrycie sporo  osób dorabia do wypłaty udając żywe rzeźby. Pół dnia bez ruchu potrafi dać w kość, także chylimy czoło! Pan na desce snowboardingowej nawet się ze mną odrobinę zaprzyjaźnił. Oczywiście dopiero po tym, jak wrzuciłam kilka groszy do jego skarbonki.

DSC_6446-horz

DSC_6448

DSC_6458

DSC_6371

DSC_6373

Muzeum Królowej Zofii mijaliśmy w drodze powrotnej na dworzec kolejowy Atocha

Właścicielką miejsca, w którym wynajmowaliśmy pokój, jest dziewczyna z Peru. Z wielką radością odświeżyłam język hiszpański, który towarzyszył nam do końca pobytu w Madrycie. Później okazał się nieszczególnie przydatny. O ile w Andaluzji ni w ząb nie rozumiałam tego, co mówią do mnie ludzie, w Madrycie mogłam choć trochę zabłysnąć i np. pomóc Piotrkowi przetłumaczyć menu w Taco Bell ;-)

mozaika_ulice

Madryckie ulice mają fantastyczne, obrazkowe opisy! Czy możemy wprowadzić je też na terenie Polski?

DSC_6345

DSC_6310

Panie, co tam w polityce? – poranny przegląd prasy

Przed północą wreszcie dotarliśmy na lotnisko. Tak gwoli ostrzeżenia, ono jest naprawdę przeogromne! Samo dotarcie do odpowiedniego terminalu i bramki zajęło nam około 40 minut. W pociągu przewożącym pasażerów pomiędzy terminalami miałam jeszcze okazję po raz kolejny usłyszeć to, co regularnie słyszeliśmy od różnych ludzi przez miesiąc poprzedzający podróż. Pan siedzący obok mnie najpierw zapytał skąd jestem, a na wieść, że wybieramy się do Brazylii, powiedział – uważaj, to bardzo niebezpieczny kraj! Hmm, wkrótce miała nadejść okazja, aby przekonać się o tym na własnej skórze…

DSC_6481

DSC_6477

  • churros! nigdy nie jadłam, jakos nigdy sie nie składało. nawet nie wiem jak smakuja. jak pączki? sa chrupkie/chrupiące?

    fajnie, że polecieliscie, ameryka południowa nadal przed nami. ale! już blizej nam niż dalej, myśle.

    • Pączkowate są, ale ostatecznie wszystko zależy od stopnia wysmażenia. Zdecydowanie cienkie lepsze :-) Spróbuj koniecznie, 1000 kcal w jednym kęsie!

  • Pałac Kryształowy mnie oczarował :) Świetne miejsce!

    A Pan ze świnią…cóż, ciekawie. Mam tylko nadzieję, że nie skończyła jako jego obiad…speaking of, churros bym zjadła…mówisz, że dwa kęsy to dzienne zapotrzebowanie kaloryczne? :D

    • Oj tam, życie jest za krótkie, żeby liczyć kalorie :-D

  • Churros, uwielbiam :D Polecam także zajrzeć do 100 Montaditos przy kolejnej okazji:)

  • Fajna, lekka relacja – z przymrużeniem oka, nieprzegadana, zachęcająca, takie lubię! Dziękuję i pozdrawiam na dwa dni przed wylotem do Madrytu :-)

    • Hej Aga! W sieci jest za dużo klocków informacyjnych, staram się to jakoś odciążyć ;-) Niemniej, z tego co widzę to jedna z najkrótszych relacji jakie napisałam, aż trochę się wstydzę ;-) Baw się dobrze i wpadaj częściej! Pozdrawiam!