Europa Podróże

Bruksela szlakiem komiksu!

Dwudniowy wypad do Belgii jest już trochę nieaktualny, bo jeszcze z zeszłego roku. Z drugiej jednak strony wspominanie udanych wyjazdów należy do bardzo przyjemnych spraw, więc nie mam nic przeciwko, aby choć na chwilę powrócić do krainy czekolady, piwa i siusiającego chłopca.


 

DSC_9112

Nocleg w przystępnej cenie tradycyjnie udało nam się znaleźć dzięki Airbnb. Na miejsce dotarliśmy tuż przed północą, a po drodze błądziliśmy chwilę po okolicy. Zaczepiliśmy nawet jedną panią, aby spytać ją o drogę. Nie tylko bardzo nam pomogła, ale jeszcze zaproponowała żebyśmy poszli z nią do mieszkania i skorzystali z WiFi. Przypomnę, że było grubo po 23.00! To był tylko przedsmak otwartości z jaką spotkaliśmy się w Belgii i do tej pory zastanawiam się, dlaczego Polacy na co dzień nie potrafią być tak zwyczajnie uprzejmi. Hermione, właścicielka mieszkania zrobiła na nas fantastyczne wrażenie. Nigdy nie spotkałam osoby, która potrafi śmiać się dosłownie ze wszystkiego i robi to co pół minuty. Hermione do Belgii przyleciała z Beninu. Ale to jeszcze nic. Hermione jest księżniczką i za każdym razem gdy przyjeżdża do domu, ludzie w wiosce padają jej do stóp. Przyjaźni się z prezydentem i ambasadorem, ale cała królewska otoczka niespecjalnie ją ekscytuje. Zaprosiła nas do siebie i powiedziała, że nie musimy martwić się o nocleg. Od ręki po znajomości może załatwić darmowy nocleg w królewskim pałacu. Gdyby loty do Beninu nie były tak drogie, pewnie jeszcze w tym roku skorzystalibyśmy z okazji.

Pierwszy dzień weekendu poświęciliśmy odkrywaniu Brukseli. O Belgii słyszałam bardzo dużo dobrego, ale sama nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona. Wydawało mi się, że poza Atomium nie ma tam nic, co warte byłoby naszej uwagi. Na szczęście miło się zawiodłam!

DSC_9141

Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam, gdzie będę chciała zjeść śniadanie. Nad głową piękne szklane zadaszenie, a wokół intensywny zapach czekolady, roztaczający się z pobliskich sklepów serwujących ballotin – pralinki, jeden z najsmaczniejszych towarów eksportowych Belgii. Luksusowy pasaż handlowy Galeries Royales Saint-Hubert robi wrażenie. Podobnie jak ceny towarów ułożonych za witryną. W samym sercu pasażu znajduje się Le Pain Quotidien, połączenie piekarni i kawiarni serwującej organiczne pieczywo, dżemy, konfitury,  pasty do chleba i słodkie wypieki. W internecie przeczytałam, żeby na śniadanie wybrać się z samego rana, bo szybko robi się tłoczno. Dotarliśmy na miejsce niecałą godzinę po otwarciu, a lokal pękał w szwach. Największym powodzeniem cieszył się tzw. common table, wspólny stół śniadaniowy, na punkcie którego szaleją ostatnio wszystkie warszawskie knajpy.

DSC_9139

Wybór padł na śniadanie „po francusku”. Koszyk pieczywa (organicznego!), sok pomarańczowy, kawa, dwa rodzaje konfitury i oczywiście czekolada! Mleczna i biała, które po kolei wędrowały po wszystkich stołach, aż w końcu dotarły i do nas. Zapchaliśmy się niemiłosiernie i z żołądkami wypełnionymi croissantami i czekoladą ruszyliśmy na podbój miasta.

Le Pain Quotidien

Galerie de la reine 11

Brussels

DSC_9131
DSC_9128

Kiedyś byłam wielką komiksiarą. Właściwie to do tej pory jestem, ale odkąd zarabiam na siebie i liczę dwa razy każdy grosz, pomysł kolekcjonowania komiksów odszedł raczej w niepamięć.  Nie ma tego złego, bo powrót do czasów dzieciństwa zafundował nam Belgian Comic Strip Center (Belgijskie Centrum Komiksu).

4

DSC_9157

DSC_9151

Smurfy, Tintin, Lucky Luke – czy wiecie, co łączy bohaterów popularnych komiksów i kreskówek? Wszyscy narodzili się właśnie tutaj, w Belgii. Dzięki udostępnionej ekspozycji można dowiedzieć się m.in. w jaki sposób narodził się komiks, poznać poszczególne etapy jego powstawania i przyjrzeć się odręcznym szkicom legendarnych rysowników.

DSC_9262

Hergé, twórca Przygód Tintina. Bliski przyjaciel i współpracownik belgijskiego rysownika został prezesem Belgijskiego Centrum Komiksu, organizacji non-profit utrzymującej się z datków odwiedzających je turystów.

Po godzinie zwiedzania dotarliśmy do Doliny Smurfów!

DSC_9204

DSC_9210

DSC_9194

DSC_9193

Smurfastyczny domek w skali 1:1. Oprócz domku można było przyjrzeć się meblom i ubraniom, których wielkość miała pomóc wyobrazić sobie wysokość przeciętnego Smurfa.

DSC_9162

Jeden obraz mówi więcej, niż tysiąc słów. Trudne sytuacje ekonomiczne i polityczne dawały belgijskim artystom ogromne pole do ekspresji nastrojów społecznych.

DSC_9165

Wally jest już przereklamowany. W muzeum odkryliśmy jego następcę (a może poprzednika?) – Zgadnij, gdzie jest Adolf?

DSC_9182

Piękna zabawka prezentująca, w jaki sposób „działał” komiks. Poruszasz bębnem i przez wąski otwór obserwujesz animowaną scenę – galopującego konia.

DSC_9215

Osobiście szczególnie zauroczyła mnie seria komiksów o Alicji z Krainy Czarów, która zagubiła się w ponurej, współczesnej Brukseli.

DSC_9221

DSC_9227

Sprycjan, kolejny bohater komiksowej popkultury i kreskówki Sprycjan i Fantazjo.

DSC_9230
DSC_9234

Niektóre figurki były przepięknie wykonane. Niestety przepiękne były też ich ceny, więc poszliśmy na kompromis i zadowoliliśmy się miniaturowym Tintinem w postaci zawieszki do kluczy.

DSC_9244

DSC_9231

DSC_9235

Do tej pory nie rozumiem, dlaczego jeden Smurf ma rogi, drugi krabie szczypce, a trzeciego przebrano za rybę…

DSC_9267

Oko w oko z Papą Smurfem. Trochę się speszyłam.

DSC_9159

Miejsce zobowiązuje. Zaglądaliśmy przez ramię młodym adeptom sztuki rysowniczej, ale żaden z nich nie pokusił się o stworzenie następców Smurfów. Wszyscy woleli rysować lampę…

Jeśli macie więcej czasu i lubicie sztukę uliczną, bardzo polecam wybranie się na kilkugodzinny spacer szlakiem komiksowych murali. Inicjatywa Centrum Komiksu szybko przekształciła się w jedną z ciekawszych atrakcji miasta. W tej chwili w Brukseli znajduje się ponad 50 murali przedstawiających sceny z popularnych komiksów. W internecie można znaleźć szczegółową mapę ich lokalizacji lub zapisać się na dwugodzinną wycieczkę rowerową szlakiem kolorowych obrazków.

DSC_9314

2

3

1

Podstawowa zasada wyszukiwania dobrych knajp mówi: Idź tam, gdzie tłoczno, a zjesz smacznie i nie zbiedniejesz. Obiad zjedliśmy w Mer du Nord, serwującej dania z ryb i owoców morza. To miejsce jest trendy, dokładnie tak jak Starbucks, bo wołają cię po imieniu żebyś czym prędzej odebrał swoje zamówienie: „Karolinazuparybnaproszęraaaaaz!”

DSC_9287

DSC_9275

DSC_9282

Burger z łososia

DSC_9284

Zupa rybna

Noordzee Mer du Nord

45, Rue Sainte-Catherine

Brussels 1000

Nie, nie… o centrum też nie zapomnieliśmy. Na Grote Markt wybraliśmy się w poszukiwaniu siusiającego chłopca Manneken pis – nie wiedzieć czemu, symbolu Brukseli. Jedna z legend mówi, że w XIV wieku miasto zostało zaatakowane przed najeźdzców lubujących się w materiałach wybuchowych. Jeden z nich już miał zniszczyć mury obronne, ale mały dzielny chłopczyk odkrył miejsce detonacji, wysikał się na palący się lont i tym sposobem uratował stolicę Belgii. Pamiętajcie o tym następnym razem, gdy zachce Wam się siusiać na ulicy. Możecie zyskać sławę, a później wybudują Wam pomnik!

DSC_9303

5

DSC_9316

Oto on, mały bohater w swojej siusiającej odsłonie! Zastanawialiśmy się z Piotrkiem, ile piwa musiał wypić, skoro leje cały dzień i całą noc?

DSC_9295

DSC_9298

Leonidas i Neuhaus to dwie najpopularniejsze firmy produkujące pralinki z belgijskiej czekolady. Najstarszy sklep Neuhaus mieści się w pasażu Saint-Hubert. Właśnie tam powstała pierwsza czekoladowa kulka owinięta w szeleszczący papierek, która w krótkim czasie stała się kultowym podarunkiem i przyniosła właścicielowi duży majątek.

DSC_9363

Jak smakuje belgijska czekolada? Odpowiedziałabym: jak czekolada. Nie jem słodyczy szczególnie często, więc naprawdę ciężko było mi zauważyć jakąkolwiek różnicę w smaku. Wielu znajomych, których po powrocie poczęstowałam czekoladkami było jednak zdania, że te belgijskiej produkcji nie mają sobie równych.

DSC_9322

DSC_9324

DSC_9327

Zdradzę Wam tajemnicę. Tuż obok siusiającego chłopca sprzedają najpyszniejsze gofry belgijskie, jakich dane mi było spróbować. Mocno wypieczone i chrupiące na zewnątrz, a w środku miękkie gorące ciasto. Najlepsze i najzdrowsze są te w podstawowej wersji, ale jeśli ktoś jest hardcorem lub pragnie przytyć, może skusić się na podwójną porcję bitej śmietany, owoców i sosu czekoladowego. Koszt jednego gofra bez dodatków to 1 euro.

DSC_9424

DSC_9346

Nie sposób uciec od sklepów z komiksami. Ale też i po co od nich uciekać, skoro w środku jest tak przyjemnie…

DSC_9307

Niedaleko rynku znaleźliśmy uroczy sklepik z rękodziełem i oszaleliśmy na punkcie drewnianych, ręcznie malowanych postaci disneyowskich produkcji. Jesteśmy dużymi dziećmi i z bajek nie wyrośniemy, ale z bólem serca zrezygnowaliśmy  z zakupu, bo w przeciwnym wypadku nie starczyłoby pieniędzy na powrót do Polski. Mamy jednak mocne postanowienie: następnym razem wracamy do sklepu z odliczoną gotówką i później „niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”.

DSC_9411

DSC_9415

DSC_9422

Słyszeć tyle o kilkuset rodzajach piwa i nie spróbować żadnego? To u nas nie przejdzie. Najlepszym miejscem na wieczornym chillout jest polecany przez wielu lokalsów pub Delirium Café. I choć nie przepadam za piwem i nie pamiętam, czy kiedykolwiek wypiłam jedno w całości, wybrałam takie mocno wiśniowe i zdołałam opróżnić całe pół kielicha. Sukces na moją miarę.

DSC_9388

DSC_9372

DSC_9442

Właściciela teatru kukiełkowego mijaliśmy po południu. Wieczorem wciąż stał w tym samym miejscu i zabawiał przelewający się przez rynek tłum przechodniów.

DSC_9451

DSC_9436

Ratusz najlepiej prezentuje się po zmroku, prawda?

Atomium miało być naszą wisienką na torcie. Dotarliśmy do niego późnym wieczorem, więc w przeciwieństwie do większości osób, które fotografują je za dnia – my mamy zdjęcia nocne.

DSC_9464

DSC_9468

DSC_9471

Którędy do domu?

Loca_comp

Tak wyglądają skutki zmęczenia, które idą sobie w parze z głupawką :-)

Przed powrotem do domu zdążyliśmy jeszcze zahaczyć o siedzibę Parlamentu Europejskiego. Pobiegaliśmy trochę po placu, ale było zbyt ciemno żeby wykonać dobre zdjęcia. Wykorzystaliśmy więc okazję i przełączyliśmy się na tryb kamery, chcąc pokazać Parlament z nieco innej strony. Mam nadzieję, że Piotrkowi uda się coś sklecić i niebawem zaprezentujemy Wam swojego pierwszego vloga!

DSC_9489

DSC_9486