Azja Europa Podróże

Pierre Loti – przez cmentarz na skróty

Chcesz zobaczyć panoramę Stambułu? Uzbrój się w odwagę, bo droga wiedzie przez rozległy cmentarz. Strome zbocze wzgórza pokryte nagrobkami tworzy kamienną spiralę schodów, którym trudno odmówić. I choć można przejść spacerem po brukowanej ścieżce, my wybraliśmy przygodę. Przez cmentarz. Na przełaj. A wszystko dla widoku Złotego Rogu i gorącej tureckiej herbaty.


 

DSC_6489

Wyprawa do Eyüp rozpoczęła się całkiem tradycyjnie. Na kartę miejską złapaliśmy „wodną taksówkę” i na pół dnia pożegnaliśmy zaprzyjaźniony brzeg Stambułu. Może nie jest to podróż pierwszą klasą na luksusowym jachcie, ale wiatr z uporem maniaka targający włosy i spieniona woda pod stopami (pod warunkiem, że wystawisz nogi przez barierki) to idealny sposób na upał.

DSC_6485

Po zacumowaniu w przystani i zejściu z pokładu przyjęliśmy ulubioną strategię przetrwania w nowym miejscu pt. „Idź za tłumem, on cię poprowadzi”. Dzięki temu po kilku minutach kluczenia dotarliśmy do stóp wzgórza Pierre Loti, na które planowaliśmy się wspiąć, wypić herbatę i w spokoju kontemplować panoramę miasta i Złotego Rogu (zatoki Bosforu oddzielającej tereny starożytnego Konstantynopola od lewobrzeżnej części miasta). Nazwa Pierre Loti wzięła się od pseudonimu literackiego XIX-wiecznego pisarza i oficera francuskiej marynarki Juliena Viauda. Ów pan, podczas kilkuletniej służby trafił do Stambułu i szybko zakochał się w mieście i jego kulturze. Pisząc książki, niemal codziennie miał zwyczaj odwiedzać ulubione wzgórze, wpatrywać w horyzont i popijać słodką czarną herbatę. Zrezygnowaliśmy z półgodzinnego oczekiwania na 1,5-minutowy przejazd kolejką i zdecydowaliśmy się przejść porastający wzgórze cmentarz. Na przełaj, bo tak najciekawiej.

DSC_6514

Cmentarz na wzgórzu? W Polsce to dosyć rzadki widok, ale potrzeba matką wynalazku. Gdziekolwiek nie postawiłbyś nogi, zaraz wpadniesz na cudzy nagrobek albo grobowiec. Te drugie tworzą całkiem wygodne schody, po których bez problemu można wspiąć się na sam szczyt. Przez chwilę czuliśmy się naprawdę dziwnie depcząc po grobach i stękając z wysiłku, ale gdy po kilku minutach wspinaczki dostrzegliśmy rozsiadłych się wygodnie na grobowcach rozmawiających mężczyzn, wyrzuty sumienia trochę się zmniejszyły. Nagrobki szczególnie upodobały sobie jednak koty. Co drugi, trzeci z nich okupowała wygrzewająca się na słońcu kocia ferajna.

DSC_6546

W momencie gdy całkowicie poddaliśmy się w próbach odczytywania imion i nazwisk wyrytych na  marmurowych, kamiennych i piaskowych tablicach, całkiem przypadkiem okazało się, że właśnie dotarliśmy na miejsce.

DSC_6528

DSC_6516

Jedyna kawiarnia na wzgórzu, zbudowana tuż obok tarasu widokowego, jest wypchana po brzegi. Upolowanie miejsc przy stoliku, zwłaszcza przy barierce, graniczyło z cudem. Nasz cud zdarzył się dopiero po półgodzinnym okupowaniu schodów, a i tak nie dostaliśmy się do strategicznych miejsc. Kilka było co prawda upatrzonych, ale w momencie gdy jedna osoba odchodziła od stolika, w tej samej sekundzie na jej miejscu materializowała się kolejna. Cicha walka o siedzenie, dokładnie tak jak w warszawskim metrze w godzinach szczytu. Panorama miasta, Bosforu i turecka herbata wynagrodziły nam stres i ukoiły umęczone dusze ;-)

DSC_6539

DSC_7028

DSC_6527

I tym sposobem doczekaliście się przełomowego momentu – kończymy naszą kilkudniową relację ze Stambułu! Choć sądząc po ilości poświęconych mu postów, moglibyście zgadywać, że spędziliśmy tam co najmniej pół miesiąca. Mam nadzieję, że wystarczająco zachęciliśmy Was do odwiedzenia miasta na pograniczu Azji i Europy. Słyszałam, że Stambuł to jedna z najgorętszych destynacji 2015 roku, więc lepiej nie pozwólcie jej ostygnąć i zróbcie to, co do Was należy!

PS. Praktyczne rady dotyczące wyjazdu i subiektywny przewodnik polecanych miejsc za jakiś czas pojawi się w dziale Porady w lewym panelu bloga.