Azja Europa Podróże

Shopping twojego życia

Uważaj, będzie tłoczno, głośno i niebezpiecznie! Uważaj na torbę, trzymaj ją mocno. Uważaj na ludzi, najlepiej uważaj na wszystko i miej oczy dookoła głowy, bo szybko możesz zostać okradziona. Tak mogłabym streścić część relacji na blogach, dawno nieaktualizowanych stronach i opowieści znajomych.


Co o tym myślę po fakcie? To chyba żart. Stambuł, mimo swego radosnego rozgardiaszu, jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc, w jakich byłam do tej pory. Przez pierwsze kilkanaście minut przeczesywania bazarów przyciskałam do siebie kurczowo torbę, aż metalowy łańcuch zostawił po sobie oryginalny ślad na skórze, a ręka zdrętwiała z bólu. W końcu doszłam do wniosku, że niepotrzebnie robię z siebie wystraszonego dzikusa, który przed wyjazdem nasłuchał się niedobrych opowieści (od osób, które nigdy nie były w Turcji). Szybko zapomniałam o bezpodstawnych ostrzeżeniach i z ekscytacją zatopiłam się w barwny tłum ludzi gotowych na shopping swojego życia.

DSC_6454

Targ Korzenny (znany jako Targ Egipski)

Młodszy brat Wielkiego Bazaru to prawdziwy raj dla kulinarnych entuzjastów i amatorów słodyczy. Najlepsze miejsce w Stambule, aby zaopatrzyć się w torebki aromatycznych przypraw, suszonych warzyw i owoców, herbatę na wagę i największą zmorę dentystów – lepkie, piekielnie słodkie,  ciągnące się lub/i kruche tureckie słodkości.

DSC_6437

DSC_6202

DSC_6200

Dziesiątki smaków lokum (w wersji najtańszej z cukrem, w wersji droższej z miodem), chałwa, baklawa, pişmaniye i wszystko inne, czego nie potrafię nazwać, a jest pokryte grubą warstwą miodu, cukru i orzechów. Jeden kawałeczek baklawy wielkości kciuka i masz dość na cały dzień. Z Targu Korzennego wynieśliśmy czarną turecką sypaną herbatę i słodkie pamiątki dla rodziny i znajomych, opakowane w pudełka z wszędobylskim napisem „turkish delights”.

DSC_6193

DSC_6433

Sypana herbata, najdroższa, ale i najbardziej wartościowa. Na dole jaśmin i kilka odmian herbaty z pączków róż. Na górze herbaty zielone, cytrusowe i z granatów

DSC_6205

DSC_6449

 Jeśli gąbka pod prysznic, to tylko z głębin morza

DSC_6451

 A może tygielek do parzenia tureckiej herbaty? Ciągle w użytku, niezbędne wyposażenie każdego mieszkańca Turcji

DSC_6476

Tak może wyglądać zirytowany sprzedawca krzyczący „Be careful!”, któremu próbowałeś zrobić zdjęcie z ukrycia, bo miał ciekawą brodę i wyraz twarzy

O ile Wielki Bazar to inna historia, na Targu Egipskim nie ma sensu się o cokolwiek targować. Ceny przypraw, słodyczy czy herbat są podane na tabliczkach i w większości przypadków nie podlegają negocjacjom. Zresztą, wyobrażacie sobie robić komuś awanturę, że 100g lokum powinno być obiektywnie rzecz biorąc 3 złote tańsze, bo inaczej to zbrodnia w biały dzień? Jeśli jesteście żądni krwi  przygód, portfel w dłoń i marsz na Kryty Bazar!

DSC_6324

Kryty Bazar (Grand Bazaar)

W centrach handlowych czujecie się jak  w domu? To co powiecie na jeden z najstarszych i  największych bazarów świata, którego budowę rozpoczęto już w średniowieczu? Mało? To dodam na zachętę, że do dyspozycji macie 64 alejki  z ponad 3500 sklepami, 22 000 sprzedawców, pracowników sklepów i restauracji, 22 bramy wejściowe i od 250 do 500 tysięcy klientów każdego dnia.

DSC_6358

DSC_6328

Każda ulica to inna strefa zakupowa: antyki, biżuteria, dywany i klimy, lampy, figurki i posążki, akcesoria do domu, odzież, wyroby ze skóry, tkaniny i ceramika. Jeśli ktoś lubi przemyślane zakupy, nie obędzie się bez mapy. A że znalezienie jej na miejscu graniczy z cudem, lepiej wydrukować ją sobie zawczasu w domu czy hostelu.

DSC_6369

DSC_6475

DSC_6407

Michael Kors, Prada czy Louis Vitton? Nie mogłam się zdecydować, więc nie wzięłam żadnej i nie  mam czym szpanować na warszawskich ulicach

My zarezerwowaliśmy sobie na zakupy pół dnia, więc bez pośpiechu zaglądaliśmy w każdy kąt, wielokrotnie wpadając na te same uliczki i tych samych sprzedawców, którzy dopiero co przepędzili nas ze swojego stoiska (no photos!), albo dobili z nami targu.

Większość opowieści o sprzedawcach-naciągaczach zaczepiających cię na każdym kroku można już spokojnie odłożyć między bajki. Sprzedawców, których spotkaliśmy na swojej drodze, mogłabym podzielić na dwa typy:

a) ciekawskie gaduły, które uruchamiają się dopiero gdy podejdziesz do ich stanowiska, pytają skąd jesteś, co sprowadza cię do Stambułu, jak ci się podoba i co chciałbyś kupić. Gdy już się zdecydujesz, celowo podają cenę z kosmosu, aby z tobą pogawędzić przynajmniej 5 – 10 minut i sprawdzić, czy potrafisz się targować

b) znudzone burczymuchy, które podając cenę wskazanej przez ciebie rzeczy nie przyjmują do wiadomości jakiejkolwiek próby negocjacji, bierzesz pan za tyle ile mówię, albo „goodbye, thank you!”

DSC_6356

Zadowolony klient to zadowolony sprzedawca! ;-)

Stanowczo przyjemniej dobija się interesu z tymi pierwszymi. W ten sposób wynegocjowałam brelok do kluczy z okiem proroka, a przy okazji przeszłam test z polskości, próbując odpowiedzieć na pytanie, kto jest autorem piosenki z dziewczynami i witaminami w refrenie. Piotrek od pana na zdjęciu powyżej dowiedział się na przykład, że nie jest Polakiem, za to pochodzi z Chin, bo wygląda jak Chińczyk. Na innym stanowisku wynegocjowałam chustę, której cena po 10-minutowej negocjacji spadła o połowę, mimo, że na wstępie usłyszałam, że „to materiał bardzo dobrej jakości i musisz zapłacić więcej, bo inaczej nie zarobię”. Praktyczne pamiątki są najlepsze, dlatego na do widzenia kupiliśmy zestaw dwóch małych szklanek  zwanych „tulipanami” (ze względu na swój kształt), z których Turcy namiętnie popijają dosładzaną czarną herbatę.  Zestaw Młodego Herbatnika :-) nabyliśmy u młodego hipstera z brodą i w adidasach, który definitywnie nie znał się na targowaniu, żartach i dobrym humorze (sprzedawca kategorii „b”).

Dobijanie targu z tureckimi sprzedawcami jest naprawdę przyjemne. Jeśli tylko za bardzo nie przyzwyczailiśmy się do opcji „Kup teraz” na Allegro, warto wykorzystać parę sprawdzonych przez setki osób tricków, które pomogą nam kupić upatrzony towar w rozsądnej cenie.

Jak się targować na Krytym Bazarze?

Przede wszystkim, najpierw pytajmy o cenę wyjściową i nie sugerujmy jej sami. W większości przypadków, jeśli zdecydujemy się na zakup i umiejętnie pokierujemy rozmową, zapłacimy 1/2 lub 1/3 początkowej stawki. O ile nie licytujemy oryginalnego perskiego dywanu z pałacu sułtana, zgadzanie się na wyższą kwotę będzie zwyczajną stratą pieniędzy. Gdy sprzedawca podawał cenę nie z tego świata, ja walczyłam tą samą bronią i proponowałam śmiesznie niską stawkę. Po kilku minutach rozmowy i nieznacznym podbijaniu ceny do wcześniej założonej, spotykaliśmy się gdzieś w połowie i finalizowaliśmy transakcję. Dobrym rozwiązaniem (i chyba jednym z najbardziej popularnych) jest nieokazywanie zainteresowania i powolne odchodzenie od stoiska, jeśli uznamy, że cena jest zbyt wysoka. Sporo sprzedawców jest jeszcze skłonnych cię wołać, żebyś wrócił i „na drodze wyjątku” obniżyć cenę towaru. Równie dobrą metodą, sprytną i mniej wyświechtaną jest wmawianie sprzedawcy, że sąsiad z alejki za rogiem sprzedaje te same miski/szklanki/torebki za 20 lirów mniej i co to ma być za interes. Wzruszasz ramionami mówiąc, że chyba wrócisz do kolegi, a wtedy sprzedawca mówi: „okay, okay…”, a ty śmiejesz się radośnie i triumfujesz w duchu.

DSC_6320

Lampom mogłabym poświęcić osobny wpis na blogu.  Zaczarowały mnie już kilka lat temu w Maroku i od tamtego czasu uwielbienie nie straciło na wartości. Gdyby tylko nie były tak potwornie drogie (od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych) i dały się przewieźć w bagażu podręcznym…

DSC_6340

DSC_6372

DSC_6384

Ceny w Stambule są zbliżone do naszych, choć waluta działa na niekorzyść złotówki. Pieniądze szybko uciekają z portfela, nawet gdy nie wydaje się ich na bzdury czy tonę jedzenia. Dobrze jest więc założyć sobie dzienny budżet i starać się go nie przekraczać, żeby potem nie szukać rozpaczliwie bankomatu. Pośpiech na bazarach niewskazany! Koniecznie rezerwujcie sobie parę godzin na swobodny spacer i przemyślane zakupy, a prawdopodobieństwo, że wrócicie do domu zadowoleni będzie naprawdę wysokie. Pamiętajcie, co mówiła Marylin Monroe: „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy”. To jak… gotowi na mały, orientalny shopping?

DSC_6348

A w ramach przerwy w zakupach – gorąca herbatka za 1 lira…

DSC_6417

… i nauka gry w tryktrak – tureckie warcaby!

A jeśli wciąż Wam mało i chcielibyście dowiedzieć się o życiu targowym czegoś więcej, polecam wpisy eksperta – Gosi z Rodzynek Sułtańskich.