Azja Europa Podróże

„Istanbul. They call it chaos, we call it home”

Od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł, aby poznać turecką kulturę, a przede wszystkim zobaczyć na własne oczy najludniejsze miasto Europy oraz to co ma do zaoferowania. Kierunek – Stambuł!
Dla urozmaicenia podróży udaliśmy się w pierwszej kolejności do Burgas w Bułgarii, skąd w nocy mieliśmy przetransportować się do Turcji.


Krótki pobyt nad Zatoką Burgaską spędziliśmy w dużej mierze wałęsając się wzdłuż wybrzeża. Jeszcze w samolocie przeczytaliśmy w gazetce „wizzairowej” o odbywającej się w mieście wystawie figur piaskowych. Ucieszyliśmy się podwójnie, bo tematem przewodnim miały być tym razem postaci z bajek, m.in. z Disneya.

DSC_5620

Na miejscu złapaliśmy autobus do centrum i tam wybraliśmy się na obiad. Nie mieliśmy zielonego pojęcia, który lokal odwiedzić (nie było ich zresztą za dużo…), więc pani z punku informacyjnego poleciła nam restaurację Golden Anchor.

DSC_5636

DSC_5629

Skusiłem się na kawałki piersi z kurczaka z grzybami zapiekanymi w serze, Karolina na chłodnik jogurtowy i sałatkę oznaczoną w menu jako reprezentacyjne danie kucharza, która okazała się gigantyczną mieszanką ryb, past, serów i innych, trudnych do określenia składników, które pod koniec posiłku nie mieściły się już w niczyim żołądku.

DSC_5633

Z pełnymi brzuchami udaliśmy się w stronę piaskowych rzeźb. Niektóre z nich naprawdę zachwycały, jednak większość nie zwaliła nas z nóg. Dlatego też zdecydowaliśmy się na zwiedzanie wyłącznie… zza ogrodzenia.
Samo miasto nie wyróżnia się niczym szczególnym. Resztę dnia spędziliśmy na plaży i molo, a wieczór w jednym z okolicznych barów.

DSC_5641-horz

DSC_5663

DSC_5655

DSC_5659

DSC_5695

Oryginalna płyta winylowa Elvisa w jednym z ulicznych antykwariatów. Król żyje!

DSC_5676

Tak będzie wyglądało logo McDonald’s w post-apokaliptycznym świecie. Welcome to the dark side, we have hamburgers.

DSC_5705

Bardzo twarzowa… bluzka!

Na przystanku autobusowym spotkaliśmy trójkę Polaków: studentkę ASP, która jechała do Stambułu w ramach programu „Erazmus” i małżeństwo w drodze do Maroka. Nocną przeprawę spędziliśmy na rozmowach o podróżach, bo próba zaśnięcia okazała się zbyt wymagającym wyczynem. Spanie przerywały nam kontrole graniczne, gdzie co rusz trzeba było skanować bagaże, podbijać paszporty i legitymować się dokumentami. Nie ma co, noc pełna wrażeń! Zwłaszcza, że przejście graniczne między Bułgarią a Turcją przypominało wyludnioną wioskę z horroru „Silent Hill”.

Przewoźnik wyposażył autobus w eleganckie, wbudowane w oparcia foteli, tablety. Okropnie głośna, dyskotekowa turecka muzyka, kreskówki, filmy i gry typu „Angry Birds” – żyć nie umierać, drodzy państwo. Rano kierowca  porzucił nas na środku głównego dworca autobusowego w Stambule. Na miejscu panował istny chaos. Jeden krzyczał, drugi trąbił, a trzeci biegał między autokarami. Kierowcy jeździli jak chcieli i gdzie chcieli. Pomyślałem: „Oho, tu będzie ciekawie!”.

Było bardzo wcześnie, około 6.00 rano, a miasto już tętniło pełnią życia. Podróż do centrum Stambułu  była cudowna. Z jednej strony nowoczesne wieżowce, a z drugiej pełen orient w postaci lasu minaretów wyrastających ponad zabytkową architekturę. Byliśmy bardzo podekscytowani wizją tego, co zobaczymy na miejscu.

Lokum, za sprawą niezastąpionej platformy Airbnb, zagwarantowała nam Hatice, Bułgarka od 8 roku życia a mieszkająca w Turcji. Niestety nie zastaliśmy jej w mieszkaniu ze względu na pracę, dlatego zostawiła nam klucze w pobliskim sklepie spożywczym. Jak widać ludzie dobrze się tu znają i nie mają niczego do ukrycia. Próba porozumienia się ze sprzedawcą zajęła nam kilka minut, ale dzięki pomocy tłumacza wbudowanego w telefon kasjera, w końcu otrzymaliśmy klucze zawinięte w papier opisany z każdej strony imieniem KAROLINA.
Po krótkiej drzemce wybraliśmy się w stronę Mostu Galata. Odchodząca od placu Taksim popularna ulica Istikal pełna sklepów, restauracji, a przede wszystkim tłumu ludzi, zaprowadziła nas do celu.

DSC_5711
Wieża Galata, jeden z symboli Stambułu

DSC_5712

Most uginał się od tłumu wędkarzy i sprzedawców, którzy za wszelką cenę chcieli opchnąć spacerowiczom swój towar.  Pierwsze plany konstrukcji stworzył sam Leonardo da Vinci, ale ostatecznie nie spodobały się sułtanowi. Most tworzą dwie kondygnacje, górna z ulicami i liniami tramwajami oraz dolna, wypełniona restauracjami, do których turystów naganiają „niezwykle uprzejmi” kelnerzy. Wierzcie mi, po jakimś czasie robi się to denerwujące. Dlatego później postanowiliśmy, że będziemy w ekspresowym tempie pokonywać ten odcinek mostu i nie rozglądać się na boki, aby dali nam święty spokój.

Po drugiej stronie na orzeźwienie wypiliśmy świeży sok z granatów, bardzo popularny wśród lokalesów. Każdy sprzedawca miał swój mały wózeczek uzbrojony w prowizoryczną wyciskarkę i blat do krojenia owoców. Smak bezcenny!

Tuż przy przystani Eminonu spróbowaliśmy rybnych kebabów serwowanych z zacumowanych przy brzegu łodziach. Niby prosta kanapka, ale jak dobrze smakuje. Zwłaszcza, gdy jesteś bardzo głodny. Wokół kręciło się pełno dzieci sprzedających różne niepotrzebne rzeczy, które na pytanie czy chcemy coś kupić wymagały od potencjalnych klientów tylko jednej odpowiedzi: „Yes!” Bez dwóch zdań, Stambuł to jeden wielki bazar. Na każdym  kroku znajdzie się ktoś, kto chce dobić z tobą targu.

DSC_5721

DSC_5723

DSC_5719

DSC_5724

Najedzeni, odwiedziliśmy Nowy Meczet, którego nie da się przeoczyć będąc w okolicy. Rozlegające się z minaretów nawoływanie do modlitwy przypominało nam na każdym kroku, że znaleźliśmy się daleko od katolickich kościołów.

DSC_5737

DSC_5772

Sam Meczet jest dość starą świątynią, bo pochodzi aż z XVI wieku. Budowa zajęła 60 lat, a to głównie z powodu braku pieniędzy. Dopiero wybudowanie Bazaru Egipskiego i zyski z handlu przyniosły miastu profity niezbędne do dokończenia budowli.

DSC_5770

DSC_5743

Aby wejść do środka, kobiety muszą założyć „strój maryjny” (opasać się materiałem od stóp do głów) i – podobnie jak mężczyźni – zdjąć obuwie.  Przyjemnie było usiąść na dywanie, spojrzeć na sklepienie meczetu i poczuć się jak mała mrówka w rozległym mrowisku.

Old turkey man
DSC_5733

Stylizacja do meczetu. Prawda, że Maryjka? ;)

Po krótkim odpoczynku na miękkim dywanie ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejna na celowniku była Hagia Sophia…