Europa Podróże

Czas na sjestę!

W upalną noc spóźnionym samolotem lądujemy w Maladze. Zaraz po wyjściu z terminalu biegniemy z wywalonym jęzorem aby zdążyć na ostatni pociąg do miasta. Nie uśmiecha nam się płacić taksówkarzowi, a tym bardziej spać na lotnisku, dlatego mkniemy przed siebie niczym Forrest Gump. Na szczęście w ostatniej chwili udaje się wejść na peron!


Naszym hostem jest Antonia. Ku naszemu niezaskoczeniu nie mówi zbyt dobrze po angielsku, co można było przewidzieć jeszcze w Polsce, kiedy odpisywała na maile w języku hiszpańskim. Całe szczęście Karolina potrafi co nieco szprechać w tym języku także jesteśmy uratowani. Antonia próbuje wytłumaczyć mi łamaną angielszczyzną co powinniśmy zobaczyć, gdzie udać się na obiad itp. W momencie gdy brakuje jej słowa, zastępuje je określeniami dźwięku. I tak np. telefon to „dzyń dzyń”, drzwi „puk puk”. Świetna zabawa! :D

Na drugi dzień zaplanowany mamy wypad do stolicy Andaluzji, Sewilli. Kierując się w stronę starówki wchodzimy do punktu turystycznego, w którym zaopatrujemy się w darmową mapę miasta.

DSC_5186

Dzień dobrze będzie zacząć od śniadania, czyli tłustych i słodkich churros. W swoim planie mamy kilka knajp, w których chcielibyśmy się stołować. Niestety zapomniałem wydrukować ich adresy, przez co tracimy trochę czasu na szukaniu darmowego wifi, aby sprawdzić to w necie. Koniec końców udaje się nam zasiąść przy stole. Smażone w głębokim oleju, podawane z gorącą czekoladą churros wypełniają nasze spragnione jedzenia żołądki. Na dłuższą metę nie zjadłbym ich jednak zbyt wiele w taki upał. Sprawdziłem, są dobre i mogę je polecić.

DSC_5236

Moim głównym celem jest Plaza de España. Dla mnie miejsce szczególne, bo parę lat wcześniej służyło ekipie filmowej za plan zdjęciowy do drugiej części Gwiezdnych Wojen.

DSC_5190

DSC_5235

DSC_5229

DSC_5196

DSC_5250

DSC_5200

DSC_5213

DSC_5202

Plac robi wrażenie nie tylko wielkością, ale przede wszystkim dekoracjami w postaci barwnych kafelków, tak charakterystycznych dla tego regionu.

DSC_5248

Karolinie dziękuję za cierpliwość w pozowaniu do tego zdjęcia (musiała długo znosić moje uwagi: prawa ręka bardziej w prawo, a cała reszta bardziej na lewo i takie tam :))

DSC_5255

Z pełnymi brzuchami zmierzamy w kierunku piętrzącej się nad dachami miasta La Giraldy.

DSC_5277-horz

Swoją wielkością tłumi pozostałe budynki wokół. Zajmuje prawie cały plac starego miasta! W jej wnętrzu znajdują się m.in szczątki Krzysztofa Kolumba. O ich autentyczność spierano się bardzo długo, bo ciało zostało kiedyś przewiezione do Hawanny. Przez długie lata sądzono, że Hiszpanie są w posiadaniu jedynie szczątków syna wielkiego odkrywcy, Diego. Ostatecznie spór rozstrzygnął się całkiem niedawno, bo w 2006 r. przeprowadzono badania DNA, które dowiodły o autentyczności „pozostałości” Kolumba seniora.

DSC_5265

DSC_5284

Póki co decyzję na temat wejścia do środka katedry i zespołu pałacowego Alcazar zostawiamy na później, co wkrótce odbije nam się solidną czkawką.

Spacerujemy między ciasnymi uliczkami Plaza del Trunfo zachwycając się atmosferą i „gościnnością” Hiszpanów, którzy co parę kroków próbują usadzić nas w swojej restauracji albo umieścić w dorożce. Postanawiamy wrócić trochę później, żeby zwiedzić inne części miasta.

DSC_5287

DSC_5296

Ulice miasta zaczynają pustoszeć, a na drzwiach restauracji zawisają karteczki z napisem cerrado. Hiszpanie udają się naaaa….siestę! Tak… wszystko super i fajnie, jednak my po długich spacerach ulicami miasta chcemy w końcu coś zjeść.

Mimo to udajemy się do restauracji, które mieliśmy na swojej liście przeświadczeni, że będą otwarte.

Nic bardziej mylnego. W każdym miejscu pozostaje nam pocałować klamkę. Otwarcie nastąpi dopiero o 19??!! Pociąg powrotny do Malagi mamy o godzinie 20.00, więc czekanie nie wchodzi w grę. Krzątając się  po ulicach w poszukiwaniu dobrej i OTWARTEJ restauracji zmuszeni jesteśmy zasiąść w typowej, „turystycznej” tawernie blisko Giraldy.

DSC_5305

image

Zamawiamy kilka porcji tapas, które smakiem nie zwalają mnie z nóg. Zanim opuścimy Sewillę chcemy zobaczyć wspomniany Alcazar lub Giraldę, ale okazuje się, że są już zamykane. Z nosami na kwintę, powłócząc nogami kierujemy się na stację autobusową po drodze zahaczając o McDonald’s na hiszpańską odmianę McFlurry (Karolina) i zimne piwo (ja). Za największą porażkę uznajemy jeszcze niekupienie magnesu na lodówkę, które zbieramy z taką pieczołowitością ;-) Do Sewilli chcemy wybrać się jeszcze raz, bo ten wyjazd pozostawił wielki niedosyt.

Przydatne info:
Chocolateria Virgen de Lujan, Avda. Ramón de Carranza 28 – choć churros z czekoladą serwuje co druga restauracja, ta chocolateria specjalizuje się nadzwyczaj dobrze. Położona dość duży kawałek od centrum, ale jeśli zawitacie na drugą stronę rzeki Guadalquivirodwiedźcie ją koniecznie!