Europa Podróże

Witajcie na wyspie pistacji

Czuję się jakbym wsiadała do gigantycznej Arki Noego, w której zamiast zwierząt, na pokładzie pod moimi stopami sadowią się samochody osobowe, potężne ciężarówki i głośni kierowcy równie głośnych skuterów. Wiatr rozwiewa mój wakacyjny włos, dmie w T-shirt robiąc z niego jeszcze większy oversize, a ja, podekscytowana perspektywą morskiej podróży, wiercę się w oczekiwaniu na sygnał obwieszczający wypłynięcie z portu w Pireusie.


 

DSC_4462

DSC_4628

Ahoj przygodo! Z powodu ograniczonego budżetu płyniemy na Eginę najbliższą grecką wyspę i zarazem ulubione miejsce Ateńczyków wybierających się na niezobowiązujący plażing.Usadawiamy się za zgraną paczką trójki Greków, z perspektywy osoby siedzącej tuż za ich plecami, najgłośniejszych i najlepiej bawiących się pasażerów na pokładzie. Zastanawialiście się kiedykolwiek, czego najbardziej może Wam brakować podczas 40-minutowej przeprawy przez morską toń? Odpowiedź powinna być intuicyjna: zegarku, kalkulatora, latarki i etui na smartfona! A jeśli przypadek zapomnieliście je ze sobą zabrać, wszędobylski pan sprzedawca zaproponuje jeszcze lepszy model każdej z wymienionych rzeczy.

DSC_4442

Zegarki? Do wyboru i koloru! Dzisiaj promocja, na okulary Ray-Ban też!

DSC_4440

Skórzane torby i portfele zawsze w cenie. Powąchaj, jeśli chcesz sobie przypomnieć jak pachnie prawdziwa skóra.

DSC_4473

Wreszcie, dobijamy na wyspę. Statek wypluwa kolejne pojazdy, a my przebijamy się przez obłok spalin szukając wzrokiem pierwszej lepszej restauracji serwującej zimne napoje. Wymagania mamy niewielkie: byle szybko i z kostkami lodu, bo przechowywana w plecaku nagrzana woda mineralna jest w tym momencie równie apetyczna co rozgazowana Coca-Cola.

Egina to nie tylko nazwa wyspy, ale i miejscowości do której dopływa statek z Pireusu. Średniej wielkości port, mały, zagubiony w tłumie ciasnych uliczek niezapadający w pamięć ryneczek, restauracje serwujące koktajle, owoce morza i lokal z mrożonym jogurtem greckim – tak w dużym skrócie mogłabym podsumować najważniejsze punkty w okolicy nadbrzeża.

DSC_4552

DSC_4491

IMG_3964

Grzechem byłoby zapomnieć o pistacjach! Podobno najlepsze w kraju, najgorętszy towar eksportowy  Eginy z którym zetkniemy się w niemal każdym sklepie z greckimi delikatesami. Kupujemy większą paczkę na wagę, która z końcem dnia pustoszeje do ostatniego orzeszka. W smaku o wiele delikatniejsze niż kalifornijskie, mają w sobie naturalną słodycz i jednocześnie przyjemny słony posmak.

IMG_3958

A co z obiecaną plażą? No cóż, plaże są i ich nie ma. Zależy jak na to patrzeć… Jeśli szukamy szerokich piaszczystych terenów z otaczającym je morzem o lazurowym odcieniu, możemy się nieco zawieść. To, co dla Ateńczyków jest plażą na której można się opalać, dla mnie wydaje się być wąskim skrawkiem kamienistego brzegu, gdzie leżaki przypominają rząd ściśniętych w puszce sardynek. Jedyne, co zgadza się z moim wyobrażeniem, to kolor wody. Wygląda pięknie, zwłaszcza jeśli zboczy się z głównej drogi i zawędruje w chaszcze.

DSC_4497

Zanim na dobre wyruszymy w drogę, odwiedzamy Babis. Jedno z najchętniej polecanych miejsc na TripAdvisorze. Na talerzu Piotrka ląduje ośmornica, na moim grillowane sardynki. Dawno nie jadłam tak świeżych ryb. Smak morza czuję w przełyku aż do samego wieczora.

DSC_4500

DSC_4545

DSC_4543

Egina ma też swój własny odpowiednik Partenonu, który chcieliśmy zobaczyć wędrując na piechotę wzdłuż wyspy i kończąc trasę w niewielkiej turystycznej miejscowości. Upał jak diabli, droga daleka, ale uparłam się żeby iść na piechotę, choć pan z komisu samochodowego oferował rower, skuter i Astona Martina. Trasę zaczynamy w punkcie, który mogłabym nazwać „gdzieś na początku niczego”, a po pół godziny męczącej wędrówki główną ulicą docieramy do „trochę dalej, ale wciąż w środku niczego”. Zrezygnowani zawracamy na jedyny kursujący po wyspie autobus.

DSC_4511

Ruiny całkiem do rzeczy, ale nie na tyle, żeby płacić za wstęp kilka euro, obejść je w minutę i wrócić z powrotem. Zwłaszcza, że równie dobrze prezentują się zza ogrodzenia.

Skoro zajechaliśmy niemal na drugi kraniec wyspy, szkoda byłoby nie wykorzystać okazji i pominąć odwiedzenie pobliskiej wioski Agia Marina. Zachęcona informacją na mapie, jakoby miało znajdować się tam epicentrum plażowego szaleństwa, wytrwale drepczę w dół wyspy zatrzymując się co chwilę, żeby zamknąć w głowie najlepsze widoki.

DSC_4520

DSC_4510

Mekka dla turystów? Hotele i plaże pękające w szwach od nadmiaru gości? Poniższe zdjęcie będzie chyba najtrafniejszym podsumowaniem tętniącego życia wioski. Żeby nie było wątpliwości, takich lokalów naliczyłam co najmniej 3 w ciągu 10 minutowego spaceru.

DSC_4537

Mam wrażenie, że cywilizacja wzięła nogi zapas i postanowiła w panice czym prędzej wrócić do Eginy. Opuszczone knajpy, dwa sklepiki z zakurzonymi pamiątkami i wyblakłymi pocztówkami plus jeden stary autobus, którego godzin i konkretnego miejsca odjazdu nie zna prawie nikt. Pora brać nogi za pas!

DSC_4546

Jak na kraj śródziemnomorski przystało, pobyt na wyspie kończymy wpatrując się w horyzont i sącząc leniwie zimne owocowe drinki z palemką. Dobrze, że za kilkanaście minut odpływa nasz statek do Aten. Po dniu spędzonym na Eginie zaczynam się nudzić. I nie pomagają już nawet pistacje.

DSC_4463

DSC_4599

Powrotną podróż umilam sobie zabawą podpatrzoną u kilkulatka, któremu na parę minut udaje się skupić na sobie uwagę kilkunastu krążących nad pokładem statku mew. I w końcu do czegoś przydaje  mi się twardy jak kamień, niezjedzony na śniadanie, obwarzanek Piotrka.

DSC_4609

Brakuje tylko gałązki z drzewa oliwnego w dziobie i mielibyśmy klasyczny model mewy zwiastującej pokój na ziemi ;-)

Pobytu nie żałuję, ale nie wiem, co musiałoby się stać, żebym ponownie na Eginę wróciła. Kolejny cel wyspiarski? Hydra, Santorini, Mykonos… bardzo chętnie! Ale Egina? Ehkm, czy mogłabym poprosić o inny zestaw pytań?


Przydatne info:

Babis7, Akti Toti Hatzi – przytulna restauracja serwująca świeże ryby i owoce morza. Co najważniejsze, z dala od portowego zgiełku.