Europa Podróże Świat na talerzu

Świat na talerzu – Grecja

Nie ma drugiego takiego kraju w Europie, w którym ser feta byłby tak kruchy i delikatny w smaku, a oliwki kryły w sobie ten charakterystyczny, śródziemnomorski aromat. Nie próbujcie wmawiać sobie, że ze składników dostępnych w supermarkecie skomponujecie grecką sałatkę o smaku… prawdziwej greckiej sałatki! Aby spróbować greckiej kuchni, trzeba się tu wybrać. Koniec i kropka. Innego wyjścia nie ma.


 

DSC_4144

A gdzie szukać greckich smaków, jeśli nie na lokalnym bazarze w Atenach? Uwielbiam odwiedzać targowiska, bazary i budki z jedzeniem. Miejsca, do których zapuszczają się przede wszystkim mieszkańcy w poszukiwaniu składników na obiad czy wieczorną ucztę z przyjaciółmi.

Oliwki w kilkunastu rozmiarach, kolorach, smakach i zapachach. Ser feta w paru odmianach (mleko krowie, kozie, a nawet wersja wegańska – soja), chrupkie bakalie, owoce świeże i suszone, warzywa, mięso czy mnóstwo ryb i owoców morza. To wszystko, wzbogacone głośnymi nawoływaniami sprzedawców zachwalających towar, czeka na Was w samym sercu Aten. W naszym wypadku nieopodal mieszkania, w którym zatrzymaliśmy się w Grecji. Drugiego dnia wybraliśmy się na targowisko po owoce, ser i oliwki, które stanowiły podstawę naszych kolejnych śniadań i kolacji konsumowanych późnym wieczorem na tarasie.

DSC_4156

DSC_4138

DSC_4178

Dużą część bazaru stanowi stoisko z rybami i owocami morza. Tłok, głośne nawoływania sprzedawców, plusk wody zraszającej świeżo złowiony dobytek, huk dziesiątek noży i śliska podłoga. Równie dużą uwagę co do oglądania gigantycznych krewetek i ryb, których nazw nie jesteśmy w stanie powtórzyć, trzeba przykładać do patrzenia się pod własne nogi, żeby przez przypadek nie nadepnąć na węża z wodą lub nie poślizgnąć się na płytkach i wywinąć orła pod stół z ośmiornicami.

DSC_4177

DSC_4165

Gdybyśmy tylko mieli patelnię lub piekarnik, któraś z ryb na pewno skończyłaby jako obiad.

DSC_4168

DSC_4169

DSC_4163

DSC_4170

DSC_4172

DSC_4173

Nie samym targiem jednak człowiek żyje, zwłaszcza, że nie zjedzenie greckiej sałatki w stolicy Grecji uznałabym za ciężki grzech kulinarny. Stołowaliśmy się w sumie w trzech ateńskich restauracjach. Pierwszym posiłkiem w Melilotos, po przyjeździe poprzedzonym kiepską nocą na lotnisku, była w moim przypadku wielka kromka własnoręcznie wypiekanego, chrupkiego chleba ze szpinakiem, bakłażanem i jajkiem sadzonym, u Piotrka – stek. Wybitnie niegrecki obiad, za to smaczny i niedrogi. Bardzo spodobał mi się zwyczaj dostawiania butelki wody (stołowej lub butelkowanej) przed dokonaniem zamówienia. W większości wypadków za wodę nie płaciliśmy lub kosztowała nas grosze. Byliśmy na tyle głodni, że robienie zdjęć potrawom było ostatnią rzeczą, która mogła przyjść nam do głowy.

I Palia Taverna Tou Pssara położona w najładniejszej dzielnicy Aten, Place, skusiła nas swoją zaciszną lokalizacją i cieniem, którego potrzebowaliśmy po wspinaczce na Akropol.

DSC_4207

I to się nazywa grecka sałatka, choć w wielu restauracjach ser feta serwowany jest jeszcze jako blok cienko pokrojonego sera, polanego oliwą i położonego na górce warzyw. Pomijając smak sera feta, którego polskie odpowiedniki nijak mają się do oryginału, w prawdziwie greckiej sałatce znajdziemy jeszcze często pomijaną u nas paprykę i kapary. Wszystkie warzywa krojone są w duże kawałki, żeby nikt nie miał wątpliwości co aktualnie zjada.

DSC_4201

Miałam wielką ochotę na dolmades, gołąbki z ryżem i mięsem jagnięcym zawijane w liście winogron i okraszone delikatnym, kremowym sosem. Były dostępne jedynie jako przystawka, więc poprosiłam o przygotowanie dania składającego się tylko z nich. Przy okazji ucięłam sobie krótką rozmowę z kelnerką. Spytałam o rodzaj liści, z których robi się gołąbki, a w odpowiedzi otrzymałam przepis na dolmades autorstwa jej mamy i babci. Do obiadu zamówiliśmy po lampce domowego, białego wina.

DSC_4269

Piętrzące się na każdym rogu ulicy obwarzanki to ulubiona przekąska mieszkańców i zarazem odpowiedź na atak „małego głoda”. Cztery kupione obwarzanki, razem z oliwkami i serem feta, miały być naszym śniadaniem, ale następnego dnia były twarde jak kamień. Cudem wypchałam sobie nimi żołądek, za co później należycie mi się „odwdzięczył”. Piotrek nosił swojego w plecaku do końca wyjazdu i nigdy nie skonsumował w całości. Gdybyśmy chcieli zachowywać się jak rodowici Grecy, powinniśmy pominąć śniadanie całkowicie i zadowolić się mrożoną kawą pitą o poranku przy gazecie lub w towarzystwie starego przyjaciela czy też kumpla z pracy.

DSC_4277

Jak jest lato to musi być i mrożony grecki jogurt, kolejna ulubiona przekąska Greków i przyjezdnych. Moim faworytem został ChillBox, którego „składamy” począwszy od wyboru smaku jogurtu, kończąc na wyborze dodatków i ważąc swoje arcydzieło u kasjera.

DSC_4655

Ostatni wieczór spędziliśmy w Cave of Acropolis, jak sama nazwa wskazuje położonej niedaleko Akropolu. Mimo, że nie zamówiłam tam niczego, bo byłam zajęta opychaniem się lodami Ben & Jerry’s poprzedzonymi… greckimi lodami, które mogą konkurować z włoskimi gelato, wspominam ją chyba jako najbardziej klimatyczną. Przede wszystkim dzięki miłej obsłudze, greckiej muzyce na żywo wyśpiewywanej przez panią siedzącą za suto zastawionym alkoholem stołem i atmosferą śródziemnomorskiej biesiady. Na samą myśl o powrocie i pakowaniu robiło nam się słabo.

DSC_4262

Największą frajdę sprawiły nam jednak zakupy w jednym ze sklepików na Monastiriaki. Zaczęło się od niewinnego pytania o oliwę, a już po dziesięciu minutach mieliśmy nowych przyjaciół, z którymi żywo dyskutowaliśmy o miodach, słodyczach, greckiej wódce ouzo, naszym pochodzeniu i różnicach kulturowych. Irina witała nas szerokim uśmiechem za każdym razem gdy przechodziliśmy obok sklepu, a podczas jednej z wizyt poleciła przejść się kilka przecznic dalej, gdzie w ramach promocji rozdawano przechodniom darmowy cydr jabłkowy. Ostatecznie przywieźliśmy do domu dwa rodzaje oliw (do smażenia i sałatek o wybornym aromacie), dwa domowe wina i dwa rodzaje miodów, które bardzo chwalą sobie Grecy.

Stan na dziś? Wino skonsumowane w połowie, miód jeszcze zamknięty, a oliwy wypróbowane i oby zachowały się jak najdłużej. A w ramach ciekawostki dodam na sam koniec, że kupując fetę  w jednym ze sklepików znaleźliśmy też półkę pełną soczków Kubuś, pasztetów podlaskich, klopsów w słoiku i Majonezu Winiary. Jak widać nie tak łatwo uciec od swojego kraju…

Przydatne info:

Melilotos, Kalamiotou 19 | Monastiraki – krótkie menu, za to bardzo smacznie, stosunkowo tanio i obsługa o nienagannych manierach
 
Cave of Acropolis24 Thrasillou | Plaka – restauracja położona obok zbocza Akropolu, koniecznie trzeba odwiedzić ją późnym wieczorem i zamówić potężną misę greckiej sałatki
 
I Palia Taverna Tou PssaraErechtheos 16 | Plaka – miejsce, które szczyci się ponad stuletnią tradycją, menu bogatym w popisowe greckie dania i ustronną lokalizacją
 
ChillBox – mrożony grecki jogurt z lokalami rozsianymi po całym kraju. Powinien nazywać się „cool box”, bo nigdzie indziej nie spotkałam się z tak fajnym opakowaniem