Europa Podróże

Sunday Fika with the whole world

Spacerując po wyspie, ku swojej wielkiej radości, odkryłam domek rodem z Doliny Muminków. Dopóki nie zobaczę oryginalnego Świata Muminków na fińskiej wyspie Kailo, jestem w stanie zadowolić się tym, co napotkałam w Sztokholmie.


 

DSC_0253-horz

DSC_0262

DSC_0264

W międzyczasie dołączyła do nas Melinda z owianej tajemnicą Transylwanii. Może rozczaruję niektórych z was, ale Melinda ma swoje odbicie w lustrze i nie odstrasza jej zapach czosnku ;)

CSC_0308

Z racji, że nie zdążyła zjeść śniadania, zaproponowała wizytę w jednej z knajp wokół zatoki. Po zaopatrzeniu się w kanapki skorzystaliśmy z pięknej pogody, poszliśmy usiąść na molo i pomachać nogami nad Morzem Bałtyckim.

DSC_0282

DSC_0285

DSC_0274

Po obiedzie pożegnaliśmy Melindę i z Su wybraliśmy się do Café Hurtigs Konditori na cotygodniowe Sunday Fika, organizowane przez naszego hosta. 

DSC_0313

Fika to tradycyjny szwedzki zwyczaj spotykania się z przyjaciółmi przy kawie. Fika organizowana przez Sudhanshu skupia wszystkich chętnych, aktualnie przebywających lub mieszkających na stałe w Szwecji, coachsurferów. Na początku była nas zaledwie garstka – dwie osoby ze Szwecji i Gloria z Kanady. Później dołączyły osoby z Niemiec, Tajlandii, Kurdystanu, Rosji i… potem zgubiłam rachubę, bo pięciosobowa kompania nie wiadomo kiedy rozrosła się do 25 – 30 osób. Wszyscy byli dla siebie bardzo otwarci, a wiek ani pochodzenie nie stanowiły dla nikogo bariery w nawiązywaniu kontaktu. Na Fice poznaliśmy też trzy Polki, z czego dwie od kilku lat mieszkały w Sztokholmie. 

Po godzinie  pogawędki urwaliśmy się ze spotkania, żeby po raz ostatni pospacerować po deptaku…

DSC_0309

DSC_0302

zdjęcie 2

W sklepach obowiązkowo do kupienia: wiking, kubki „I love Stockholm” i postaci z Muminków! … i zobaczyć podziemną galerię sztuki w metrze. Niektóre stacje były imponujące.

zdjęcie 3

Na przykład ta w centrum, moja ulubiona!

zdjęcie 4

Welcome to hell ;-)

DSC_0354

DSC_0326

Inne niekoniecznie i czasem zastanawiałam się, co poeta miał na myśli. W drodze powrotnej przez przypadek wsiedliśmy do złej linii, ale po dłuższej przeprawie łutem szczęścia udało nam się wskoczyć do ostatniego autobusu jadącego na wyspę naszego hosta.

DSC_0348

P.S. Było ziiiimno!

Zapomnieliśmy zapytać Su o numer mieszkania, więc zamiast dzwonić przez domofon przedzieraliśmy się przez krzaki jak dzikusy, żeby dać mu znać przez okno salonu, aby otworzył drzwi. Czasu nie było wiele, więc zdecydowaliśmy się na powrót do centrum ostatnim wieczornym autobusem, a na pożegnanie podarowaliśmy naszemu hostowi pudełko czekoladek z wizerunkiem Fryderyka Chopina ;)

Zmęczeni późną porą zalegliśmy na dworcu centralnym, z którego wszystkich podróżnych wyproszono tuż po północy.

zdjęcie 5

Razem z grupą pozostałych włóczykijów dotarliśmy do pobliskiego McDonald’s. Jakkolwiek nie przepadam za tym miejscem, to muszę przyznać, że zawsze ratuje mi tyłek w podróży. Po drugiej w nocy wyprosili nas i z Maca. Trzęśliśmy się z zimna, wyglądaliśmy jak bezdomni i po dłuższej wędrówce po mieście resztką sił doczłapaliśmy do kebab baru.

Gorąca herbata z papierowych kubków pomogła tylko na chwilę i nie powstrzymała wszechogarniającej mnie fali snu. W którymś momencie po prostu zasnęłam ze zmęczenia, co nie umknęło uwadze kelnera. Podobno zabierał się do akcji ocucającej, ale w porę obudził mnie Piotrek. Pocieszył mnie fakt, że nie byłam jedyna. Za mną siedział gość, który spał udając, że czyta gazetę. Po natychmiastowej reakcji kelnera sen opuścił go równie szybko co mnie ;) Po trzeciej w nocy dotarliśmy do autobusu, przetransferowaliśmy się na lotnisko i opuściliśmy Skandynawię.

A w Warszawie… jeśli ktoś nie spróbuje, to nigdy nie dowie się, jak przyjemnie jest przyłożyć głowę do poduszki po 26 godzinach bez snu. Ale co tam! Warto było! Zawsze warto.