Europa Podróże

Football fans and secret places

Odkrywanie Sztokholmu w słoneczny dzień i wieczorne spotkanie z grupą couchsurferów z różnych zakątków świata napawało nas ogromnym optymizmem już od momentu otwarcia oczu. Rano  Sudhanshu przywitał nas śniadaniem (szwedzki stół, a jakże by inaczej!), podczas którego wdałem się z nim w ciekawą dyskusję na temat historii Indii. Czas gonił, więc uczta szybko się skończyła i czym prędzej wybiegliśmy z domu na autobus.


Su mieszka na osobnej wyspie, otoczonej lasem i – sporadycznie – innymi mieszkańcami czerwonych domków z drewna. Po drodze natknęliśmy się na tłum biegaczy. Okazało się, że tego dnia na wyspie odbywał się coroczny maraton. Karolina, jako zapalona biegaczka, od razu zaczęła zazdrościć warunków w jakich przyszło im trenować. Spokój, równe ulice i dzika przyroda dookoła… Nie jestem biegaczem, ale uprawianie sportu w tym miejscu to z pewnością sama przyjemność :)

Sudhanshu zaoferował się, że spędzi z nami cały dzień i pokaże miasto. W konsekwencji zwiedziliśmy niemal wszystko, co można było zobaczyć.

DSC_0137Pałac Królewski

DSC_0132

DSC_0149-horz

Spacerując po starym mieście Su starał się abyśmy nie nudzili sie ani trochę. Cały czas opowiadał nam wciągające historie dotyczące Sztokholmu i jego zabytków. Dobry humor nie opuszczał nas przez cały dzień. Pod tym względem  rozumieliśmy się perfekcyjnie, kumał nasze, a my jego głupkowate żarty ;) Czuliśmy się tak, jakby był naszym starym kumplem od lat!

DSC_0160

Na starówce wylegiwało się w słońcu wielu rozleniwionych Szwedów. Na ten dzień czekali chyba wszyscy, bo w kwietniu temperatury nie rozpieszczały Europy.

DSC_0152

DSC_0156

Wdrapaliśmy się na jeden z kilu punktów widokowych – Monteliusvägen, żeby w pełnej krasie zobaczyć panoramę miasta. Su powiedział nam, że miejsce to jest rzadziej odwiedzane przez turystów, dlatego lubi tu przychodzić i w spokoju napawać się widokiem. Być może po tej notce  będzie trochę bardziej znane ;)
Widok jest niesamowity i daje podgląd na to, jak miasto wyglądało w XVIII i XIX wieku.

DSC_0174

DSC_0182

Nie wiedząc nawet kiedy, znaleźliśmy się w tłumie kibiców lokalnego klubu piłkarskiego. Szwedzi mają prawdziwego hopla na punkcie sportu i chętnie manifestują swoje przywiązanie do ulubionych drużyn. Poczuliśmy się jak w samym sercu irlandzkiego święta, bo wszyscy nosili zielone szaliki, zielone bluzy, a nawet… zielone fryzury. Jeden z kibiców puszczał race wypełniając ulicę gęstą, zieloną mgłą. A z niej wyłonił się mężczyzna, który wspiął się na uliczną latarnię i w euforii wykrzykiwał coś do pozostałych. Wyglądał jak przywódca jednej z manifestacji, które często wędrują po warszawskich ulicach. Mimo całej wrzawy, w tłumie nieznajomych czuliśmy się całkiem bezpiecznie.

DSC_0196

DSC_0193

DSC_0194

Sztokholmskie ulice są wąskie, ale za to niebywale klimatyczne. Czuć nadmorskie klimaty, dzięki czemu momentami przenosiłem się do naszego Gdańska :) Wypełniają je liczne zaułki, kamienne schody, sklepy ze skandynawskim wzornictwem i restauracje kuszące zapachem regionalnych potraw.

DSC_0157

DSC_0210

DSC_0212

Ten kolega stwierdził, że dzisiaj… pochodzi po ogrodzeniu.

Obeszliśmy nie tylko centrum, ale i otaczające je wysepki. Aby dostać się na jedną z nich, Djurgården, skorzystaliśmy z promu. Jeśli kupiliście kartę miejską Storstockholm Lokaltrafik to możecie być spokojni, działa na promach, co ułatwia szybkie przemieszczanie się pomiędzy wyspami. W międzyczasie Su odebrał telefon od swojej dobrej znajomej z Transylwanii – Melindy, która obiecała dołączyć do naszej trójki.

Płynąc w kierunku wyspy, od razu rzuciło się nam w oczy najstarsze wesołe miasteczko w mieście, Gröna Lund. Niestety o tej porze roku było zamknięte. Gröna Lund otwierają dopiero pod koniec maja, z początkiem sezonu wakacyjnego.

DSC_0168

DSC_0215

DSC_0248

DSC_0238

Dzień był na tyle intensywny, że zdecydowaliśmy się go podzielić na dwa wpisy. Sporo się jeszcze miało wydarzyć! ;)