Europa Podróże

When in Rome, do as the Romans do

Trzeci dzień w stolicy Włoch rozpoczął się niemal idealnie, w końcu przestało padać, a słońce powoli budziło się z pochmurnego snu wyznaczając rytm życia mieszkańcom miasta. Dzień wcześniej przeraziła nas długość kolejki do zwiedzenia Bazyliki św. Piotra, więc poszliśmy na małe randez-vous nazajutrz, przed godziną 8.00.


W obecności takich ogromnych budynków zawsze towarzyszy mi to samo, czuję się okropnie mała, a mój mózg nie potrafi przyjąć do (ś)wiadomości, że wszystko na co patrzę zostało wykonane ludzką ręką. Nie inaczej było w środku.

Untitled

Projekt uwielbianego w Rzymie Berniniego przytłacza wielkością, przepychem i wielością zdobień. Zgodnie z zamierzeniem artysty, po przekroczeniu progu wzrok natychmiast biegnie ku wielkiej konfesji z baldachimem. Jeśli mieliście okazję zobaczyć kiedyś w telewizji mszę transmitowaną z Rzymu, obraz zupełnie nie oddaje ogromu ołtarza. Nad głowami zwiedzających rozciąga się kopuła, mistrzowskie dzieło Michała Anioła, którą rozjaśnia światło wpadające przez 16 okien.

Budowlę wypełniają płaskorzeźby przedstawiające świętych, o których istnieniu nawet nie mam pewnie pojęcia. Aż trudno uwierzyć, ale w bazylice pochowanych zostało aż 147 papieży. Gdzie oni się pomieścili?

DSC_0387

Poszukując kolejnej rzeźby którą znamy z podręczników do sztuki, włoscy księża kilka razy przeganiali nas z jednej strony bazyliki na drugą, bo blokowaliśmy miejsce osobom udającym się na mszę. I w końcu udało się, tuż przy wyjściu zgromadziła się grupka turystów zapatrzonych w jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł pana Michelangelo. Pietà watykańska od czasu ataku szaleńca przez pewien czas była zabezpieczona przezroczystą, pancerną szybą. Jest też jedyną rzeźbą Michała Anioła, na której widnieje wyryty w marmurze podpis artysty.

DSC_0367

Po wyjściu nie mogło zabraknąć obowiązkowej sesji fotograficznej na Placu św. Piotra z serii „ja też tutaj byłem” ;)

DSC_0422

DSC_0420

Już sama myśl o tym co nas czeka wprawiała nas w podekscytowanie pomieszane ze strachem, wizja kilkunastogodzinnego spaceru (najtańsza opcja zwiedzania miasta) wiązała się nie tylko ze spaleniem porządnej liczby kalorii, ale przede wszystkim z odciskami na stopach i zesztywniałymi od bólu łydkami ;) W centrum zrobiliśmy sobie mały pit-stop na zasilenie baterii. Ja wybrałam kilka bułek w jednej z najstarszych rzymskich piekarni Il Forno Roscioli, a Piotrek skusił się na owoce.

DSC_0429

Czysta woda to jedna z niekwestionowanych zalet Rzymu. Nadaje się nie tylko do mycia jabłek ;) ale przede wszystkim do picia, więc kilka razy w ciągu dnia napełnialiśmy nią butelki.

IMG_2481

Spacerując przez serce miasta minęliśmy Largo di Torre Argentina, kompleks pozostałości czterech świątyń wybudowanych w epoce republikańskiej. Przez chwilę nie mogłam się stamtąd ruszyć, uwielbiam miejsca przesycone duchem starożytności. Wyobraźnia zaczyna pracować, a ja przenoszę się setki lat w przeszłość.

DSC_0435

Untitled

Nie mogło też zabraknąć ponownej wizyty na Piazza Venezia, tym razem za dnia. Prawda, że prezentuje się o niebo lepiej?

DSC_0438

Zanim dotarliśmy do Koloseum, nie sposób było pominąć także Fori Imperiali, których budowę zainicjował nie kto inny jak sam szanowny Juliusz Cezar. W skład kompleksu wchodziło pięć for, spośród których budowę najstarszego – Forum Cezara rozpoczęto w 54 r. p.n.e. Ja do zdjęcia wybrałam sobie Forum Augusta z 2 roku p.n.e, ustawiając się przed świątynią Marsa Mściciela (czy to przypadek czy po prostu los chciał mi coś w delikatny sposób przekazać?) ;)

DSC_0445

DSC_0448

Amfiteatr Flawiuszów, czy coś Wam to mówi? To właściwa nazwa Koloseum, budowli będącej największym rzymskim amfiteatrem na świecie. Skoro lud domagał się chleba i igrzysk, cesarzom z rodu Flawiuszów nie pozostało nic innego jak stworzenie amfiteatru, będącego częścią kampanii marketingowej budowania dobrego wizerunku publicznego.

DSC_0466

Całe szczęście, że po aktualizacji mój telefon wyposażył się w opcję robienia panoram. Szkoda było nie spróbować. Efekt? Całkiem niezły!

IMG_2487

Po konkretnym spacerze i pomocy w wykonaniu zdjęć kilku japońskim turystom, przyszedł czas na chowający się za Łukiem Konstantyna Wielkiego, otoczony sześcioma z siedmiu rzymskich wzgórz najstarszy plac w Rzymie.

DSC_0481

Zatrzymał nas jeszcze mały przystanek na obowiązkowe zdjęcie pamiątkowe przed Koloseum…

DSC_0487

IMG_2490

Ach, któż by nie chciał sfotografować się z rodowitymi Rzymianami? ;) Z pewnością nie władze miasta, które od dłuższego czasu kontrolują samozwańczych wojowników, lubujących się w wykorzystywaniu okazji do złupienia zagubionych turystów.

DSC_0489

Podczas naszej wizyty większość pozostałości na Forum Romanum było w tzw. budowie. Konstrukcje często przysłaniały widok, ale nie mam nic przeciwko, jeśli tylko finalny efekt renowacji będzie zadowalający. Przez nieuwagę nie zaszliśmy na drugą stronę Forum, w okolice Świątyni Saturna, więc zabrakło w naszej kolekcji jednego z najbardziej popularnych ujęć placu. Nadrobimy następnym razem!

IMG_2495

DSC_0520

DSC_0502

Na szczęście nie tylko ja, przygnieciona ciężarem historii, byłam tego dnia niezwykle poważna…

DSC_0513

Pokonała mnie mewa, łypiąca czujnym okiem na ludzi fotografujących panoramę miasta roztaczającą się ze Wzgórz Palatyńskich i pilnująca, czy aby na pewno nikt za długo nie przysiaduje z lenistwa na murku.

IMG_2496

Jesień? Jaka jesień! Panie, w listopadzie Wzgórza Palatyńskie rozkwitają jak warszawskie Łazienki w maju. Dzięki drzewkom pomarańczowym cały park otulał przyjemny, cytrusowy zapach.

DSC_0507

To właśnie w grocie na Palatynie, wedle miejskich legend wychowali się Romulus i Remus, mitologiczni założyciele Rzymu znalezieni i wykarmieni przez wilczycę. Z nieco zbolałymi nogami, głodni wrażeń opuściliśmy kompleks kierując się na najstarszy i największy cyrk starożytnego Rzymu.

DSC_0525