Europa Podróże

Quo Vadis?

Drugą część dnia przeznaczyliśmy na zwiedzenie kolejnego z siedmiu wzgórz, wysuniętego na południe Awentynu. Po drodze udało się włożyć dłonie do starożytnej wersji wykrywacza kłamstw, czyli Ust Prawdy. Kłamcy, którzy wkładali dłoń do ust, najczęściej kończyli ponoć bez ręki ;) Nam na szczęście nic się nie stało. Pewnie bóstwa uznały nas za dobrych ludzi, uff!


 

DSC_0527

Przed nami wspinaczka na Awentyn, jedno z najbardziej zielonych miejsc Rzymu.

IMG_2499

Ogrody na wzgórzu obfitują w drzewa cytrusowe, po wejściu do jednego z nich zostałem zahipnotyzowany zapachem. Jeśli szukacie w Rzymie dobrego miejsca na podziwianie miasta z nieco wyższej perspektywy, to miejsce mogę śmiało polecić.

DSC_0533-horz

DSC_0532

Po długim spacerze, wygłodniali do granic możliwości, wybraliśmy się na obiad w okolice Koloseum. Wybór padł na Coming Out, miejsce tzw. gay-friendly. Smak lasagne i spaghetti nie był może mistrzostwem świata, ale jak na okolice jednego z głównych zabytków, cena była więcej niż przystępna.

DSC_0546

Naszym głównym zadaniem tego popołudnia było dotarcie do pierwszej wybudowanej w mieście drogi – Via Appia Antica. Dziś jest ona niczym innym jak zwykłą kostką brukową, na szczęście gdzieniegdzie zachowały się pozostałości po oryginalnej drodze.

DSC_0551

Drogę wskazał nam młody, zmotoryzowany Włoch. Według jego wskazówek, po przejściu 1,5 km mieliśmy dotrzeć do celu. Niestety nasz rozmówca lekko pomylił się w obliczeniach ;) Po przejściu 2 km niczego nie znaleźliśmy. Ba! Przekroczyliśmy nawet jedno ze starożytnych wejść do miasta. W końcu zawędrowaliśmy na obrzeża, gdzie zaczepiliśmy dwóch starszych panów nie łudząc się nawet, że będą w stanie nas zrozumieć. Okazało się, że jeden z przemiłych dziadków mówił po angielsku o wiele lepiej od swojego o wiele młodszego poprzednika ;) Powiedział nam, że jeśli chcemy dojść do antycznych kamieni musimy przejść jeszcze ponad 3 mile drogi. Zbliżał się wieczór, więc wyprawa mijała się nieco z celem i postanowiliśmy zostawić ją sobie na kolejną wizytę. Na deser dotarliśmy jednak do miejsca, gdzie według Pisma Św. padło słynne pytanie: Quo vadis, Domine?

DSC_0562

Na pamiątkę wybudowano tu niewielki kościół, w którym (uwaga, tego się nie spodziewaliście ;)) znajdziemy popiersie Henryka Sienkiewicza. Oprócz pisarza spotkaliśmy tam kogoś jeszcze, samotnie podróżującego starszego pana, który wtrącił się do naszej rozmowy na temat autora nielubianych przez wiele dzieciaków lektur szkolnych.

Po powrocie do miasta pokręciliśmy się jeszcze po ulubionych uliczkach, znajdując przypadkiem sklep stylizowany na chatkę Geppeto. W środku znajdowała się mała pracownia, a gdzie ukrył się Pan Gepetto? Własnoręcznie wykonywał zabawki dla dzieci ;)

DSC_0592

DSC_0579

Rzym jest wspaniałym miastem. Przez 3 dni udało się nam przejść ponad 40 km. Dodam, że dla mnie ta podróż była dosyć… wyjątkowa. Przed samym wylotem nabawiłem się kontuzji stopy oraz kolana ;) Każdy pokonywany przeze mnie metr był, co tu kryć, nieźle bolesny. Niemniej jednak, chęć poznania miejsca była o wiele potężniejsza. Objedzeni włoskim jedzeniem i masą lodów, z ciężkim sercem wróciliśmy do zimnej, listopadowej Polski.

DSC_0607